Wywiady

3 Szoty z Mariuszem Gratkowskim

…Żyją jeszcze ostatni więźniowie tego obozu. Moim sąsiadem jest pan Witold, który w wieku 4 lat był więźniem obozu. Spotykałem się jako dziennikarz z byłymi więźniami obozu i wysłuchałem wielu wspomnień. Będąc pracownikiem Muzeum Ziemi Krajeńskiej w Nakle nad Notecią przeprowadziłem kilkanaście wywiadów i w efekcie powstała bardzo ciekawa wystawa tematyczna. Zgromadziłem też wiele innych relacji, byłych więźniów. Do dzisiaj zgłaszają się do muzeum w Nakle osoby, które przeżyły ten obóz, lub ich potomkowie ze wspomnieniami obozowymi…

Czyt-NIK: Skąd wziął się pomysł na napisanie książki „Biznes w cieniu Holocaustu”? Co było pierwszym impulsem do zajęcia się właśnie tym tematem?

Mariusz Gratkowski: Prozaiczny fakt, że do tej pory o Fritzu Emilu Schultzu nie było nawet krótkiej noty biograficznej. Badając dzieje niemieckiego obozu Lebrechtsdorf (Potulice k. Nakła nad Notecią), nie można pominąć faktu, że setki, jeśli nie tysiące więźniów: kobiet i dzieci zmuszanych było do niewolniczej pracy w zakładach Schultza. Do tej pory w literaturze dotyczącej obozu w Potulicach wspominano tylko, że Fritz Emil Schultz był kuśnierzem z Gdańska i tam prowadził biznes. Gdy zacząłem badać jego przeszłość ze zdumieniem odkryłem, że ten człowiek brał udział w eksploatacji niewolniczej siły żydowskiej w warszawskim getcie oraz w obozie w Trawnikach. Tam stworzył wielkie przedsiębiorstwo i dorobił się majątku. Już przed wojną był beneficjentem polityki Alberta Forstera – odżydzenia Gdańska. Dzięki temu on, i inni niemieccy przedsiębiorcy, pozbyli się konkurencji żydowskiej. Po wymordowaniu Żydów z obozu Trawniki przeniósł biznes do Lebrechtsdorf. Postanowiłem to zbadać i opisać. W efekcie ukazała się publikacja, w której skupiam się na aspektach gospodarczej eksploatacji podbitych ziem polskich, jako formy niemieckiego ludobójstwa. Niemieccy przedsiębiorcy pokroju F. E. Schultza brali czynny udział w polityce rasowej III Rzeszy Niemieckiej. Celem tej polityki było całkowite podporzadkowanie Niemcom, jako rzekomej wyższej rasie germańskiej, innych narodów, uznanych za gorszych rasowo: Żydów, Słowian. Oprócz masowych mordów na Żydach i Słowianach, społeczeństwa te miały być pozbawione materialnych podstaw bytowych. Ostatecznie Żydzi i Słowianie mieli zniknąć z terenów zajętych przez Niemcy, a przejściowo mogli przebywać na tych ziemiach jedynie w charakterze niewolników, helotów – jak podkreślali sami Niemcy. Obóz UWZ-Lager Potulitz/Lebrechtsdorf był ośrodkiem realizacji polityki rasowej Himmlera. Więźniowie tego obozu, z reguły rodziny rolników z Pomorza Gdańskiego, mieli jeszcze jakiś czas służyć jako niewolnicza siła robocza, początkowo w rolnictwie, a od 1943 r. w przedsiębiorstwach o statusie zbrojeniowych. Taki status posiadały zakłady Schultza – gdyż realizował wielkie zamówienia dla Wehrmachtu, Luftwaffe i Waffen-SS. W Lebrechtsdorf bez miłosierdzia eksploatowano więźniów. W efekcie kobiety mdlały przy maszynach do szycia, dzieci chorowały od pyłów i nieoczyszczonych skór, co po wojnie przyznała część niemieckiej kadry tychże zakładów. To m.in. przez takich ludzi jak Fritz Emil Schultz 60% znanych z nazwiska ofiar obozu Potulitz/Lebrechtsdorf to dzieci do 14 roku życia. Mechanizm eksploatacji więźniów przez niemieckie przedsiębiorstwa, nie tylko SS, jest marginalizowany w historiografii. To wielki błąd, a może nawet celowe zamilczenie faktu, że duża część społeczeństwa niemieckiego brała udział w ludobójczej polityce swojego państwa – III Rzeszy Niemieckiej.

Czyt-NIK: Dlaczego Pana zdaniem przez lata tak mało mówiło się o przedsiębiorcach i firmach korzystających na wojennej tragedii?

