Wywiady

3 Szoty z Rafałem Olendrem

…Luton to miasto o wysokiej przestępczości, ale są to przede wszystkim pospolite, powtarzalne zbrodnie, do których miejscowi policjanci przywykli. Tym razem jednak miało być inaczej, ta sprawa od początku miała wyróżniać się na tle codziennej brutalności. Miała zaintrygować śledczych, zmusić ich do zatrzymania się w miejscu i uświadomić im, że to nie jest zwykła zbrodnia w krzakach, lecz coś znacznie poważniejszego…

Czyt-NIK: Luton w książce „Pracownik. Miasto zbrodni” jest czymś więcej niż tłem – sprawia wrażenie organizmu, który pożera ludzi. Jak budował Pan to miasto: bardziej z obserwacji rzeczywistości czy z literackiej metafory współczesnego świata?

Rafał Olender: Zgadza się , Luton nie jest jedynie cichym bohaterem wydarzeń. Czytelnik ma pełne prawo odnieść wrażenie, że to miasto współuczestniczy w zbrodniach, które się tam dokonują. Może zaskoczę niektórych, ale to miejsce naprawdę istnieje, a jego opisy oparłem na własnych obserwacjach, bo mieszkałem tam przez kilka dobrych lat. I proszę mi uwierzyć  choć wprowadziłem odrobinę literackiej fikcji, wcale nie musiałem jej wiele dodawać. To miasto potrafi wywołać ciarki na plecach samo z siebie, dlatego właśnie uznałem je za idealnego współwinnego wydarzeń, które rozegrały się w książce.

Czyt-NIK: Morderstwo w zaroślach przy rondzie wydaje się niemal „codziennością” miasta. Czy zależało Panu na pokazaniu, jak przemoc może stać się elementem społecznego krajobrazu – czymś oswojonym, obojętnym?

Rafał Olender: Jak mówiłem wcześniej, Luton to miasto o wysokiej przestępczości, ale są to przede wszystkim pospolite, powtarzalne zbrodnie, do których miejscowi policjanci przywykli. Tym razem jednak miało być inaczej, ta sprawa od początku miała wyróżniać się na tle codziennej brutalności. Miała zaintrygować śledczych, zmusić ich do zatrzymania się w miejscu i uświadomić im, że to nie jest zwykła zbrodnia w krzakach, lecz coś znacznie poważniejszego. Coś, co wykracza poza schemat i zapowiada, że Luton kryje w sobie więcej, niż ktokolwiek chciałby przyznać.

Czyt-NIK:  Podczas lektury czuć narastające napięcie, ale największą siłą książki „Pracownik. Miasto zbrodni” pozostaje ładunek emocjonalny. Czy pisząc, bardziej myślał Pan o fabule, czy o emocjach, z jakimi czytelnik zostanie po zamknięciu książki?

Rafał Olender: Chciałem, żeby czytelnik został z ładunkiem emocjonalnym tak silnym, że odkładając książkę, jeszcze długo miał w głowie to, co wydarzyło się w jej środku. Żeby zastanawiał się, dlaczego pewne rzeczy potoczyły się tak, a nie inaczej  i żeby poczuł na sobie ciężar popełnionej zbrodni oraz brud, który przesiąka to miasto. Ten lepki, duszny klimat, od którego trudno się uwolnić.A jedyny sposób, by to osiągnąć, to zbudować taką fabułę, która sama niesie emocje, zamiast je wymuszać. Dlatego całą uwagę skupiłem właśnie na niej na tym, jak prowadzić wydarzenia, by pracowały pod skórą czytelnika. I cieszy mnie, że dzięki temu udało mi się wywołać tak mocne emocje. Bo właśnie o to chodziło od pierwszej strony,żeby ta historia przykleiła się do człowieka i nie chciała odpuścić.

.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…