Mistrz przed tronem – mroczne galaktyki George’a R.R. Martina
W „Piasecznikach” widać, że mamy do czynienia z twórcą w pełni świadomym swoich możliwości. On wie, jak dawkować informacje. Wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić historii oddychać. Wie też, jak sprawić, by czytelnik poczuł się nieswojo. Co ważne, mimo że to krótkie formy, żadna z nich nie sprawia wrażenia niedokończonej.
Są autorzy, którzy zapisują się w historii literatury jedną serią. A są tacy, którzy zanim stworzyli swoje opus magnum, już dawno udowodnili, że potrafią budować światy z rozmachem, precyzją i niepokojącą przenikliwością. „Piaseczniki” George’a R.R. Martina to właśnie taki dowód. Zanim powstało Westeros, zanim rozbrzmiały słowa o nadchodzącej zimie, Martin eksplorował kosmos – i robił to z taką samą intensywnością, jak później rozgrywał polityczne partie między rodami. Ta antologia to science fiction z psychologiczną głębią, które nie epatuje technologicznym żargonem dla samego efektu. Tu najważniejszy jest człowiek – jego obsesje, ambicje, lęki i pycha.
„Piaseczniki” wciągają bez reszty. Historia Simona Kressa, ekscentrycznego kolekcjonera drapieżnych stworzeń, to opowieść o władzy i kontroli. O tym, jak cienka jest granica między fascynacją a samozagładą. Kress kupuje w tajemniczym sklepie owadopodobne istoty, które tworzą złożone kolonie. Z pozoru to tylko kolejny egzotyczny okaz do kolekcji. Szybko jednak okazuje się, że piaseczniki nie są biernymi zabawkami. One obserwują, uczą się, ewoluują. A napięcie rośnie z każdą stroną.
Martin konstruuje tę historię z chirurgiczną precyzją. Każda scena ma znaczenie, każdy dialog dokłada cegiełkę do nieuchronnej katastrofy. Czytelnik od pierwszych stron czuje, że coś tu zmierza w złym kierunku, ale nie potrafi się oderwać. To permanentne napięcie – subtelne, podszyte niepokojem – jest jednym z największych atutów tej książki. Autor nie musi uciekać się do tanich chwytów. Wystarczy mu konsekwentnie budowana atmosfera i psychologiczna wiarygodność bohatera. I to właśnie kreatywność Martina w konstruowaniu historii zasługuje na szczególne uznanie. Jego pomysły są świeże, odważne, a jednocześnie głęboko zakorzenione w refleksji nad naturą człowieka.
W pozostałych opowiadaniach z tomu przemierzamy kosmiczną pustkę w poszukiwaniu obcych ras, kolonizujemy nowe planety, zaglądamy w przyszłość, w której technologia wyprzedza moralność. Pojawia się pytanie o granice eksperymentów, o cenę postępu, o odpowiedzialność twórcy wobec swojego dzieła. Brzmi znajomo? Oczywiście. Bo Martin – niezależnie od gatunku – zawsze opowiada o władzy i jej konsekwencjach. Styl autora jest pewny, dojrzały, pozbawiony zbędnych ozdobników. Narracja płynie naturalnie, ale pod jej powierzchnią buzują emocje i idee. To warsztat pisarskiego mistrza, który potwierdził to, co już dawno temu zdobył – uznanie czytelników i krytyków.
W „Piasecznikach” widać, że mamy do czynienia z twórcą w pełni świadomym swoich możliwości. On wie, jak dawkować informacje. Wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić historii oddychać. Wie też, jak sprawić, by czytelnik poczuł się nieswojo. Co ważne, mimo że to krótkie formy, żadna z nich nie sprawia wrażenia niedokończonej. Każde opowiadanie to osobny świat, który mógłby zostać rozwinięty w powieść, a jednak w tej zwartej formie działa z jeszcze większą siłą. To koncentrat wyobraźni. Dowód na to, że George R.R. Martin potrafi nie tylko budować wielotomowe sagi, ale również zamykać potężne idee w kilkudziesięciu stronach.
Czytając „Piaseczniki”, trudno nie odnieść wrażenia, że obcujemy z literaturą ponadczasową. Technologia może się zestarzeć, wizje przyszłości mogą się zdezaktualizować, ale pytania o naturę człowieka pozostają aktualne. I właśnie dlatego jestem przekonany, że twórczość George’a R.R. Martina będzie przechodzić z pokolenia na pokolenie. Nie tylko jako autor „Gry o tron”, ale jako pisarz, który potrafił połączyć rozmach science fiction z wnikliwą analizą ludzkiej psychiki. Dla mnie ta książka zdobywa należne miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo to nie jest tylko zbiór opowiadań. To pokaz siły wyobraźni, warsztatu i odwagi. To literatura, która intryguje od pierwszych stron i nie pozwala o sobie zapomnieć. A jeśli ktoś wciąż kojarzy Martina wyłącznie z Westeros, „Piaseczniki” są najlepszym dowodem na to, że jego kosmos jest znacznie większy. I znacznie bardziej niepokojący.
Książka pt. „Piaseczniki” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka