Recenzje

„Życie za życie” – historia, która zostawia ślad głębiej niż się spodziewasz

Aneta Kisielewska udowadnia, że potrafi tworzyć niepowtarzalne historie. Takie, które nie są tylko rozrywką, ale doświadczeniem. A „Życie za życie” jest tego najlepszym przykładem. Jeśli szukasz książki, która coś w Tobie poruszy – sięgnij po nią. Ale uprzedzam: to nie jest historia, którą się tylko czyta. To historia, którą się przeżywa.

Otwierasz pierwszą stronę i jeszcze nie wiesz, że za chwilę ktoś przejmie kontrolę nad Twoimi emocjami. Niepostrzeżenie. Bez wielkich zapowiedzi. Jedno zdanie, potem kolejne – i nagle orientujesz się, że już nie jesteś tylko obserwatorem. Wchodzisz w cudze życie zbyt głęboko, żeby się wycofać bez śladu. I nawet jeśli zamkniesz książkę, ta historia nie zamyka się razem z nią.

„Życie za życie” Anety Kisielewskiej działa właśnie w ten sposób. Nie uderza od razu z pełną siłą – raczej wciąga, osacza, oplata czytelnika emocjami, które narastają z każdą stroną. To opowieść, która nie potrzebuje fajerwerków, żeby zrobić wrażenie. Wystarczy jej prawda, napięcie i bohaterowie, którzy wydają się zaskakująco bliscy. A kiedy już pozwolisz tej historii się rozgościć, zaczynasz rozumieć, że nie chodzi tylko o fabułę. Chodzi o to, co zostaje w Tobie po wszystkim.

To moje drugie spotkanie z twórczością Anety Kisielewskiej – i powiem wprost: ta autorka zdobyła moje czytelnicze serce. Już wcześniej pokazała, że potrafi budować historie z pazurem, ale tutaj… tutaj wchodzi na poziom, który robi wrażenie. Kreatywność? Jest. Emocje? Są. Prawda o człowieku? Aż boli. Trzy kobiety. Trzy zupełnie różne światy. Diana, Julia i Kaja – każda z nich mogłaby być bohaterką osobnej powieści. A jednak Kisielewska splata ich losy w sposób, który nie wydaje się wymuszony ani przypadkowy. To nie jest historia „na siłę połączona”. To historia, która układa się jak puzzle – i dopiero gdy zobaczysz całość, dociera do Ciebie, jak bardzo wszystko było przemyślane.

Diana to kobieta sukcesu – znana, podziwiana, otoczona luksusem. Ale za tą fasadą kryje się coś znacznie bardziej kruchego. Autorka nie idzie w banał. Nie daje nam płaskiego portretu „celebrytki z problemami”. Zamiast tego dostajemy postać pełną sprzeczności – silną i jednocześnie przerażoną. I właśnie to działa najmocniej.

Julia – ambitna, zdeterminowana, walcząca o swoje marzenia – mogłaby być symbolem siły. Ale Kisielewska nie idealizuje. Pokazuje, że nawet największa determinacja ma swoją cenę. I że czasem pragnienie szczęścia potrafi nas zaprowadzić w miejsca, z których nie ma łatwego powrotu.

I Kaja… chyba najbardziej „życiowa” z całej trójki. Dziewczyna z prowincji, która chce zacząć od nowa. Brzmi znajomo? A jednak sposób, w jaki autorka prowadzi jej historię, sprawia, że nie mamy do czynienia z kolejnym schematem. To opowieść o nadziei, która zderza się z rzeczywistością. I to zderzenie nie jest łagodne.

To, co robi największe wrażenie, to sposób, w jaki autorka prowadzi narrację. Nie ma tu zbędnych ozdobników, nie ma przegadania. Jest konkret, emocja i napięcie, które rośnie z każdą stroną. Styl Kisielewskiej jest wyważony, ale jednocześnie bardzo sugestywny. Ona nie musi krzyczeć, żeby zostać usłyszana. Wystarczy jedno zdanie – i już czujesz, że coś się w Tobie poruszyło.

„Życie za życie” to książka, która zmusza do myślenia. Do zadawania sobie pytań. Bo przecież każdy z nas ma jakieś marzenia. Każdy czegoś pragnie. Ale czy zawsze jesteśmy gotowi zapłacić za to cenę?

Autorka bardzo umiejętnie porusza temat przemocy – tej widocznej i tej ukrytej. Nie epatuje nią, nie robi z niej taniego chwytu. Pokazuje ją w sposób, który jest… prawdziwy. A przez to jeszcze bardziej uderzający. Bo to nie jest coś odległego. To coś, co może być bliżej, niż chcielibyśmy przyznać.

Ogromnym atutem tej powieści jest jej konstrukcja. To nie jest liniowa opowieść, którą czytasz od punktu A do punktu B. To raczej podróż – momentami spokojna, momentami burzliwa, ale zawsze angażująca. Każdy rozdział odkrywa coś nowego, każda scena dokłada kolejny element do układanki. I właśnie to sprawia, że trudno się od tej książki oderwać.
Kreatywność autorki w tworzeniu tej historii zasługuje na szczególne uznanie. To nie jest kolejna „opowieść o trudnych losach kobiet”. To coś więcej. To historia, która żyje własnym życiem. Która oddycha. Która zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.

I powiem to jasno – dla mnie to powieść godna uwagi. Taka, do której się wraca. Taka, o której się myśli. Taka, którą się poleca. Dlatego bez wahania dodaję ją do swojej czyt-NIKowej biblioteczki z oznaczeniem NIK – Najlepsza Interesująca Książka. Bo właśnie na to miano zasługuje. Nie tylko za historię, którą opowiada, ale za to, jak ją opowiada.
Styl, narracja oraz sposób budowania historii – wszystko tutaj gra. Wszystko ma swoje miejsce. I wszystko działa.

Aneta Kisielewska udowadnia, że potrafi tworzyć niepowtarzalne historie. Takie, które nie są tylko rozrywką, ale doświadczeniem. A „Życie za życie” jest tego najlepszym przykładem. Jeśli szukasz książki, która coś w Tobie poruszy – sięgnij po nią. Ale uprzedzam: to nie jest historia, którą się tylko czyta. To historia, którą się przeżywa.

Książka pt. „Życie za życie” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…