Recenzje

Gdy wiatr niesie opowieść – Wikliniec, który zostaje w pamięci

Joanna Tekieli po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć światy, do których chce się wracać. To nie jest tylko dobra opowieść – to doświadczenie. Lektura, która zostaje w głowie i sercu jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę. I właśnie za to należą się jej duże brawa. „Wiatr nad Wiklińcem” zdobywa moje czytelnicze uznanie i zdecydowanie zasługuje na miano NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To nie jest tylko chwytliwy skrót – to moje osobiste wyróżnienie dla książek, które robią coś więcej niż tylko opowiadają historię. One zostawiają ślad.

Niektóre historie mijają bez śladu – przeczytane, odłożone, zapomniane szybciej, niż zdąży się zaparzyć herbata. Inne natomiast mają w sobie coś, co nie pozwala tak po prostu przejść do porządku dziennego. Zatrzymują na dłużej, każą jeszcze raz wracać myślami do bohaterów, do miejsc, do emocji, które pojawiały się między wierszami. „Wiatr nad Wiklińcem” zdecydowanie wpisuje się w tę drugą grupę doświadczeń czytelniczych. To nie jest tylko kolejny tom serii – to literacka wyprawa, która zostawia czytelnika trochę innym niż był przed rozpoczęciem lektury.

Już sam moment zamykania tej książki ma w sobie coś z niechęci do rozstania. Jakby świat Wiklińca wciąż jeszcze trwał gdzieś obok, za cienką granicą ostatniej strony. Trudno pozbyć się wrażenia, że historia nie kończy się wraz z domknięciem okładki – ona po prostu na chwilę milknie, by później wrócić w najmniej spodziewanych momentach: w ciszy dnia, w chłodzie powietrza, w nagłym skojarzeniu, które przywołuje obrazy zasypanej śniegiem krainy.

„Wiatr nad Wiklińcem” nie pozwala czytelnikowi pozostać biernym obserwatorem. Wciąga go w swój rytm, otula atmosferą surowej zimy i jednocześnie prowadzi przez opowieść pełną napięcia, nadziei i niepokoju. To historia, która nie tylko się czyta, ale którą się przeżywa – i właśnie dlatego tak trudno ją zostawić za sobą.

Już od pierwszych stron widać, że Joanna Tekieli nie bawi się w półśrodki. Wikliniec przykryty śniegiem nie jest jedynie tłem – to żywy, niemal oddychający organizm, który potrafi budzić niepokój, ale i dziwny rodzaj fascynacji. Zima w tej historii nie jest zwykłą porą roku. Ona ma swój charakter, swoje kaprysy i swoją nieustępliwość. I właśnie w tym tkwi siła tej opowieści – w atmosferze, która wlewa się w czytelnika jak zimny wiatr w szczeliny drewnianych chat.

Autorka sprawiła, że dzięki tej lekturze przeniosłem się do wyjątkowego miejsca, do którego z pewnością będę wracał we wspomnieniach. Wikliniec nie jest tylko miejscem akcji – to przestrzeń, którą się czuje. Słychać skrzypienie śniegu pod butami, czuć chłód przenikający przez ubranie, a jednocześnie gdzieś pod tym wszystkim tli się ciepło ludzkich relacji, które nie pozwalają tej historii zamarznąć do końca.

Fabuła tego tomu kręci się wokół niepokojącej zimy, która zdaje się nie mieć końca. Mieszkańcy Wiklińca żyją w napięciu, boją się nieba i tego, co z niego spada. Śnieg nie jest już tylko pogodą – staje się symbolem zagrożenia, niepewności i bezsilności. Kiedy w końcu pojawia się nadzieja w postaci wiosny, nie oznacza to jednak końca problemów. Wręcz przeciwnie – wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa wyprawa. I tu wchodzą oni – dobrze znani i lubiani bohaterowie, którzy znów zostają postawieni w sytuacji granicznej. Wyprawa, w którą rusza wiedźma Czębira, jej mąż, Mira, Bogdasz, Roch oraz nieco szaleni bliźniacy, nie jest zwykłą podróżą. To droga pełna niepewności, trudów, momentów, w których łatwo stracić nadzieję. Ale też droga, która pokazuje, jak silne potrafią być więzi między ludźmi, kiedy świat wokół przestaje być przewidywalny.

Kreacja bohaterów to jeden z najmocniejszych punktów tej książki. Joanna Tekieli nie tworzy postaci papierowych. Każda z nich ma swoje emocje, lęki, przyzwyczajenia i wewnętrzne konflikty. Nie są idealni – i całe szczęście. Dzięki temu łatwo im kibicować, łatwo się z nimi nie zgadzać, ale jeszcze łatwiej ich rozumieć. To bohaterowie, którzy żyją na kartach powieści, a nie tylko ją wypełniają.

Na szczególną uwagę zasługuje też relacja między nimi – pełna napięć, ale też wzajemnego wsparcia. W tej historii nie ma miejsca na sztuczną cukierkowość. Jest za to autentyczność, która sprawia, że emocje bohaterów stają się emocjami czytelnika. A to zawsze znak, że literatura działa dokładnie tak, jak powinna.

Nie sposób nie wspomnieć o atmosferze, bo to ona jest jednym z największych atutów „Wiatru nad Wiklińcem”. To książka, która nie spieszy się z opowiadaniem historii. Ona ją buduje warstwa po warstwie, jak śnieg zasypujący świat Wiklińca. I choć momentami może wydawać się spokojna, to pod tym spokojem kryje się napięcie, które stale towarzyszy czytelnikowi.

Joanna Tekieli po raz kolejny udowadnia, że potrafi tworzyć światy, do których chce się wracać. To nie jest tylko dobra opowieść – to doświadczenie. Lektura, która zostaje w głowie i sercu jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę. I właśnie za to należą się jej duże brawa.

„Wiatr nad Wiklińcem” zdobywa moje czytelnicze uznanie i zdecydowanie zasługuje na miano NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To nie jest tylko chwytliwy skrót – to moje osobiste wyróżnienie dla książek, które robią coś więcej niż tylko opowiadają historię. One zostawiają ślad.

To właśnie jedna z takich opowieści, które przypominają, dlaczego w ogóle sięgamy po książki. Dla emocji, dla podróży, dla chwil, kiedy rzeczywistość na moment przestaje istnieć. I „Wiatr nad Wiklińcem” daje to wszystko w pełnym wymiarze.

Joanna Tekieli jak zawsze zdobyła moje czytelnicze serce, które – nie ukrywam – jest już mocno złaknione kolejnych dzieł pisarki. Bo jeśli każda jej książka potrafi tak wciągnąć, tak poruszyć i tak mocno zapisać się w pamięci, to ja chcę więcej. I to szybko. Bo są autorzy, których się czyta. I są tacy, do których się wraca. Joanna Tekieli zdecydowanie należy do tej drugiej grupy.

Książka pt. „Wiatr nad Wiklińcem” ukazała się nakładem Wydawnictwa Filia

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…