Recenzje

Śmiech, który mówi prawdę – „Jestem z nas durny” to literacki nokaut pełen absurdu i błyskotliwości

Ta książka była dla mnie odkrywaniem. Odkrywaniem nowego głosu, który nie boi się być sobą. Odkrywaniem literackiej formy lekkiej, ale treściwej. Odkrywaniem tego, że można pisać zabawnie, a jednocześnie mądrze. Bez zadęcia. Bez pozy. Bez udawania wielkiej literatury. A jednak z efektem większym niż niejeden „ważny” tekst. Była też literacką podróżą – przez nasze codzienne lęki, śmiesznostki, frustracje i marzenia. Tyle że odbywaną z przewodnikiem, który ma błysk w oku i wie, gdzie skręcić, by za rogiem pokazać coś zaskakującego. Każdy rozdział niesie coś nowego: śmiech, refleksję, zaskoczenie albo to przyjemne uczucie, gdy czytelnik mówi pod nosem: „No przecież dokładnie tak jest!”.

Nie każda książka przychodzi po to, by opowiedzieć historię. Są takie, które wpadają do rąk czytelnika niczym niespodziewany gość – siadają przy stole, rozglądają się po świecie, wzdychają, po czym zaczynają mówić rzeczy tak trafne, że człowiek raz wybucha śmiechem, a raz milknie z wrażenia. Taka właśnie jest książka Łukasz Rybarski „Jestem z nas durny. Dziennik absurdem pisany, żeby ludziom żyło się weselej”.

To nie jest zwykły debiut literacki. To jest wejście z przytupem, z ironicznym uśmiechem i z taką energią, że trudno po tej lekturze wrócić do codzienności bez lekkiego przewartościowania własnych myśli. Bo Łukasz Rybarski nie pisze po to, by się popisać. On pisze po to, by rozbroić świat. A robi to z klasą, humorem i bezlitosną celnością obserwacji.

Już sam tytuł sugeruje, że nie będzie tu pompatycznych analiz ani udawanej mądrości. I bardzo dobrze. Dostajemy książkę, która zdejmuje maski, rozsupłuje codzienny chaos i pokazuje, że życie samo w sobie jest tak absurdalne, iż żaden scenarzysta by tego nie wymyślił. Autor bierze na warsztat zwykłe sytuacje, ludzkie przywary, nasze drobne śmiesznostki i ten cały teatr codzienności, w którym wszyscy gramy role mądrzejszych, spokojniejszych i bardziej ogarniętych, niż jesteśmy naprawdę.

Największą siłą tej książki jest autentyczność. Czytając, miałem wrażenie, że ktoś wreszcie nazwał po imieniu rzeczy, które każdy czuje, ale mało kto potrafi ubrać w słowa. I to jakie słowa! Celne, żywe, błyskotliwe, nierzadko bezczelne, ale zawsze inteligentne. Humor Rybarskiego nie jest humorem dla samego rechotu. To śmiech, który coś odsłania. Śmiech, który mówi prawdę. Śmiech, który pozwala spojrzeć na siebie z dystansem.
A dystans jest dziś towarem luksusowym. W świecie pełnym nadęcia, wiecznego oburzenia i przesadnej powagi ta książka działa jak oddech świeżego powietrza. Autor nie stawia się ponad czytelnikiem. Nie poucza. Nie moralizuje. Nie wygłasza kazań z literackiej ambony. On siada obok i mówi: „Spójrzmy razem, w jakim pięknym absurdzie żyjemy”. I właśnie dlatego ta książka trafia tak mocno.

Ogromnie cenię u autora umiejętność śmiania się z samych siebie. To znak inteligencji, dojrzałości i pokory. Łukasz Rybarski posiada tę cechę w stopniu imponującym. Nie kpi jedynie z otoczenia – równie chętnie bierze na celownik siebie. Dzięki temu nie ma tu taniego wyśmiewania innych, jest za to wspólnota doświadczeń. Czytelnik nie czuje się oceniany, tylko zaproszony do wspólnej zabawy w rozbrajanie rzeczywistości. I właśnie ta rzeczywistość w jego ujęciu okazuje się materiałem doskonałym. Codzienność, która zazwyczaj nas męczy, tutaj staje się sceną pełną paradoksów. Autor wyciąga z niej to, czego zwykle nie zauważamy: groteskę zachowań, śmieszność schematów, absurd przyzwyczajeń. Nagle okazuje się, że to, co irytowało, może także bawić. To wielka sztuka.

Ta książka była dla mnie odkrywaniem. Odkrywaniem nowego głosu, który nie boi się być sobą. Odkrywaniem literackiej formy lekkiej, ale treściwej. Odkrywaniem tego, że można pisać zabawnie, a jednocześnie mądrze. Bez zadęcia. Bez pozy. Bez udawania wielkiej literatury. A jednak z efektem większym niż niejeden „ważny” tekst. Była też literacką podróżą – przez nasze codzienne lęki, śmiesznostki, frustracje i marzenia. Tyle że odbywaną z przewodnikiem, który ma błysk w oku i wie, gdzie skręcić, by za rogiem pokazać coś zaskakującego. Każdy rozdział niesie coś nowego: śmiech, refleksję, zaskoczenie albo to przyjemne uczucie, gdy czytelnik mówi pod nosem: „No przecież dokładnie tak jest!”.

Nie sposób nie wspomnieć o stylu autora. Jest naturalny, dynamiczny, soczysty i piekielnie komunikatywny. To język, który żyje. Nie stoi na półce, tylko idzie z czytelnikiem krok w krok. Czasem klepnie po ramieniu, czasem wbije szpilkę, czasem rozbawi do łez. Widać doświadczenie sceniczne autora – doskonałe wyczucie rytmu, puenty, momentu. Ale co ważniejsze, widać też talent pisarski. To nie jest ktoś, kto tylko „przeniósł występ do książki”. To ktoś, kto naprawdę umie pisać. Wielką zaletą tej lektury jest też jej uniwersalność. Można po nią sięgnąć dla rozrywki i dostać więcej, niż się spodziewało. Można szukać inteligentnego humoru i znaleźć go w nadmiarze. Można chcieć odpocząć od ciężaru świata – i nagle odkryć, że śmiech bywa najlepszym sposobem mierzenia się z nim.

To czytelnicza uczta, która zostaje w pamięci na długo. Nie dlatego, że epatuje wielkimi słowami, lecz dlatego, że trafia w punkt. Nie dlatego, że udaje arcydzieło, lecz dlatego, że jest szczera, błyskotliwa i znakomicie napisana. Takie książki pamięta się nie z obowiązku, ale z wdzięczności.

Bez najmniejszych wątpliwości mogę powiedzieć, że „Jestem z nas durny” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To pozycja, która nie tylko wzbogaca półkę, ale wnosi na nią coś bezcennego: radość, inteligencję i świeże spojrzenie na świat. W czyt-NIKowej biblioteczce takie książki mają miejsce szczególne. Nie kurzą się. Nie stoją tylko dla ozdoby. Do nich się wraca. Cytuje się je znajomym. Poleca z entuzjazmem. I stawia wysoko – bo naprawdę na to zasługują.

Łukasz Rybarski stworzył książkę, która bawi, celnie punktuje i zostaje z czytelnikiem na dłużej. Jeśli macie dystans do świata – pokochacie ją. Jeśli go nie macie – ta książka może wam go podarować.

Książka pt. „Jestem z nas durny” dostępna jest tutaj

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…