3 Szoty z Jarosławem Lemańskim
…Chciałem, aby fabuła rozwijała się konsekwentnie, krok po kroku, a każda kolejna wskazówka była jak delikatne pchnięcie czytelnika dalej w tę historię. Ważne było dla mnie również to, aby czytelnik czuł niepokój, ale jednocześnie miał poczucie sensu tego, co czyta — że każdy fragment prowadzi do czegoś większego. Jeśli pojawia się dyskomfort, to ma on wynikać z treści i pytań, jakie ta historia stawia, a nie z taniej sensacji…
Czyt-NIK: „Ostatnia pokuta” uderza od pierwszej strony i nie daje czytelnikowi chwili komfortu. Czy od początku wiedział Pan, że ta historia ma być tak bezkompromisowa, czy ten ciężar narastał razem z pisaniem?
Jarosław Lemański: Od samego początku wiedziałem, że ta historia nie będzie bezpieczna ani komfortowa dla czytelnika. Zależało mi jednak na tym, by jej ciężar wynikał przede wszystkim z atmosfery, psychologii postaci i narastającego napięcia, a nie z brutalnością i koszmarnymi obrazami. Chciałem, aby fabuła rozwijała się konsekwentnie, krok po kroku, a każda kolejna wskazówka była jak delikatne pchnięcie czytelnika dalej w tę historię. Ważne było dla mnie również to, aby czytelnik czuł niepokój, ale jednocześnie miał poczucie sensu tego, co czyta — że każdy fragment prowadzi do czegoś większego. Jeśli pojawia się dyskomfort, to ma on wynikać z treści i pytań, jakie ta historia stawia, a nie z taniej sensacji.
Czyt-NIK: Punkt wyjścia fabuły – ciało duchownego odnalezione w kościele – działa jak zimny prysznic. Czy miał Pan świadomość, że to temat, który może wywołać silne reakcje, i czy w ogóle brał Pan pod uwagę granice, których nie chce przekroczyć?
Jarosław Lemański: Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że taki punkt wyjścia może wywołać silne reakcje, ale nie traktowałem go jako prowokacji samej w sobie. Nie wyznaczałem sobie sztywnych granic w stylu „tego nie wolno”, bo staram się pisać w zgodzie z własnym poczuciem smaku i odpowiedzialności. W życiu przeczytałem wiele książek, które potrafiły naprawdę wstrząsnąć, i wiem, jak cienka bywa granica między odwagą a przesadą. Jednocześnie mam świadomość, że każdy czytelnik tę granicę stawia w innym miejscu, dlatego nie próbowałem nikogo zadowolić za wszelką cenę. Skupiłem się na uczciwym opowiedzeniu historii, nawet jeśli jest ona niewygodna i trudna w odbiorze.
Czyt-NIK: W książce pt. „Ostatnia pokuta”, śledztwo coraz bardziej przypomina spowiedź — tyle że bez rozgrzeszenia. Czy ten motyw winy i konsekwencji był dla Pana kluczowym tematem powieści, czy pojawił się naturalnie w trakcie pracy nad fabułą?
Jarosław Lemański: Od początku wiedziałem, dokąd ta historia zmierza i że motyw winy oraz konsekwencji będzie jej kręgosłupem. To nie był pomysł, który pojawił się gdzieś po drodze — raczej punkt wyjścia do budowania całej fabuły. W trakcie pisania celowo nawiązałem do filmu „Siedem”, trochę jako mrugnięcie okiem do czytelnika, a trochę po to, żeby rozbroić ewentualne skojarzenia jeszcze zanim się pojawią. Chciałem jasno pokazać, że choć pewne elementy mogą wydawać się znajome, „Ostatnia pokuta” idzie w zupełnie inną stronę. To inna opowieść, z innym ciężarem i innymi pytaniami, które zostają z czytelnikiem na dłużej.