Recenzje

„Alfa” – zimowy mrok, który wciąga jak mazurska zamieć. Brudnik znów gra na emocjach jak mistrz

Z perspektywy czyt-NIKowego spojrzenia „Alfa” to kolejna książka, która nie tylko spełnia oczekiwania, ale momentami je przekracza. To kolejna czytelnicza uczta, w której widać, że autor nie idzie na skróty. Grzegorz Brudnik po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć historie, które nie tylko intrygują, ale też zostają w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.

Grzegorz Brudnik wraca z nową odsłoną historii o komisarzu Rafale Lichym i robi to w sposób, który trudno zignorować. „Alfa” to nie jest książka, którą się tylko czyta. To książka, którą się przeżywa – czasem z zaciśniętymi zębami, czasem z przyspieszonym oddechem, a czasem z tą specyficzną myślą: „jeszcze jeden rozdział i naprawdę idę spać”… po czym oczywiście nie idzie się spać.

Już sam klimat powieści działa jak dobrze zaprojektowana pułapka. Mazury zimą nie są tu pocztówką – są przestrzenią pełną ciszy, która aż boli, i śniegu, który nie przykrywa, tylko zdradza. Lasy skrzypią, jeziora milczą zbyt głośno, a wiatr niesie coś więcej niż tylko mróz. To sceneria, która żyje własnym, niepokojącym rytmem i od pierwszych stron daje do zrozumienia, że nikt tu nie będzie bezpieczny.

Grzegorz Brudnik bardzo świadomie buduje napięcie – nie poprzez tanie straszaki, ale przez powolne, gęste osadzanie czytelnika w świecie, gdzie granica między legendą a rzeczywistością zaczyna się zacierać. „Niechciane Córki”, dawne opowieści o czarownicach, szeptane w mazurskich wsiach historie – to wszystko nie jest tylko tłem. To żywy organizm, który oddycha razem z fabułą.

Na tym tle wraca komisarz Lichy – postać, która już zdążyła zapisać się w pamięci czytelników jako człowiek niejednoznaczny, poraniony, ale wciąż idący naprzód. Tym razem jego powrót do sprawy i do samego siebie jest jeszcze bardziej bolesny. Bo „Alfa” to nie tylko kryminał. To także historia o tym, jak bardzo można się zagubić, próbując odnaleźć sens.

Do tego dochodzi prokurator, która nie chce wracać w rodzinne strony, i były gliniarz, który jeszcze mniej chce wracać do służby. Brzmi jak klasyczny duet? Nic bardziej mylnego. Brudnik bierze znane schematy i rozciąga je do granic, a potem sprawdza, czy pękną. I właśnie to „sprawdzanie granic” jest jednym z najmocniejszych punktów tej powieści.

Zbrodnia, która spaja fabułę, nie jest jedynie zagadką do rozwiązania. Jest jak zimny oddech na karku – obecna cały czas, nawet wtedy, gdy bohaterowie próbują od niej uciec. A ucieczka w „Alfie” jest pojęciem złudnym. Bo tu każdy krok prowadzi głębiej w las. Dosłownie i metaforycznie.

Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki autor operuje emocjami. Nie ma tu przesadnych dramatów, nie ma sztucznego podkręcania napięcia. Jest za to konsekwentne budowanie atmosfery, która z każdą stroną robi się coraz cięższa. I właśnie dlatego ta książka „rozgrzewa emocje do czerwoności” – paradoksalnie w zimnej, mazurskiej scenerii.

Grzegorz Brudnik świetnie balansuje między kryminałem a czymś, co można by nazwać psychologiczną podróżą w głąb człowieka. Lichy nie jest tylko śledczym – jest człowiekiem na granicy, który musi zdecydować, jak bardzo chce jeszcze żyć, a jak bardzo już tylko przetrwać. I to pytanie, choć niewypowiedziane wprost, przewija się przez całą książkę.

Nie można też pominąć roli drugiego planu – przyjaciela, którego obecność wnosi do historii coś więcej niż tylko funkcję fabularną. To element, który ociepla ten zimny świat, a jednocześnie staje się ważnym punktem odniesienia w tej pełnej napięcia podróży. W tej historii nawet cisza między bohaterami coś znaczy. „Kto pierwszy, ten umiera” – ten dopisek działa jak ostrze. I rzeczywiście, tempo narracji w drugiej części książki przyspiesza, ale nie w sposób chaotyczny. To raczej narastająca lawina, która w końcu musi runąć. I kiedy już to się dzieje, czytelnik nie ma gdzie się schować.

Z perspektywy czyt-NIKowego spojrzenia „Alfa” to kolejna książka, która nie tylko spełnia oczekiwania, ale momentami je przekracza. To kolejna czytelnicza uczta, w której widać, że autor nie idzie na skróty. Grzegorz Brudnik po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć historie, które nie tylko intrygują, ale też zostają w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.

Doceniam w tej powieści przede wszystkim kreatywność w budowaniu fabuły. To nie jest prosta historia kryminalna – to wielowarstwowa opowieść, w której każdy element ma swoje miejsce i znaczenie. Autor nie boi się ryzyka, nie boi się ciemniejszych tonów i nie boi się prowadzić czytelnika tam, gdzie nie zawsze jest komfortowo. I właśnie za to należą się słowa uznania. Bo kiedy książka potrafi jednocześnie niepokoić, wciągać i zmuszać do refleksji, to znaczy, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko rozrywką.

Z zachwytem, radością i nieukrywaną dumą mogę więc dodać, że „Alfa” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, trafiając bez wahania do czyt-NIKowej biblioteczki. To tytuł, który nie tylko trzyma wysoki poziom, ale też wzbogaca polską literaturę kryminalną o kolejną, wyrazistą i odważną historię. Grzegorz Brudnik po raz kolejny udowadnia, że jego twórczość to nie przypadek, a konsekwentne budowanie własnego stylu – mrocznego, gęstego i emocjonalnie intensywnego. I za to należą się brawa.

Książka pt. „Alfa” ukazała się nakładem Wydawnictwa Filia, Filia Mroczna Strona

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…