-
3 Szoty z Bartoszem Tchórzem
…Ku mojemu zdziwieniu, notatek sporządziłem niewiele; wszystko tkwi w mojej głowie – cały świat i postacie, nad których ścieżkami często rozmyślam. Ale mogę powiedzieć, że będą one zarówno mroczne, ale momentami przepełnione radością i poświęceniem. Każdy niedokończony świat nadal we mnie jest, a być może jeden z nich to brutalny świat Mroku… Czyt-NIK: „Dzień Przeznaczenia” pulsuje mrokiem, historia i emocjami. Czy świat Erismy istniał w Pana wyobraźni od dawna, czy narodził się stopniowo, wraz z pisaniem tej konkretnej historii? Bartosz Tchórz: Świat Erismy kształtował się stopniowo przez kilkanaście lat, aż zacząłem o nim pisać. Zawsze fascynowały mnie inne uniwersa, a gry komputerowe dołożyły do tego swoją cegiełkę, inspirując nieco detale.…
-
3 Szoty z Sabiną Czerwińską
…To nie jest poradnik w stylu „jak poderwać idealnego mężczyznę”. To zapis tego, jak naprawdę wyglądają relacje w erze przesuwania palcem w lewo i w prawo. W mojej książce Tinder jest tłem, a głównym bohaterem jest człowiek – jego lęki, ego, niedojrzałość, potrzeba uwagi, czasem desperacja. Pisząc, miałam świadomość, że dokumentuję pewien moment społeczny – świat, w którym łatwiej jest wysłać serduszko niż wziąć odpowiedzialność za czyjeś uczucia… Czyt-NIK: Co było impulsem do napisania książki „Tinder bez filtra – Historie prawdziwe” – konkretne doświadczenie, emocja czy raczej długotrwała obserwacja świata randek online? Sabina Czerwińska: Impulsem były emocje. Bardzo konkretne, bardzo intensywne i bardzo prawdziwe. Ale sama książka nie powstała z…
-
3 Szoty z Markiem Boszko-Rudnickim
…Świata nie zmienimy, choć tak nam się wydaje, gdy głosujemy w wyborach. Dlatego czasami warto sięgnąć po książki autorów próbujących przekazać, co jest pod zewnętrzną warstewką blichtru, któremu na imię „pokój”… Czyt-NIK: „Vakho. Ucieczka do piekła” pokazuje wojnę, która formalnie się kończy, ale mentalnie trwa dalej. Co było dla Pana ważniejsze: opowiedzenie historii sensacyjnej czy pokazanie psychologicznych konsekwencji wojny? Marek Boszko-Rudnicki: Nie zastanawiałem się nad tym. Po prostu tak wyszło, choć rzeczywiście, gdzieś w tle kryła się chęć pokazania iluzorycznego pokoju i wojny, która trwa nadal, choć zwykli zjadacze chleba nie mają o tym pojęcia. I – nie byłbym sobą, gdybym tego nie przypomniał – wspomnienie Kresów, ludzi tam żyjący,…
-
Kiedy fikcja zaczyna oddychać
To, co szczególnie mnie zachwyca, to sposób, w jaki Horowitz zamienia literaturę w pole śledztwa. Zabójca ma być ukryty w tekście powstającej powieści. Nie w dowodach, nie w aktach, ale w słowach, zdaniach, niedopowiedzeniach. To ukłon w stronę czytelników, którzy kochają czytać uważnie, czujnie, z ołówkiem w głowie. Akcja przenosi nas częściowo do południowej. Horowitz nie epatuje brutalnością, nie idzie na skróty. On dawkuje napięcie z zegarmistrzowską precyzją. Zdarza się, że otwieram książkę z czystej ciekawości, a po kilku stronach orientuję się, że nie mam już nad nią kontroli. To ona przejęła kontrolę nade mną. A raczej historia zapisana na jej kartach. Myśli zaczynają krążyć wokół fabuły, napięcie wpełza niepostrzeżenie…
-
Kiedy książka woła czytelnika z powrotem do gry
Horowitz robi tu coś, co uwielbiam: pokazuje, że fikcja potrafi mieć długie cienie, a zapisane kiedyś słowa mogą wrócić i zażądać odpowiedzi. Pragnę zaznaczyć, że zachwyca mnie sposób, w jaki ta historia została skonstruowana. Autor bawi się konwencją, miesza poziomy narracji, prowadzi czytelnika przez labirynt tropów, aluzji i niedopowiedzeń. To książka o książkach, zbrodni i odpowiedzialności autora za to, co zostawia na papierze. Są takie momenty w życiu czytelnika, kiedy książka trafia dokładnie w jego czytelnicze gusta. „Morderstwa w Suffolk” Anthony’ego Horowitza to właśnie taka lektura. Nie czyta się jej „przy okazji”. Ona wciąga, przyciąga i nie pozwala się odłożyć, jakby szeptała: jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedna strona, jeszcze jedno…
