Recenzje

Tam, gdzie pożądanie spotyka mrok – historia, która nie pozwala odetchnąć

„Tam i z powrotem + trzy metry” to książka, która udowadnia, że polska literatura gatunkowa ma się naprawdę dobrze. To opowieść odważna, intensywna i dopracowana. Taka, która nie boi się przekraczać granic i jednocześnie robi to z głową. Dla mnie to bardzo mocne, pierwsze spotkanie z twórczością Sebastiana Orszulika. Spotkanie, które zostawia ślad. I które sprawia, że z ciekawością będę sięgał po jego kolejne książki. Bo jeśli literatura ma wywoływać emocje – to ta robi to w stu procentach.

Niepozorne początki potrafią być najbardziej zwodnicze. Jedno zdarzenie, jedna scena, jedno ciało odnalezione w miejscu, które miało być zwyczajne – tyle wystarczy, by uruchomić historię, która bardzo szybko wymyka się spod kontroli. To właśnie od takiego uderzenia zaczyna się „Tam i z powrotem + trzy metry” Sebastiana Orszulika – i już po kilku stronach wiadomo, że nie będzie to spokojna, przewidywalna opowieść. Autor nie traci czasu na budowanie fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Zamiast tego od razu wrzuca czytelnika w rzeczywistość, w której napięcie narasta z każdą kolejną stroną, a pozornie prosta sprawa zaczyna odsłaniać coraz mroczniejsze warstwy. „Tam i z powrotem + trzy metry” bardzo szybko pokazuje, że będzie czymś więcej niż klasycznym kryminałem. To opowieść, która od pierwszych stron daje wyraźny sygnał: wchodzisz w świat, w którym granice są płynne, a każdy kolejny krok może prowadzić znacznie dalej, niż początkowo się wydawało.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i powiem wprost – jeśli wszystkie jego książki mają w sobie choćby połowę tej intensywności, to ja już wiem, że będę wracał po więcej. Zaczyna się od sceny, która mogłaby być początkiem klasycznego kryminału. Piwnica. Nowy blok. Miejsce, które powinno pachnieć świeżością i nowym początkiem, a zamiast tego wisi w powietrzu coś ciężkiego, niepokojącego. Rozkład. Śmierć. Znalezione ciało. Niby nic nowego, prawda? A jednak bardzo szybko okazuje się, że to tylko punkt wyjścia do historii, która wymyka się schematom i prowadzi czytelnika w rejony znacznie mroczniejsze, niż można by się spodziewać.

Sebastian Orszulik nie idzie na łatwiznę. Nie daje gotowych odpowiedzi, nie prowadzi za rękę. Zamiast tego buduje historię warstwa po warstwie, odsłaniając kolejne elementy układanki w tempie, które momentami przyspiesza puls, a innym razem zmusza do zatrzymania się i przemyślenia tego, co właśnie się wydarzyło. I właśnie za tę kreatywność w konstruowaniu fabuły należą mu się ogromne brawa. Bo to nie jest tylko kryminał. To nie jest też wyłącznie thriller. To coś więcej – mieszanka napięcia, emocji, mroku i bardzo odważnego zaglądania w ludzkie pragnienia. Te najgłębsze. Te, o których nie mówi się głośno.

Na pierwszy plan wysuwa się Sebastian Orwicz – postać, która z pozoru nie ma nic wspólnego ze światem zbrodni. Kierownik budowy, człowiek poukładany, racjonalny. A jednak to właśnie on zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, które zaczynają wymykać się spod kontroli. I tutaj pojawia się coś, co w tej książce działa wyjątkowo dobrze – emocjonalne zaangażowanie. Relacja między Sebastianem a Anną Jagier nie jest tylko dodatkiem do fabuły. Ona ją napędza. Nadaje jej sens, kierunek, a momentami wręcz staje się osią całej historii. To nie jest romans zbudowany na schematach – to napięcie, które czuć niemal fizycznie. To pragnienie, które miesza się z lękiem. To uczucie, które zamiast dawać ukojenie, prowadzi bohaterów coraz głębiej w ciemność. I właśnie tutaj autor pokazuje swoją największą siłę – w umiejętności budowania atmosfery. Bo „Tam i z powrotem + trzy metry” to książka, którą się nie tylko czyta. Ją się odczuwa. Każda scena ma ciężar. Każda decyzja bohaterów niesie konsekwencje. A czytelnik? Czytelnik jest w samym środku tego wszystkiego, momentami czując się wręcz niekomfortowo – ale w tym najlepszym, literackim sensie.

Nie da się też nie wspomnieć o odwadze autora w sięganiu po tematy trudne i kontrowersyjne. Świat, do którego trafia Sebastian, nie jest czarno-biały. To przestrzeń pełna sprzeczności – erotyzmu, bólu, władzy i uległości. I choć łatwo byłoby popaść tu w przesadę albo tanie efekciarstwo, Orszulik prowadzi tę historię z wyczuciem. Nie epatuje – raczej sugeruje, buduje napięcie, pozwala czytelnikowi samemu dopowiedzieć sobie pewne rzeczy. To sprawia, że książka zostaje w głowie na długo po odłożeniu jej na półkę.

A skoro już o półkach mowa – nie mam żadnych wątpliwości, że „Tam i z powrotem + trzy metry” trafia u mnie na specjalne miejsce. Ląduje na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. I to nie jest wyróżnienie rzucane na wiatr. To efekt bardzo konkretnego doświadczenia czytelniczego. Doceniam kreatywność autora w konstruowaniu historii, która nie tylko wciąga, ale wręcz elektryzuje czytelnicze emocje. Doceniam sposób, w jaki prowadzi narrację – płynnie, ale bez zbędnego pośpiechu. Doceniam też to, jak buduje napięcie, nie uciekając się do prostych trików.

Styl pisania jest bezpośredni, momentami surowy, ale dokładnie taki, jaki powinien być w tej historii. Nie ma tu miejsca na zbędne ozdobniki. Jest konkret, emocja i autentyczność. A to działa. Nie sposób też nie zauważyć, że autor świetnie radzi sobie z tempem. Kiedy trzeba – zwalnia, pozwalając czytelnikowi wejść głębiej w psychikę bohaterów. Kiedy indziej przyspiesza, serwując sceny, które czyta się niemal jednym tchem. I to właśnie ta dynamika sprawia, że trudno się od tej książki oderwać.

„Tam i z powrotem + trzy metry” to książka, która udowadnia, że polska literatura gatunkowa ma się naprawdę dobrze. To opowieść odważna, intensywna i dopracowana. Taka, która nie boi się przekraczać granic i jednocześnie robi to z głową. Dla mnie to bardzo mocne, pierwsze spotkanie z twórczością Sebastiana Orszulika. Spotkanie, które zostawia ślad. I które sprawia, że z ciekawością będę sięgał po jego kolejne książki. Bo jeśli literatura ma wywoływać emocje – to ta robi to w stu procentach.

Książka pt. „Tam i z powrotem + trzy metry” ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…