Recenzje

Gdy mrok ma twarz wyobraźni – „Dławiący horror” to uczta dla fanów klasycznej grozy

„Dławiący horror. Zbiór opowiadań grozy” to nie jest książka jednorazowa. To tom, do którego się wraca. Otwiera losowe opowiadanie, zanurza w mroku i znów daje się porwać. A to znak literatury, która naprawdę żyje. Dlatego bez wahania ogłaszam: ta książka trafia na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Za klimat. Za kunszt. Za moc wyobraźni. Za przypomnienie, że prawdziwa groza nie starzeje się nigdy.

Nazwisko Roberta E. Howarda większość czytelników kojarzy od razu, nawet jeśli nie miała jeszcze w rękach jego książek. Najczęściej pada jedno skojarzenie: Conan Barbarzyńca – wojownik, który mieczem i siłą wyobraźni zbudował sobie literacką nieśmiertelność. Ale Howard nie kończy się na barbarzyńskich bitwach i heroicznych opowieściach. Druga twarz jego twórczości jest znacznie ciemniejsza. To świat pełen niepokoju, cieni, pradawnych lęków i historii, które potrafią nie dać spokoju długo po lekturze. „Dławiący horror. Zbiór opowiadań grozy” przypomina właśnie o tym obliczu – i robi to z pełną siłą.

Już sam tytuł tej antologii działa na wyobraźnię. „Dławiący horror” brzmi jak zapowiedź czegoś ciężkiego, dusznego, niepokojącego. I dokładnie taki klimat czeka czytelnika po otwarciu książki. To nie są opowiastki do poduszki ani lekkie historyjki z dreszczykiem. To literatura, która buduje napięcie cierpliwie, krok po kroku, pozwalając lękowi rozgościć się w głowie czytelnika na dobre.

Największą siłą tego tomu jest różnorodność. Howard nie zamyka się w jednym schemacie. Każde opowiadanie ma własny puls, własny rytm i własny rodzaj strachu. Raz trafiamy do świata brutalnego, niemal barbarzyńskiego, gdzie groza wyrasta z krwi, zemsty i pradawnych konfliktów. Innym razem wkraczamy w przestrzeń bardziej subtelną – pełną tajemniczych szeptów, przeklętych miejsc i atmosfery, w której coś złego czai się tuż za rogiem.

Widać wyraźnie, że Howard miał niezwykły dar kreowania nastroju. Potrafił kilkoma zdaniami zbudować napięcie, którego nie powstydziłby się niejeden współczesny autor horrorów. Nie potrzebował hektolitrów krwi ani tanich sztuczek. Wiedział, że największy lęk rodzi się w wyobraźni. Czytelnik sam dopowiada sobie to, czego nie widać – a to zawsze działa najmocniej.

Warto też podkreślić, że mamy do czynienia z tekstami klasycznymi, ale ani przez moment nie czuć tu muzealnego kurzu. Owszem, to literatura osadzona w innym czasie, z innym stylem narracji i tempem opowieści niż współczesne thrillery. Jednak właśnie w tym tkwi jej urok. Howard nie pędzi na złamanie karku. On prowadzi czytelnika przez ciemny korytarz, każąc mu słuchać każdego skrzypnięcia podłogi.

W antologii znalazły się opowiadania inspirowane również twórczością H.P. Lovecrafta i mitologią Ctulhu, co dla fanów klasycznej grozy będzie dodatkową gratką. Czuć tu fascynację tym, co nieznane, nienazwane i przekraczające ludzkie pojmowanie. Ale Howard nie jest kopią Lovecrafta. On wnosi do tego świata własną energię – bardziej cielesną, dynamiczną, dziką. Tam, gdzie Lovecraft często budował grozę przez kosmiczny bezmiar, Howard potrafił dołożyć brutalność człowieka i pierwotny instynkt przetrwania.

Osobne brawa należą się za obecność takich perełek jak „Glizdy Ziemi” oraz „Gołębie z piekła rodem”. To teksty, które nie bez powodu przeszły do historii gatunku. W pierwszym uderza dzikość, zemsta i atmosfera świata, w którym cywilizacja jest tylko cienką warstwą przykrywającą barbarzyństwo. W drugim dostajemy historię tak sugestywną i duszną, że nietrudno zrozumieć, dlaczego Stephen King uznał ją za jedno z najlepszych opowiadań grozy XX wieku.

Czytałem ten zbiór z rosnącą satysfakcją. Każde kolejne opowiadanie było jak otwieranie nowych drzwi w starym domu – nigdy nie wiadomo, co czeka po drugiej stronie. Raz zachwycała mnie atmosfera, raz pomysł, raz surowa siła narracji. Howard pisze bez zbędnego gadulstwa. Trafia w punkt. Kiedy trzeba – przyspiesza. Kiedy trzeba – każe czekać. A kiedy już uderza finałem, robi to skutecznie.

Nie sposób nie docenić również tego, jak bardzo ten tom pokazuje szerokość talentu autora. Jeśli ktoś znał Howarda wyłącznie z Conana, może być zaskoczony. „Dławiący horror” udowadnia, że był pisarzem o znacznie większym zakresie, niż sugeruje popkulturowa etykietka. Umiał pisać przygodę, fantasy, ale potrafił też zanurzyć pióro w najczarniejszym mroku.

Ta książka ma jeszcze jedną zaletę – działa zarówno na fanów klasyki, jak i nowych czytelników. Jeśli ktoś wychował się na Lovecrafcie, Poem czy Machenie, znajdzie tu znajomy smak starej szkoły grozy. Jeśli ktoś dopiero zaczyna przygodę z klasycznym horrorem, dostanie świetne wejście do gatunku. To literatura z charakterem, bez plastikowości i bez produkcyjnej kalkulacji.

Jako Czyt-NIK muszę też powiedzieć jedno: takie książki czyta się nie tylko dla fabuły. Czyta się je dla atmosfery. Dla poczucia, że obcuje się z czymś ponadczasowym. Dla spotkania z wyobraźnią autora, który mimo upływu lat nadal potrafi przestraszyć, zaintrygować i wciągnąć bez reszty.

„Dławiący horror. Zbiór opowiadań grozy” to nie jest książka jednorazowa. To tom, do którego się wraca. Otwiera losowe opowiadanie, zanurza w mroku i znów daje się porwać. A to znak literatury, która naprawdę żyje. Dlatego bez wahania ogłaszam: ta książka trafia na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Za klimat. Za kunszt. Za moc wyobraźni. Za przypomnienie, że prawdziwa groza nie starzeje się nigdy.

Jeśli lubisz historie, które zostawiają cień w głowie jeszcze długo po lekturze – sięgnij. Jeśli cenisz klasykę gatunku – sięgnij. Jeśli chcesz poznać Roberta E. Howarda z innej strony niż Conan – tym bardziej sięgnij. Bo w tej książce mrok mówi własnym głosem. I mówi bardzo przekonująco.

Książka pt. „Dławiący horror. Zbiór opowiadań grozy” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…