3 Szoty z Jerzym Janem Ćwiertką
…Dlatego pisząc „Dokąd biegniesz Chłopcze” nie chciałem nikogo wychowywać ani pouczać. Bardziej interesowało mnie sprawdzenie, jak działają ludzie wrzuceni w sytuacje, w których strach konkuruje z wdzięcznością, w których argument siły bywa skuteczniejszy niż siła argumentu, a zemsta zaczyna wyglądać jak forma higieny psychicznej…
Czyt-NIK: Pana najnowsza książka jest „kołataniem do drzwi naszych sumień”. Czy pisząc „Dokąd biegniesz Chłopcze” miał Pan poczucie, że literatura powinna pełnić także funkcję moralnego niepokoju?
Jerzy Jan Ćwiertka: Gdybym wierzył, że literatura ma dziś obowiązek pukać do drzwi sumień, musiałbym najpierw sprawdzić, czy ktoś jeszcze tam mieszka.
Prawda jest taka, że współczesny czytelnik — podobnie jak widz seriali — rzadko pyta już: „Co ja bym zrobił na miejscu bohatera?”. Zdecydowanie częściej pyta: „Jak on na tym wyjdzie?”. To subtelna, ale zasadnicza różnica.
Dylemat moralny przestał być lustrem, a stał się planszą do gry. Jeśli bohater wybierze dobro — czy zapłaci za to wysoką cenę? Jeśli wybierze zło — czy los go ukarze, czy wręcz przeciwnie, nagrodzi za spryt i skuteczność? To już nie etyka, to ekonomia decyzji.
I trudno się temu dziwić. Większość z nas nie żyje dziś w świecie, w którym codziennie trzeba wybierać między zdradą a śmiercią, między milczeniem a czyimś losem. Moralne wybory zostały zastąpione regulaminami, algorytmami i „procedurami bezpieczeństwa”. Sumienie bywa w nich elementem opcjonalnym.
Dlatego pisząc „Dokąd biegniesz Chłopcze” nie chciałem nikogo wychowywać ani pouczać. Bardziej interesowało mnie sprawdzenie, jak działają ludzie wrzuceni w sytuacje, w których strach konkuruje z wdzięcznością, w których argument siły bywa skuteczniejszy niż siła argumentu, a zemsta zaczyna wyglądać jak forma higieny psychicznej.
Jeśli to jest „moralny niepokój”, to raczej taki, który nie pyta: „Czy to dobre?”, tylko: „Czy to działa?”. A potem zostawia czytelnika z lekkim dyskomfortem, bo nagle okazuje się, że odpowiedź wcale nie jest oczywista.
I być może właśnie na tym polega dziś rola literatury — nie na dawaniu odpowiedzi, lecz na przypominaniu, że kiedyś pytania były znacznie bardziej niebezpieczne niż dziś. I że ludzie naprawdę za nie płacili.
Czyt-NIK: Nowa Ruda i Dolny Śląsk nie są jedynie tłem wydarzeń, lecz niemal pełnoprawnym bohaterem powieści. Co sprawiło, że właśnie to miejsce i jego mieszkańcy stali się nośnikiem opowiadanej historii?
Jerzy Jan Ćwiertka: Nowa Ruda nie została wybrana przeze mnie. To raczej ona postanowiła mnie użyć.
Urodziłem się tam na skutek serii fortunnych, a może niefortunnych zdarzeń, które — gdyby próbować je zaplanować — rozpadłyby się natychmiast. Ojciec trafił do Nowej Rudy, bo trener Piasta Nowa Ruda zobaczył go na boisku w barwach Piasta Gliwice i uznał, że akurat ten człowiek powinien kopać piłkę akurat tutaj. Matka znalazła się w Nowej Rudzie, bo spóźniła się na autobus do szkoły w Nowym Targu. Autobus odjechał, los wzruszył ramionami, a życie doszło do wniosku, że skoro istnieje podobna szkoła w Nowej Rudzie, to po co robić zamieszanie.
I w ten sposób powstałem ja — efekt uboczny dwóch drobnych przypadków, które nie miały ze sobą absolutnie nic wspólnego.
Dlatego Nowa Ruda jest w tej książce bohaterem. Nie dlatego, że jest szczególnie malownicza czy mroczna — choć bywa jednym i drugim — ale dlatego, że jest miastem zbudowanym z przypadków, zszytym z cudzych decyzji, spóźnionych autobusów, źle dobranych pociągów i wyborów podjętych bez przekonania, za to z konsekwencjami na całe życie.
Losy ludzi przypominają puzzle. Z tą istotną różnicą, że nikt nie dostał obrazka na pudełku. Każdy element musi gdzieś pasować, choć często wsuwa się w swoje miejsce z oporem, trzaskiem i poczuciem, że to jednak nie miało tak wyglądać.
Dolny Śląsk jest idealnym miejscem na taką opowieść. Ludzie przyszli tu z własnymi wspomnieniami i własnym strachem — do cudzych domów — próbując ułożyć życie na fundamentach, które nie były projektowane z myślą o nich.
W „Dokąd biegniesz Chłopcze” miasto nie jest dekoracją. Nowa Ruda — podobnie jak jej mieszkańcy — nosi w sobie pamięć, która domaga się głosu. Po prostu czeka, aż ktoś potknie się o kolejny fragment układanki i włoży go na właściwe miejsce.
Czyt-NIK: Powieść „Dokąd biegniesz Chłopcze” oparta jest na wspomnieniach prawdziwych ludzi, a jednocześnie ma formę thrillera historycznego. Jak wyglądała Pana praca z pamięcią świadków – gdzie kończy się dokument, a zaczyna literatura?
Jerzy Jan Ćwiertka: Czasem, żeby powiedzieć prawdę o przeszłości, trzeba pozwolić jej wydarzyć się jeszcze raz. Tym razem — w wyobraźni.
Historie opowiedziane w „Dokąd biegniesz Chłopcze” wydarzyły się naprawdę. Losy bohaterów są autentyczne. Granatowy policjant, pan Kiełbasa, który stał się mścicielem znanym jako Czort, istniał naprawdę. Esesman von Schreck, który po wojnie zamienił się w pustelnika i strażnika złota Trzeciej Rzeszy, również nie jest literackim wymysłem. To są fakty.
Na styku tych opowieści jest przestrzeń wypełniona światami równoległymi. Nie są to światy nieprawdziwe, lecz takie, które nie zdążyły się wydarzyć. To miejsce wszystkich historii niespełnionych, przerwanych, zaniechanych — takich, które mogły się spełnić, gdyby ktoś skręcił w inną ulicę albo wrócił do domu pięć minut później.
Moja praca polega na zaglądaniu w szczeliny między prawdziwymi wspomnieniami i wypełnianiu ich moją wyobraźnią. To właśnie jest literatura.
Wszystko jest opowieścią. Jedne zostały zapisane w archiwach, inne w czyjejś pamięci, a jeszcze inne istnieją tylko jako cień możliwości. Thriller historyczny daje mi narzędzia, by te światy połączyć — nie po to, by oszukać czytelnika, lecz by oddać prawdę głębszą niż suchy zapis faktów.