Recenzje

Przebudzenie, które zostaje pod skórą

Największą siłą tej powieści jest kreatywność. Ale nie taka krzykliwa, na pokaz. To raczej spokojne budowanie świata, który z każdą stroną odkrywa przed nami nowe warstwy. Historia rozwija się jak kabel pod napięciem – z początku niepozorny, ale im dalej, tym bardziej czujesz, że coś tu zaraz wybuchnie. Stephen King bawi się motywem wiary, nauki, obsesji i granic, których lepiej nie przekraczać. I robi to z wyczuciem, które potrafi jednocześnie fascynować i niepokoić.

To moje kolejne spotkanie z twórczością Stephena Kinga i przyznam wprost – facet wciąż potrafi zrobić z czytelnika pasażera bez biletu. Takiego, który wsiada niby spokojnie, a wysiada… odmieniony. „Przebudzenie” nie krzyczy od pierwszych stron, nie wali grozą po głowie jak tanim młotkiem. Ono się wślizguje. Cicho. Metodycznie. I zostaje.

Otwierając się na lekturę tej książki poznajemy Jamiego Mortona – chłopaka, który jako dziecko trafia na charyzmatycznego pastora, Charlesa Jacobsa. I to właśnie od tego spotkania zaczyna się historia, która nie tyle się czyta, co przeżywa. King prowadzi nas przez dekady życia bohatera, przez jego wybory, upadki, uzależnienia, ucieczki i powroty. I robi to tak, że ani przez chwilę nie czujemy znużenia. To nie jest książka o jednym wydarzeniu – to jest droga. Długa, kręta i momentami mroczna.

Największą siłą tej powieści jest kreatywność. Ale nie taka krzykliwa, na pokaz. To raczej spokojne budowanie świata, który z każdą stroną odkrywa przed nami nowe warstwy. Historia rozwija się jak kabel pod napięciem – z początku niepozorny, ale im dalej, tym bardziej czujesz, że coś tu zaraz wybuchnie. Stephen King bawi się motywem wiary, nauki, obsesji i granic, których lepiej nie przekraczać. I robi to z wyczuciem, które potrafi jednocześnie fascynować i niepokoić.

To literacka podróż, która zostaje w głowie na długo po zamknięciu książki. Nie dlatego, że straszy na siłę. Dlatego, że trafia w te miejsca w naszej psychice, które wolimy omijać. Pytania o to, co jest „po drugiej stronie”, nie są tu tylko tłem. One są osią tej historii. I nie licz na łatwe odpowiedzi – King nie jest od tego, żeby głaskać czytelnika po głowie.

Styl? Klasyczny King w najlepszym wydaniu. Swobodny, wciągający, momentami wręcz hipnotyczny. Narracja płynie naturalnie, jak dobra opowieść przy ognisku, ale pod spodem czai się coś znacznie cięższego. Autor doskonale wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić historii odetchnąć. Dzięki temu czytelnik ma poczucie, że naprawdę uczestniczy w życiu bohatera, a nie tylko śledzi jego losy z dystansu.

I jeszcze jedno – zakończenie. Bez spoilerów, spokojnie. Odkryję tylko tyle: dawno nie czytałem czegoś, co zostawia tak intensywne echo. To nie jest finał, który się po prostu przyjmuje. To taki, który trzeba przetrawić. I który wraca, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

„Przebudzenie” to także dowód na to, że Stephen King nie musi sięgać po tanie sztuczki, żeby przyciągnąć uwagę. Jego kunszt polega na czymś innym – na tworzeniu historii, które wydają się proste, a okazują się wielowarstwowe i niepokojąco prawdziwe. To opowieść o ludziach, ich słabościach i obsesjach, ubrana w ramy czegoś znacznie większego.

Bez wątpienia ta książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To jedna z tych pozycji, które nie tylko dobrze się czyta, ale które coś w czytelniku zostawiają. Dodaje wartości każdej czyt-NIKowej biblioteczce i spokojnie może stać na półce obok najlepszych tytułów autora.

Jeśli szukasz historii, która wciągnie Cię powoli, ale nieodwracalnie, jeśli lubisz opowieści z klimatem, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną, to „Przebudzenie” jest dokładnie tym, czego potrzebujesz. To książka, która nie tylko opowiada historię. Ona ją w Tobie zapisuje.

Książka pt. „Przebudzenie” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…