-
Mistrz przed tronem – mroczne galaktyki George’a R.R. Martina
W „Piasecznikach” widać, że mamy do czynienia z twórcą w pełni świadomym swoich możliwości. On wie, jak dawkować informacje. Wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić historii oddychać. Wie też, jak sprawić, by czytelnik poczuł się nieswojo. Co ważne, mimo że to krótkie formy, żadna z nich nie sprawia wrażenia niedokończonej. Są autorzy, którzy zapisują się w historii literatury jedną serią. A są tacy, którzy zanim stworzyli swoje opus magnum, już dawno udowodnili, że potrafią budować światy z rozmachem, precyzją i niepokojącą przenikliwością. „Piaseczniki” George’a R.R. Martina to właśnie taki dowód. Zanim powstało Westeros, zanim rozbrzmiały słowa o nadchodzącej zimie, Martin eksplorował kosmos – i robił to z taką samą intensywnością,…
-
Lustro, które nie kłamie
Kamil Pomykała bardzo sprawnie buduje napięcie psychologiczne. Nie epatuje dramatem, nie gra na tanich chwytach. Zamiast tego dostajemy powolne odkrywanie ran, które nigdy się do końca nie zagoiły. Relacje międzyludzkie są tu pełne niedopowiedzeń, spojrzeń, półsłówek. Czytelnik musi czytać między wierszami – i to jest ogromny plus. Ta książka szanuje inteligencję odbiorcy. Ważnym motywem jest odwaga do kochania – nie tylko drugiego człowieka, ale też samego siebie. Są takie książki, które biorę do ręki bez wielkich oczekiwań, a potem orientuję się, że coś się wydarzyło. Że nie tylko przeczytałem historię, ale wszedłem w nią po cichu, bez pukania, i już nie bardzo chcę z niej wychodzić. „Twoje odbicie” Kamila Pomykały…
-
„Bunt mas” jako ostrzeżenie, które wciąż brzmi głośno
To książka, która wymaga odwagi – bo łatwo poczuć się w niej niekomfortowo. Ortega nie oszczędza nikogo. Każdy z nas może odnaleźć w sobie rysy „człowieka masowego”. I może właśnie dlatego ta lektura jest tak potrzebna. Nie mam wątpliwości: „Bunt mas” zdobywa miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Nie dlatego, że jest klasykiem. Nie dlatego, że wypada ją znać. Ale dlatego, że wciąż mówi rzeczy ważne. Niektóre lektury traktujemy jak intelektualny obowiązek – klasyka, którą warto znać, choćby po to, by móc odhaczyć ją na liście „ważnych dzieł XX wieku”. Inne z kolei zaskakują swoją świeżością i aktualnością, mimo że powstały w zupełnie innej epoce. Czytając je, trudno…
-
„Ludzie Karceru” – powrót do świata, który nie zna litości
Zdecydowanie Juszczak balansuje między okrucieństwem świata a głębią psychologiczną bohaterów – to sprawia, że nie są tylko pionkami w brutalnej grze, ale pełnokrwistymi ludźmi, których los naprawdę mnie obchodził. Muszę podkreślić geniusz autora, który zaimponował niepowtarzalny stylem tworzenia. Z jednej strony surowy, bez ozdobników, z drugiej pełen emocji i dramatyzmu, który wciąga bez reszty. Opisy świata są tak realistyczne, że niemal czułem pył i radioaktywne powietrze, które przenika bohaterów. Przyznaję bez bicia – gdy otworzyłem „Ludzi Karceru” Grzegorza Juszczaka, wiedziałem, że czeka mnie druga podróż w świat, który za pierwszym razem porwał mnie bez reszty. To moje drugie spotkanie z twórczością autora i ponownie czuję się oszołomiony jego kreatywnością w…
-
Nie każdy, kto wchodzi do puszczy, wraca cały
Czytałem tę książkę z narastającym napięciem i autentycznym podziwem dla warsztatu autora. Za to, jak prowadzi narrację. Za to, jak operuje ciszą i pauzą. Za to, że pozwala czytelnikowi samemu dopowiedzieć sobie najgorsze. I właśnie dlatego „Demon puszczy” działa tak mocno. To horror dla wytrawnych miłośników gatunku. Dla tych, którzy nie szukają tylko krzyku, ale dusznej atmosfery, emocjonalnego ciężaru i historii, która zostaje w głowie długo po odłożeniu książki na półkę. Nie sposób nie wspomnieć o stronie wizualnej tego wydania. Są takie historie, które nie zaczynają się w chwili otwarcia książki. One zaczynają się wcześniej – gdzieś w środku czytelnika. W niepokoju, który trudno nazwać. W przeczuciu, że za chwilę…