Wywiady

3 Szoty z Mattem Childeisem

…Świat przedstawiony w Luna Moth jest mocno osadzony w śląskim folklorze, który fascynuje mnie od czasów wczesnoszkolnych. Nawet na maturze pisałem pracę o baśniach śląskich. Beboki, latawce, strzygi i zmory były obecne zarówno w domu mojej prababci, jak i dziadków, z którymi spędziłem sporą część dzieciństwa — co dodaje smaczku całej historii…

Czyt-NIK: Skąd narodził się pomysł na historię „Luna Moth”, czy był jeden konkretny impuls, który zapoczątkował tę opowieść?

Matt Childeis: Impulsów było wiele. Można je sklasyfikować na filmowe, takie jak Ink, Elfen Lied czy Pamiętniki wampirów; książkowe — Tam, gdzie spadają anioły, Mały Książę oraz Pozwól mi wejść; a także muzyczne, inspirowane twórczością zespołów Hurts, Deathbyromy i Nine Inch Nails.

Gdybym miał jednak wskazać jeden moment, byłby to seans anime Elfen Lied. Ta mieszanka romansu, horroru, dramatu i erotyki — w mojej ocenie do dziś niedościgniona — wdziera się w umysł i nie chce go opuścić.

Czyt-NIK: Raspael to były anioł o bardzo nietypowym stylu życia – jak powstała ta postać, co było dla Pana najważniejsze w budowaniu jego tożsamości?

Matt Childeis: Idea Raspaela powstawała tak naprawdę przez wiele lat. Imię zaczerpnąłem z Milczenia owiec Thomasa Harrisa — ciekawe, czy czytelnicy zgadną, w którym momencie fabuły się przewinęło.

Raspael jest w pewnym sensie odzwierciedleniem mojej osobowości, systemu wartości, poczucia humoru i przemyśleń światopoglądowych. Cierpię na PTSD, DDA i nerwicę natręctw, czego następstwem jest moja przesadna empatia, którą niejako zostałem napiętnowany w dzieciństwie.

Źle znoszę kolejne doniesienia o krzywdach wymierzonych w kobiety i dzieci. Najbardziej przerażają mnie sytuacje, gdy nikt nie dostrzega — albo, co gorsza, nie chce dostrzegać — dramatu rozgrywającego się nieraz tuż za ścianą. Raspael jest cichym spektatorem ludzkiej tragedii. Ma oczywiście łatwiej, bo pod postacią ćmy może przedostać się do każdego mieszkania i wyrobić sobie opinię z pierwszej ręki.

I proszę mnie źle nie zrozumieć — nie namawiam do samosądu, nawet jeśli czasem wydaje się jedyną rozsądną formą kary dla wszelkiej maści zwyrodnialców. Raspael balansuje od jednej skrajności do drugiej, próbując odnaleźć upragniony złoty środek, który ostatecznie go zdefiniuje. Mam cichą nadzieję, że wrażliwość mojego bohatera wyczuli zmysły choć kilku czytelników, bo zło może się panoszyć tylko wtedy, gdy dobro milczy.

Czyt-NIK: Jak wyglądał proces budowania świata przedstawionego w „Luna Moth”?

Matt Childeis: Świat przedstawiony w Luna Moth jest mocno osadzony w śląskim folklorze, który fascynuje mnie od czasów wczesnoszkolnych. Nawet na maturze pisałem pracę o baśniach śląskich. Beboki, latawce, strzygi i zmory były obecne zarówno w domu mojej prababci, jak i dziadków, z którymi spędziłem sporą część dzieciństwa — co dodaje smaczku całej historii.

Od zawsze podobała mi się idea światów istniejących obok siebie, przenikających się, często poza granicami ludzkiej percepcji. Starałem się zachować realizm naszego świata, dodając jedynie to, co wraz z dorastaniem przestało nam się mieścić w głowie.

Większość miejsc opisanych w książce jest prawdziwa. Zmieniłem jedynie nazwę miejscowości, w której znajduje się ulubiony cmentarz mojego bohatera. Kto jest stąd, ten wie, o jaką miejscowość chodzi, a osoby spoza okolicy będą miały pretekst, by przespacerować się po okolicznych lasach — co gorąco polecam.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…