Recenzje

„Szeleścidło” – między ciszą a krzykiem rodzi się historia, której nie da się zapomnieć

„Szeleścidło” to książka, która nie daje się zamknąć w prostych ramach. To historia wielowarstwowa, wymagająca, ale jednocześnie niezwykle satysfakcjonująca. To opowieść, która zostaje w czytelniku na długo, zmusza do myślenia i nie pozwala o sobie zapomnieć. Dla mnie to bardzo udane pierwsze spotkanie z twórczością Tomasza Maruszewskiego. Spotkanie, które pokazuje, że literatura wciąż potrafi zaskakiwać, jeśli tylko autor ma odwagę opowiadać historie po swojemu. A „Szeleścidło” jest właśnie taką historią – opowiedzianą odważnie, bez kompromisów i z wyraźnym literackim pazurem.

Niektóre książki nie tyle się zaczynają, co powoli wślizgują do głowy czytelnika — cicho, niemal niezauważalnie, aż nagle orientujesz się, że jesteś w samym środku historii, która zaczyna oddziaływać na emocje mocniej, niż się spodziewałeś. „Szeleścidło” autorstwa Tomasza Maruszewskiego działa właśnie w taki sposób. Nie epatuje tempem ani efektownymi zwrotami akcji na dzień dobry. Zamiast tego buduje atmosferę, która stopniowo gęstnieje, oplatając czytelnika niepokojem, ciekawością i czymś trudnym do jednoznacznego nazwania.

To opowieść, która nie daje się zamknąć w prostych schematach.

Już od pierwszych stron czuć, że autor prowadzi grę — z bohaterem, z narracją i z samym czytelnikiem. Nic tu nie jest podane wprost, a każda scena zdaje się mieć drugie dno. Trzeba się zatrzymać, wsłuchać w to, co niewypowiedziane, i pozwolić tej historii wybrzmieć we własnym tempie. I właśnie w tym tkwi jej siła — w subtelności, w niedopowiedzeniach i w tym specyficznym napięciu, które nie opuszcza nawet na chwilę. „Szeleścidło” nie próbuje być łatwe ani wygodne. Ono wciąga, ale na własnych zasadach — i jeśli dasz się w to wciągnąć, trudno będzie się od tej historii oderwać.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i już na starcie mogę powiedzieć jedno – było to spotkanie intensywne, momentami wręcz przytłaczające emocjonalnie, ale jednocześnie fascynujące pod względem konstrukcji i narracji. „Szeleścidło” to historia, która rozgrywa się na kilku poziomach jednocześnie. Mamy chłopca – zamkniętego w sobie, uciekającego w świat wyobraźni, który daje mu namiastkę bezpieczeństwa. Mamy dorosłego mężczyznę – artystę, outsidera, który mierzy się z demonami przeszłości i próbuje odnaleźć sens w rzeczywistości, która zdaje się go nie akceptować. I wreszcie mamy Trzeciego – postać trudną do jednoznacznego zdefiniowania, balansującą na granicy realności i symbolu.

W pełni doceniam kreatywność autora – do tego stopnia, że bez wahania umieszczam tę książkę na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To wyróżnienie dla historii, które nie tylko opowiadają, ale przede wszystkim angażują. A „Szeleścidło” angażuje – emocjonalnie, intelektualnie i momentami wręcz fizycznie, bo napięcie potrafi tu być naprawdę namacalne.

Styl autora zasługuje na osobne wyróżnienie. Autor potrafi jednym zdaniem zbudować atmosferę, która zostaje w głowie na długo. Nie ma tu zbędnych słów – każde zdanie ma swoje znaczenie. Narracja prowadzona jest w sposób, który wymaga skupienia, ale też daje ogromną satysfakcję. Przeskoki między różnymi etapami życia bohatera są płynne, choć nie zawsze oczywiste. Czytelnik musi być czujny, ale to właśnie sprawia, że lektura nie jest bierna – staje się aktywnym uczestnictwem w historii.

Nie sposób też nie wspomnieć o emocjach, które ta książka wywołuje. To nie jest historia, która pozostawia obojętnym. Wręcz przeciwnie – momentami przytłacza, zmusza do refleksji, zatrzymuje. Autor nie boi się trudnych tematów: samotności, odrzucenia, braku miłości, wewnętrznego gniewu. Ale robi to w sposób, który nie jest nachalny. To wszystko wybrzmiewa naturalnie, bez moralizowania.

Szczególnie mocno wybrzmiewa motyw sztuki jako formy ucieczki i jednocześnie próby zrozumienia siebie. Bohater jako malarz nie tylko tworzy obrazy – on próbuje za ich pomocą uporządkować chaos, który nosi w sobie. To bardzo ciekawy i dobrze poprowadzony wątek, który dodaje historii dodatkowej głębi.

A Trzeci? To postać, która zasługuje na szczególną uwagę. Jest niejednoznaczny, niepokojący, momentami wręcz przerażający. Ale jednocześnie ma w sobie coś magnetycznego. To bohater, który może być interpretowany na wiele sposobów – jako symbol traumy, jako wewnętrzny głos, jako coś jeszcze bardziej nieuchwytnego. I właśnie ta niejednoznaczność działa na korzyść książki.

„Szeleścidło” to książka, która nie daje się zamknąć w prostych ramach. To historia wielowarstwowa, wymagająca, ale jednocześnie niezwykle satysfakcjonująca. To opowieść, która zostaje w czytelniku na długo, zmusza do myślenia i nie pozwala o sobie zapomnieć. Dla mnie to bardzo udane pierwsze spotkanie z twórczością Tomasza Maruszewskiego. Spotkanie, które pokazuje, że literatura wciąż potrafi zaskakiwać, jeśli tylko autor ma odwagę opowiadać historie po swojemu. A „Szeleścidło” jest właśnie taką historią – opowiedzianą odważnie, bez kompromisów i z wyraźnym literackim pazurem.

Książka pt. „Szeleścidło” ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…