3 Szoty z Marcinem Łozińskim
…I nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć, że to, czego dowiadujemy się o sprawie Epsteina, sprawia, że mój “thriller z elementami czarnego humoru i satyry”, jest o wiele bliższy prawdziwego życia, niż bym tego chciał. Koniec końców, żeby jednak zachować pewną równowagę, po prostu konstruowałem ciąg zdarzeń w taki sposób, aby dla każdego mrocznego/brutalnego zdarzenia, przypadało w jego “okolicy” coś lżejszego, żeby dać czytelnikowi odetchnąć…
Czyt-NIK: W „Dynastii krwi” czarny humor odgrywa kluczową rolę. Czy łatwo było znaleźć balans między groteską a brutalnością, by nie osłabić napięcia thrillera?
Marcin Łoziński: W skrócie: tak 😉 Ale będąc bardziej precyzyjnym – kiedy tworzyłem wstępne plany tego, jak powinna “działać” ta historia, szybko zauważyłem, że przedstawienie tej historii w sposób całkowicie poważny uczyni ją ciężką w odbiorze i trudną do zaakceptowania. No bo przecież przedstawianie elit w taki sposób, jaki mnie interesował, można odebrać jako przerysowany. Więc zamiast walczyć z tym, postanowiłem to wykorzystać. Czarny humor stał się naturalnym językiem tej historii. I ma na celu ułatwienie czytelnikowi wejście do tego świata i “uwierzenie” w bohaterów. I nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć, że to, czego dowiadujemy się o sprawie Epsteina, sprawia, że mój “thriller z elementami czarnego humoru i satyry”, jest o wiele bliższy prawdziwego życia, niż bym tego chciał. Koniec końców, żeby jednak zachować pewną równowagę, po prostu konstruowałem ciąg zdarzeń w taki sposób, aby dla każdego mrocznego/brutalnego zdarzenia, przypadało w jego “okolicy” coś lżejszego, żeby dać czytelnikowi odetchnąć.
Czyt-NIK: Motyw podwójnego życia pojawia się u każdego z braci. Czy interesowała Pana bardziej psychologia jednostki, czy mechanizm systemu, który pozwala takim ludziom funkcjonować bezkarnie?
Marcin Łoziński: Psychologia jednostki była dla mnie ważna, ale równie fascynujące jest to, jak system sam tworzy potwory. Punktem wyjścia było to, jak współczesna popkultura i Social Media pozwalają budować wizerunek autorytetów i wielkich, ważnych osobistości ludziom złym do szpiku kości, którzy za nic mają tych, którzy ich podziwiają. Oraz to, jak sam system szybko zaczyna nie tylko wspierać takich ludzi, ale wręcz zaczyna ich chronić – ponieważ stają się dla tego systemu źródłem wpływów i dochodów. Stąd też każdy z braci funkcjonuje w innych sferach “celebryckiego światka” i korzysta z innych środków masowego przekazu, jakimi obecnie de facto są Social Media. To sprawia, że musiałem dać braciom King motyw podwójnego życia. Ale nie wynikało to z tego, że są mordercami. Tylko z tego, że w tej książce są osobami publicznymi, celebrytami stawianymi za wzór. A – a nie licząc chlubnych wyjątków – każdy, kto jest celebrytą, wiedzie podwójne życie. Jedno – dla “tłumów”. I drugie, ale często nie mniej sztuczne, od tego pierwszego. I akurat w tej historii musiało paść na seryjnych morderców 😉
Czyt-NIK: „Dynastia krwi” to doskonały debiut, dopracowany w każdym szczególe. Co było impulsem do napisania tej książki i kiedy pojawi się kolejna?
Marcin Łoziński: Dziękuję za komplement! Oryginalnie, historię wymyśliłem przeszło 10 lat temu i można powiedzieć, że była pewnym “eksperymentem myślowym”. Z każdym rokiem przybywało mi pomysłów do tej książki i nawet dwukrotnie podchodziłem do jej napisania. Opisanie tego wszystkiego zajęłoby bardzo dużo czasu 😉 ale były dwie, kluczowe rzeczy, który sprawiły, że ostatecznie postanowiłem usiąść do pisania – i udało mi się to ukończyć. Pierwszą był… mem. A dokładniej – co jakiś czas trafiałem na jakiś żart, kończący się zdaniem “Epstein się nie zabił”. Teoria spiskowa? Być może. Ale działająca na wyobraźnię. Drugą rzeczą była po prostu umiejętność prowadzenia projektów od początku do końca. Od dziecka chciałem pisać, ale większość tego co wymyślałem (lub zaczynałem pisać) lądowało w “życiowej poczekalni” i nigdy tych historii nie kończyłem. Ale z wiekiem przyszły doświadczenie i cierpliwość, których wcześniej mi brakowało. I zanim faktycznie zacząłem pisać książkę, ona już była gotowa. Jak? W skrupulatnie przygotowanej dokumentacji, tak jakbym miał do czynienia z projektem z pracy. Wystarczyło tylko to “przetłumaczyć” z tabelek, planów i wykresów i opracować w formie tekstu. Oczywiście to tylko kilka rzeczy, dzięki którym napisałem tą książkę. Inspiracji i powodów było wiele i pewnie każdego dnia mógłbym podać inne za te najważniejsze 😉 Już pracuję nad kolejną książką, powinna pojawić się ona jesienią. I zapewniam, że będzie ostrzejsza. I bardziej nieprzewidywalna.