„Bestia” – gdy zło nie znika, tylko zmienia twarz i zaczyna polować od nowa
„Bestia” to nie jest kolejny „jeden z wielu” kryminałów. To książka, która pokazuje, że gatunek ma się dobrze i wciąż potrafi zaskakiwać. A jeśli kolejne spotkania z twórczością Mariusza Matana będą na takim poziomie, to zdecydowanie warto mieć go na oku. Bo „Bestia” nie tylko opowiada historię. Ona ją przeżywa razem z czytelnikiem. I robi to w sposób, który trudno zapomnieć.
Pierwsze spotkania z twórczością danego autora potrafią być jak wejście do zupełnie nowego świata – czasem ostrożne, czasem niepewne, a czasem… uderzające z pełną siłą już od pierwszych stron. Tak właśnie było u mnie z książką „Bestia” autorstwa Mariusza Matana. I przyznam szczerze – to wejście było mocne, intensywne i zostawiło po sobie ślad, którego nie da się łatwo zignorować.
Już sam punkt wyjścia tej historii działa na wyobraźnię. Mamy zatrzymanego sprawcę brutalnych zbrodni – człowieka, który według dowodów jest bezwzględnym mordercą. Sprawa wydaje się zamknięta. Tyle że… zbrodnie nie ustają. I w tym momencie zaczyna się prawdziwa gra – nie tylko z bohaterami, ale przede wszystkim z czytelnikiem.
To nie jest zwykły kryminał, który prowadzi nas od punktu A do punktu B, od zbrodni do rozwiązania. To historia, która podważa wszystko, co wydaje się oczywiste. Autor bawi się schematem, rozsadza go od środka i zmusza do zadawania pytań: czy złapano właściwego człowieka? Czy może ktoś właśnie manipuluje całym systemem? A może prawdziwa bestia nigdy nie dała się złapać?
I tu dochodzimy do tego, co w tej książce robi największe wrażenie – kreatywność autora w konstruowaniu fabuły. „Bestia” to nie jest historia napisana „po linii najmniejszego oporu”. Tu każdy element wydaje się przemyślany, każdy trop ma znaczenie, a każde rozwiązanie prowadzi do kolejnych wątpliwości. To właśnie ta nieustanna niepewność sprawia, że czytelnik nie może się oderwać.
Mariusz Matan buduje napięcie w sposób, który naprawdę elektryzuje emocje. Nie potrzebuje tanich chwytów ani przesadnych zwrotów akcji co kilka stron. Zamiast tego dostajemy atmosferę gęstą jak mgła nad Białymstokiem – duszną, niepokojącą, momentami wręcz klaustrofobiczną. Czytając, ma się wrażenie, że coś czai się tuż za rogiem, ale nigdy nie wiadomo dokładnie co.
Ogromnym atutem tej książki jest także sposób prowadzenia narracji. Jest dynamiczna, ale nie chaotyczna. Autor wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy zwolnić, by pozwolić czytelnikowi złapać oddech… tylko po to, by za chwilę znów go odebrać. Styl jest konkretny, bez zbędnego lania wody, ale jednocześnie niepozbawiony głębi. To nie jest tylko historia o ściganiu mordercy – to opowieść o ludzkim umyśle, jego ciemnych zakamarkach i granicach, które łatwo przekroczyć.
Postać Siwego – doświadczonego policjanta – to kolejny element, który zasługuje na uwagę. Nie mamy tu bohatera z papieru, który zawsze wie, co robić. To człowiek z bagażem doświadczeń, zmęczony, ale wciąż zdeterminowany. Dzięki temu cała historia nabiera autentyczności. Jego zmagania nie są tylko walką z przestępcą, ale też z własnymi wątpliwościami.
To, co szczególnie doceniam w tej książce, to sposób, w jaki autor bawi się motywem zła. Bo – jak sugeruje opis – zło nie zawsze ma twarz potwora. I rzeczywiście, „Bestia” pokazuje, że najgorsze rzeczy mogą kryć się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy. To nie jest historia o jednym złoczyńcy. To opowieść o mechanizmach, które pozwalają złu działać, rozwijać się i pozostawać niewidocznym.
Nie sposób nie wspomnieć o tym, jak bardzo ta książka działa na emocje. Są momenty napięcia, są chwile niepokoju, ale są też takie, które zmuszają do refleksji. Bo choć to kryminał, to jednak zostawia po sobie coś więcej niż tylko satysfakcję z rozwiązanej zagadki. I właśnie za tę kreatywność, za sposób budowania historii, za styl i narrację, które naprawdę robią robotę – bez wahania umieszczam tę książkę na mojej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To nie jest wyróżnienie przyznawane lekką ręką. To miejsce dla historii, które mają w sobie „to coś”. A „Bestia” zdecydowanie to coś ma.
Nieczęsto zdarza się, żeby pierwsze spotkanie z autorem było aż tak udane. A tutaj wszystko zagrało – od pomysłu, przez wykonanie, aż po emocje, jakie towarzyszą czytaniu. To książka, która pokazuje, że w kryminale wciąż można zrobić coś świeżego, coś, co wyróżni się na tle innych tytułów.
Jeśli ktoś szuka historii, która wciąga, trzyma w napięciu i nie pozwala się łatwo rozgryźć – to zdecydowanie jest dobry kierunek. „Bestia” to książka, która nasyci apetyty wszystkich kryminałomaniaków. Tych, którzy lubią klasyczne śledztwa, ale też tych, którzy oczekują czegoś więcej – psychologicznej głębi, nieoczywistych rozwiązań i historii, która zostaje w głowie na dłużej.
„Bestia” to nie jest kolejny „jeden z wielu” kryminałów. To książka, która pokazuje, że gatunek ma się dobrze i wciąż potrafi zaskakiwać. A jeśli kolejne spotkania z twórczością Mariusza Matana będą na takim poziomie, to zdecydowanie warto mieć go na oku. Bo „Bestia” nie tylko opowiada historię. Ona ją przeżywa razem z czytelnikiem. I robi to w sposób, który trudno zapomnieć.
Książka pt. „Bestia” ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res