Recenzje

„Rykowisko” – wejdziesz raz… i już nie wyjdziesz taki sam

Styl Julii Halladin to kolejny mocny punkt. Lekki, ale nie banalny. Obrazowy, ale nieprzesadzony. Narracja płynie, ale jednocześnie potrafi zatrzymać w odpowiednim momencie, podkręcić napięcie, zostawić czytelnika w zawieszeniu. To pisanie, które się czuje – nie tylko czyta. I powiem wprost – jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu autorki. Tworzenie niepowtarzalnych historii to jedno. Ale tworzenie historii, które żyją w czytelniku jeszcze długo po lekturze? To już wyższa liga.

Nie każda książka daje się zamknąć między pierwszą a ostatnią stroną. Niektóre wymykają się tej ramie – wślizgują się do głowy, rozgaszczają pod skórą i zostają tam na długo, długo po tym, jak przewrócisz ostatnią kartkę. Zaczyna się niewinnie – kilka stron, pierwsze obrazy, klimat, który wydaje się znajomy. A potem coś się zmienia. Napięcie zaczyna pulsować, atmosfera gęstnieje, a Ty łapiesz się na tym, że czytasz już nie tylko oczami, ale całym sobą.

„Rykowisko” Julii Halladin nie potrzebuje krzyku ani tanich chwytów, żeby przyciągnąć uwagę. Ono działa ciszą. Tym dziwnym, narastającym niepokojem, który pojawia się gdzieś między wersami. To historia, która nie puka do drzwi – ona wchodzi bez zaproszenia i zostaje, jak echo kroków w pustym, ciemnym lesie. I zanim się obejrzysz, jesteś w środku. Wciągnięty. Zaintrygowany.

To moje drugie spotkanie z twórczością autorki – wcześniej miałem okazję zanurzyć się w „Mrokowisko”. I jeśli tam poczułem, że Halladin ma coś wyjątkowego do powiedzenia, to „Rykowisko” tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziło. Ba – poszło krok dalej. Tu już nie ma tylko obietnicy talentu. Tu jest pełna, świadoma kontrola nad historią, klimatem i emocją czytelnika. Zaczyna się niby znajomo. Pożar w starym internacie. Noc. Cisza, która powinna być spokojna, a zamiast tego jest ciężka, lepka, niepokojąca. I ciało – które nie powinno tam być w taki sposób. Szybko okazuje się, że ogień to tylko zasłona dymna. Bo prawdziwa historia tli się gdzieś głębiej. Znacznie głębiej. I wtedy wchodzimy do Rogatego Lasu.

Nie wiem, jak Julia Halladin to robi, ale ten las nie jest tylko miejscem akcji. On żyje. Oddycha. Patrzy. Ma w sobie coś pierwotnego, coś dzikiego i jednocześnie przerażająco spokojnego. To nie jest przestrzeń, przez którą się przechodzi. To przestrzeń, która Cię pochłania. Czytając, miałem wrażenie, że każdy krok bohaterów odbija się gdzieś we mnie – jakbym sam stąpał po tej wilgotnej ziemi, słyszał trzask gałęzi i czuł, że ktoś… albo coś… obserwuje.

Śledztwo? Jest. Tajemnice? Oczywiście. Słowiańska sekta? Tak, ale nie w formie taniej sensacji. Halladin bierze motywy, które łatwo byłoby spłycić, i robi z nich coś absolutnie hipnotyzującego. Tu nie chodzi o „kto zabił”. Tu chodzi o „dlaczego to wszystko ma sens… mimo że nie powinno”.

Darek Moskal – nauczyciel i religioznawca – to świetnie skonstruowana postać. Nie jest typowym bohaterem, który wszystko wie i wszystko rozwiąże. On szuka. Analizuje. Wątpi. I właśnie przez to jest wiarygodny. Ale nie jest sam – młode bohaterki, które wplątują się w tę historię, wnoszą do niej świeżość i autentyczność. Ich emocje są prawdziwe. Ich decyzje – czasem nierozsądne – ale przez to jeszcze bardziej ludzkie.

To, co robi Julia Halladin z atmosferą tej książki, to jest czysta magia. Nie ma tu tanich straszaków. Nie ma wyskakujących zza rogu potworów. Jest coś znacznie gorszego – poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu… tylko to miejsce nie powinno istnieć. Napięcie budowane jest powoli, konsekwentnie, niemal niezauważalnie. Aż nagle orientujesz się, że jesteś w środku czegoś, co Cię przerasta.

To właśnie ta kreatywność autorki robi największe wrażenie. „Rykowisko” nie idzie utartymi ścieżkami. To nie jest historia, którą można przewidzieć po kilku rozdziałach. To literacka podróż – taka, w której nie masz mapy, a każdy kolejny krok odkrywa coś nowego. I co najważniejsze – coś, co zostaje z Tobą na długo. Bo ta książka działa jeszcze po przeczytaniu.
Zamykasz ją… i niby wracasz do codzienności. Ale coś zostaje. Obraz lasu. Echo wydarzeń. To dziwne uczucie, że gdzieś tam, poza zasięgiem wzroku, ta historia nadal trwa. I nagle łapiesz się na tym, że wracasz do niej myślami. Analizujesz. Składasz fragmenty. Próbujesz zrozumieć.
I w tym wszystkim jest coś niesamowicie wciągającego.

Styl Julii Halladin to kolejny mocny punkt. Lekki, ale nie banalny. Obrazowy, ale nieprzesadzony. Narracja płynie, ale jednocześnie potrafi zatrzymać w odpowiednim momencie, podkręcić napięcie, zostawić czytelnika w zawieszeniu. To pisanie, które się czuje – nie tylko czyta. I powiem wprost – jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu autorki. Tworzenie niepowtarzalnych historii to jedno. Ale tworzenie historii, które żyją w czytelniku jeszcze długo po lekturze? To już wyższa liga.

Dla mnie „Rykowisko” to powieść zdecydowanie godna uwagi. Taka, którą chce się polecać dalej, ale jednocześnie trochę zachować dla siebie – jak dobrą tajemnicę. Dlatego bez żadnego zawahania dorzucam ją do czyt-NIKowej biblioteczki z najwyższym wyróżnieniem. To jest NIK – Najlepsza Interesująca Książka. I nie ma w tym ani grama przesady.

Książka pt. „Rykowisko” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…