„Zaginiona” – ślad urywa się nagle, emocje zostają na długo
Warto też zwrócić uwagę na język powieści. Jest naturalny, dynamiczny, bez zbędnych ozdobników. Dzięki temu książkę czyta się płynnie, a historia sama niesie czytelnika od strony do strony. Nie ma tu przestojów, sztucznego lania wody czy fragmentów, które chciałoby się przeskoczyć. Wszystko ma swoje miejsce i sens. To bardzo ważne, bo dziś czytelnik ma ogromny wybór. Jeśli książka nie porwie go od początku, zwyczajnie odłoży ją na półkę. „Zaginiona” nie daje takiej szansy. Wciąga szybko i trzyma mocno.
Są takie książki, które bierze się do ręki z ciekawości, a odkłada dopiero wtedy, gdy ostatnia strona nie zostawia już nic więcej do przeczytania. Są też takie autorki, do których twórczości wraca się z pełnym zaufaniem, bo wiadomo, że znów dostarczą emocji, napięcia i historii, która na długo zamieszka w głowie czytelnika. Dla mnie Aneta Kisielewska właśnie należy do tego grona. „Zaginiona” to moje trzecie spotkanie z jej literackim światem i mogę powiedzieć jedno – to kolejna czytelnicza uczta, po której apetyt na więcej tylko rośnie.
Już sam punkt wyjścia tej historii działa na wyobraźnię. Dziewiętnastoletnia Sara Maj znika po imprezie. Środek miasta, lipcowa noc, ludzie wokół, gwar, ruch, światła, dźwięki… i nagle ktoś rozpływa się w powietrzu. Bez śladu. Bez świadków. Bez logicznego wytłumaczenia. To scenariusz, który budzi niepokój, bo przecież takie rzeczy „nie powinny się zdarzać”. A jednak się zdarzają. I właśnie ten realizm sytuacji sprawia, że od pierwszych stron czuć dreszcz napięcia.
Autorka doskonale wie, jak wciągnąć czytelnika w wir wydarzeń. Nie potrzebuje fajerwerków, przesadnych zwrotów akcji co kilka stron ani sztucznego pompowania emocji. Ona buduje historię krok po kroku, konsekwentnie, z wyczuciem i ogromną świadomością tego, jak działa ludzka ciekawość. Każdy rozdział zostawia niedosyt. Każda kolejna scena podsuwa nowe pytania. Każda odpowiedź uruchamia następne wątpliwości. I właśnie tak tworzy się thriller, od którego trudno się oderwać.
Na szczególne uznanie zasługuje postać sierżanta Gaika. To bohater z charakterem – uparty, nieustępliwy, zdeterminowany, ale przy tym wiarygodny. Nie jest papierowym policjantem stworzonym tylko po to, by prowadzić fabułę do przodu. To człowiek, który ma intuicję, doświadczenie i czuje ciężar sprawy, jaką przyszło mu rozwiązać. Czytelnik szybko zaczyna mu kibicować, bo widać, że zależy mu nie tylko na zamknięciu śledztwa, ale na prawdzie. A prawda, jak to zwykle bywa w dobrych kryminałach, nie jest prosta. Sara okazuje się osobą, której życie z zewnątrz mogło wyglądać zwyczajnie, lecz pod powierzchnią kryło sporo napięć. Konflikty rodzinne, rozstanie z chłopakiem, niedopowiedzenia, emocjonalne pęknięcia – wszystko to tworzy sieć zależności, w której każdy może coś ukrywać. I właśnie ten motyw jest jednym z największych atutów powieści. Autorka pokazuje, że zaginięcie jednej osoby potrafi obnażyć sekrety wielu innych.
Aneta Kisielewska bardzo sprawnie operuje napięciem psychologicznym. Nie straszy krwią, brutalnością czy tanim szokiem. Zamiast tego uderza w emocje, podejrzenia i niepewność. Czytelnik sam zaczyna analizować zachowania bohaterów, szukać drugiego dna, wychwytywać drobiazgi. Tu każdy gest może coś znaczyć. Każde zdanie może być zasłoną dymną. Każde milczenie może krzyczeć głośniej niż słowa.
Ogromnie doceniam kreatywność autorki w tworzeniu intrygującej historii, która rozgrzewa czytelnicze emocje do czerwoności. To nie jest kolejny schematyczny kryminał oparty na tych samych kliszach. To opowieść napisana z pomysłem, z sercem i z umiejętnością prowadzenia odbiorcy tam, gdzie autorka chce go zaprowadzić – często zupełnie inną drogą, niż się spodziewa.
Warto też zwrócić uwagę na język powieści. Jest naturalny, dynamiczny, bez zbędnych ozdobników. Dzięki temu książkę czyta się płynnie, a historia sama niesie czytelnika od strony do strony. Nie ma tu przestojów, sztucznego lania wody czy fragmentów, które chciałoby się przeskoczyć. Wszystko ma swoje miejsce i sens. To bardzo ważne, bo dziś czytelnik ma ogromny wybór. Jeśli książka nie porwie go od początku, zwyczajnie odłoży ją na półkę. „Zaginiona” nie daje takiej szansy. Wciąga szybko i trzyma mocno.
Jako fan kryminałów i thrillerów szczególnie cenię powieści, które nie traktują czytelnika jak biernego odbiorcy. Tutaj trzeba być czujnym. Trzeba myśleć, łączyć fakty, podejrzewać, zmieniać zdanie. A gdy finał zaczyna odsłaniać karty, satysfakcja jest ogromna. To właśnie ten typ książki, po której zamknięciu człowiek siedzi jeszcze chwilę w ciszy i układa sobie wszystko w głowie.
Trzecie spotkanie z twórczością Anety Kisielewskiej utwierdza mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia z autorką, która konsekwentnie rozwija swój talent i wnosi świeżość do polskiej literatury gatunkowej. Jej książki nie są tylko rozrywką na jeden wieczór. One zostają z czytelnikiem na dłużej. Pokazują, że polski kryminał ma się naprawdę dobrze i może śmiało konkurować z zagranicznymi nazwiskami.
Z zachwytem mogę więc napisać, że „Zaginiona” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To tytuł, który bez wahania dodaję do czyt-NIKowej biblioteczki. Nie z obowiązku. Z pełnego przekonania.
Jeśli kochacie historie pełne tajemnic, napięcia, ludzkich sekretów i śledztw, które wciągają bez reszty – sięgnijcie po tę powieść. Jeśli cenicie polskich autorów potrafiących pisać nowocześnie, angażująco i z pomysłem – sięgnijcie po tę powieść. Jeśli szukacie książki, która przypomni Wam, dlaczego tak kochacie kryminały – również sięgnijcie po tę powieść. „Zaginiona” nie znika z pamięci po przeczytaniu. I to jest jej największa siła.
Książka pt. „Zaginiona” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka