Miłość silniejsza niż wojna
Jeśli kochasz książki historyczne, ale takie, które mówią głosem emocji, a nie suchych faktów, to zdecydowanie „Akuszerka w Berlinie” jest dla Ciebie. Dla mnie to jedna z tych powieści, które zostają na długo. Które przypominają, po co w ogóle czytamy książki — żeby lepiej rozumieć świat i ludzi. Z całego serca przyznaję jej tytuł NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Czytajcie. Przeżyjcie. I pozwólcie tej historii Was poruszyć.
„Akuszerka w Berlinie” rozrywa serce i składa je na nowo. To bez wątpienia powieść, która już na zawsze zapada w czytelnicze serca. Historia, którą poznajemy porusza do cna, dotyka najczulszych strun naszych emocji. Druga książka Anny Stuart, którą przeczytałem, poruszyła mnie tak bardzo, że pozostałem w wewnętrznej w ciszy — tej szczególnej, kiedy nie chcesz jeszcze wracać do świata. Powieść o której traktuję w tej recenzji to bez wątpienia książka, która znajduje należne miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek.
„Akuszerka w Berlinie” to kontynuacja „Akuszerki w Auschwitz”, więc wchodzimy w historię Estery już poranieni. Ona przeżyła piekło obozu. Przeżyła coś, czego nie powinien doświadczyć żaden człowiek. Ale wojna się kończy i… to wcale nie oznacza końca cierpienia. Wręcz przeciwnie. Dla Estery dopiero zaczyna się najtrudniejsza droga — droga matki szukającej swojego dziecka. Berlin, 1945 rok. Chaos, ruiny, ludzie błąkający się bez celu, tysiące zagubionych istnień. Na tym tle Estera — drobna, wyniszczona, ale napędzana jedną myślą: odnaleźć córkę. Dziewczynkę, którą urodziła w Auschwitz. Jasnowłosą, niebieskooką. Oddaną niemieckiej rodzinie. Każdy sierociniec, każdy szpital, każda napotkana twarzyczka to dla niej nadzieja… i kolejny cios w serce.
Przyznam szczerze, że czytając tę książkę, czułem ból Estery. Bez wątpienia jest to zasługą Anny Stuart, która potrafi pisać tak, że czytelnik idzie obok bohaterki krok w krok. Nie patrzy z dystansu. Jest w środku tej historii. To zaś sprawia, że „Akuszerka w Berlinie” to nie jest książka, którą się „czyta”. To książka, którą się przeżywa. Bez wątpienia ogromnym atutem tej powieści jest to, że autorka nie popada w patos. Nie moralizuje. Nie tłumaczy historii jak w podręczniku. Ona po prostu pokazuje człowieka po wojnie — złamanego, zagubionego, ale wciąż zdolnego do miłości. Bo ta powieść, mimo całego bólu, jest właśnie o miłości. O tej najpotężniejszej — matczynej. O miłości, która nie zna granic, języków ani narodowości. O miłości, która potrafi przetrwać obóz koncentracyjny. Są też momenty, które zostają w głowie na długo. Sceny ciszy. Spojrzeń. Krótkich rozmów, w których więcej jest niewypowiedzianego niż słów.
To, co warto podkreślić to fakt, że Anna Stuart umiejętnie oddaje powojenną atmosferę — nie tylko zgliszcza miast, ale też zgliszcza ludzkich dusz. Europa po wojnie to nie miejsce nadziei, to miejsce poszukiwań. I strat. Muszę to napisać wprost: ta książka łamie serce, ale robi to w sposób potrzebny. Nie epatuje okrucieństwem, nie gra tanio na emocjach. Jest uczciwa. Surowa. I przez to tak poruszająca. To literatura, która przypomina, że za każdą liczbą w statystykach wojennych stał konkretny człowiek. Konkretna matka. Konkretne dziecko.
Jeśli kochasz książki historyczne, ale takie, które mówią głosem emocji, a nie suchych faktów, to zdecydowanie „Akuszerka w Berlinie” jest dla Ciebie. Dla mnie to jedna z tych powieści, które zostają na długo. Które przypominają, po co w ogóle czytamy książki — żeby lepiej rozumieć świat i ludzi. Z całego serca przyznaję jej tytuł NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Czytajcie. Przeżyjcie. I pozwólcie tej historii Was poruszyć.
Książka pt. „Akuszerka w Berlinie” ukazała się nakładem Wydawnictwa Bukowy Las