Mariusz Gratkowski: Przyczyn było i nadal jest kilka. Niemcy nie ponieśli zasłużonej kary zarówno za Pierwszą jak i Drugą wojny światowe, gdyż sytuacja geopolityczna w Europie i na świecie powodowała, że państwo to stawało się podmiotem w rozgrywkach wielkich mocarstw, a silna niemiecka gospodarka była wielkim atutem dla stron rywalizacji. Najogólniej można podsumować, że z powodu zagrożenia ze strony komunizmu (Rosja bolszewicka/ZSRR) państwa zachodnie były zmuszone do włączenia potencjału gospodarczego i ludnościowego Niemiec do tej rozgrywki. Identycznie uczynili komuniści. Tak było po obydwu wojnach światowych. Potrzebni byli niemieccy fachowcy wielu dziedzin zarówno wojskowych jak i cywilnych, w tym przedsiębiorcy. Podobną politykę realizowali komuniści. Pierwotnie Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości planował rozliczyć nie tylko tzw. nazistów, ale także szereg innych Niemców, którzy przyczynili się do zbrodni w czasie wojny. Przed sądami mieli stanąć także przedsiębiorcy, tacy jak Schultz. Jednak po głównym procesie w Norymberdze i tzw. następczych w latach 1945-1949 zabrakło woli dalszego egzekwowania sprawiedliwości. Zarówno alianci zachodni jak i ZSRR wraz z krajami „satelickimi” postanowili zapomnieć o zbrodniach i włączyć fachowców w odbudowę zdruzgotanej Europy. Stalin szykował się do III wojny światowej, a kraje zachodnie do obrony. W tej atmosferze nie było szans na masowe rozliczenia. Naród niemiecki, który w wielkiej części korzystał na wojnie i zbrodniach na pobitych narodach, tym bardziej nie był zainteresowany rozliczaniem się z przeszłością. Do dzisiaj Niemcy nie chcą przyznać, że nie tylko Hitler, Himmler, inni dygnitarze oraz ich najbliższe otoczenie, byli odpowiedzialni za II wojnę światową. Naród niemiecki popierał ideę Drang nach Osten, żądał przywrócenia granic z 1914 r. i poparł agresję na Polskę w 1939 r. Zakłamanie w sferze historycznej jest ogromne. Stworzono absurdalny konstrukt, że oto nie wiadomo do końca z jakiej planety pochodzący „naziści” podbili najpierw Niemcy, a następnie wielką część Europy, a rzekomo większość Niemców „wewnętrznie sprzeciwiała się” polityce państwa. Jedynie Żydzi potrafili wyegzekwować od Niemców uznanie zbrodni za ludobójstwo i sowite odszkodowania dla różnych stowarzyszeń, które rzekomo reprezentowały ofiary niemieckiego ludobójstwa. Polska krótko po wojnie próbowała rozliczać zbrodniarzy. Skończyło się na kilku pokazowych procesach. Z reguły Niemcy nie wydawali sprawców zbrodni, jak choćby Zbrodni Pomorskiej 1939 r. Naiwnie przekazano niemieckim prokuratorom oryginalne dokumenty śledztw prowadzonych w Polsce przez główną i okręgowe Komisje Badania Zbrodni Niemieckich (od 1949 r. Hitlerowskich) w Polsce. Do dzisiaj są one w Niemczech, a my historycy z Polski mamy utrudniony dostęp do części z nich, gdyż nadal stanowią akta śledztw. Problem w tym, że te wszystkie niemieckie dochodzenia można określić jako „intensywne śledztwa w kierunku umorzenia”. Tak było w przypadku śledztwa dotyczącego obozu Potulitz/Lebrechtsdorf. Tak też się stało w przypadku Fritza Emila Schultza, któremu nawet nie postawiono formalnie zarzutów.

Czyt-NIK: W książce „Biznes w cieniu Holocaustu” mocno wybrzmiewa temat niewolniczej pracy dzieci w Potulicach. Jak wyglądało Pana spotkanie z tymi świadectwami historii?

Mariusz Gratkowski: Żyją jeszcze ostatni więźniowie tego obozu. Moim sąsiadem jest pan Witold, który w wieku 4 lat był więźniem obozu. Spotykałem się jako dziennikarz z byłymi więźniami obozu i wysłuchałem wielu wspomnień. Będąc pracownikiem Muzeum Ziemi Krajeńskiej w Nakle nad Notecią przeprowadziłem kilkanaście wywiadów i w efekcie powstała bardzo ciekawa wystawa tematyczna. Zgromadziłem też wiele innych relacji, byłych więźniów. Do dzisiaj zgłaszają się do muzeum w Nakle osoby, które przeżyły ten obóz, lub ich potomkowie ze wspomnieniami obozowymi. Do niedawna historycy niewiele uwagi poświęcali losom dzieci w obozach, oprócz dość bogatej literatury dot. kradzieży i germanizacji. Podobnie było z nielicznymi publikacjami dot. obozu Potulitz/Lebrechtsdorf. Zgłębiając ten temat doszedłem do wniosku, że praktycznie nic nie jest opisane. Kwerenda w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy przyniosła zaskakująco wiele informacji. Na marginesie, jeszcze kilka lat temu sądziłem, że zachowało się niewiele dokumentów dotyczących potulickiego obozu – to nie jest prawda. W AP Bydgoszcz jest kilka tysięcy dokumentów. Szczegółowe raporty: dzienne, dekadowe, miesięczne, zatrudnienia więźniów pozwalają na odtworzenie tego aspektu funkcjonowania obozu. Do tego dochodzi korespondencja pomiędzy władzami obozu a firmami, rozporządzenia komendanta. Zdumiony jestem, że historycy przez kilka dekad nie zaglądali do tej dokumentacji. Jestem przekonany, że niemieckie archiwa skrywają wiele dokumentów, np. różnych głównych urzędów SS  utworzonych przez Himmlera. Niedawno muzealnicy Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu w Łodzi pozyskali kopie cennych dokumentów. Jestem pewien, że podobnie jest z Ostjugendbewahrlager Lebrechtsdorf, obozem dla dzieci, który utworzono na rozkaz Himmlera w 1943 roku.

Gdy wracam z pracy do domu, często spotykam się z żyjącym „świadectwem” historii, moim sąsiadem Witoldem i wtedy utwierdzam się w postanowieniu, że moją misją jest zbadanie dziejów UWZ-Lager Potulitz/Lebrechtsdorf, losów więźniów i ich oprawców. W przyszłym roku musi powstać publikacja – monografia obozu.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…