Kryminał, który czyta się podwójnie
Granica między fikcją a rzeczywistością zaczyna się zacierać, a ja łapałem się na tym, że co chwilę przewracam kilka stron wstecz, żeby sprawdzić: czy to już było ważne wtedy, czy dopiero teraz? Bez wątpienia styl Horowitza jest elegancki, precyzyjny, a jednocześnie niezwykle wciągający. Nie ma tu zbędnych fajerwerków językowych, jest za to świetne tempo i wyczucie rytmu. To książka, którą czyta się z rosnącym niepokojem, ale też z czystą czytelniczą przyjemnością. Taką, która sprawia, że mówisz sobie: jeszcze jeden rozdział – a potem orientujesz się, że jest druga w nocy.
Są takie książki, które bierzesz do ręki z myślą: dobry kryminał na wieczór. I są takie, które już po kilkunastu stronach uświadamiają ci, że wpakowałeś się w coś znacznie głębszego. „Morderstwa w Somerset” Anthony’ego Horowitza należą zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora – i już wiem, że nie ostatnie. Zaczyna się klasycznie. Jest spokojna angielska prowincja, jest rezydencja, są ofiary, podejrzani i prywatny detektyw. Wszystko wygląda znajomo, wręcz komfortowo, jak powrót do starych, dobrych kryminałów w stylu Agathy Christie. Ale Horowitz robi coś, co uwielbiam jako czytelnik: pozwala mi poczuć się bezpiecznie tylko po to, by chwilę później wyciągnąć spod nóg dywan. Bo bardzo szybko okazuje się, że to nie jest książka o jednym śledztwie.
To książka o książce. O pisaniu. O manipulacji. O tym, jak daleko autor może się posunąć. Susan Ryeland, redaktorka londyńskiego wydawnictwa, dostaje do rąk maszynopis nowej powieści Alana Conwaya, autora bestsellerowego cyklu z Atticusem Pündem. Już sam ten zabieg – oddanie głosu redaktorce, osobie zwykle stojącej w cieniu – jest genialny. Susan czyta, analizuje, irytuje się, zachwyca, podejrzewa. A ja czytałem razem z nią. Czułem jej zmęczenie Conwayem, jej niepokój i coraz wyraźniejsze przeczucie, że w tej historii coś zgrzyta. I że te zgrzyty nie są przypadkowe.
Anthony Horowitz trzyma czytelnika w permanentnym napięciu, ale robi to nie krzykiem, tylko szeptem. Zamiast tanich twistów dostajemy misterną konstrukcję, w której każdy szczegół ma znaczenie. Każde zdanie może być tropem. Każda scena – zasłoną dymną. To kryminał, który wymaga uwagi, ale w zamian daje ogromną satysfakcję. Czułem się traktowany poważnie, jak partner w intelektualnej grze, a nie bierny odbiorca kolejnych trupów. Ogromny zachwyt budzi sam pomysł na historię w historii. Powieść Conwaya o morderstwie w Pye Hall jest jednocześnie klasycznym kryminałem i kluczem do zupełnie innej, znacznie mroczniejszej opowieści.
Granica między fikcją a rzeczywistością zaczyna się zacierać, a ja łapałem się na tym, że co chwilę przewracam kilka stron wstecz, żeby sprawdzić: czy to już było ważne wtedy, czy dopiero teraz? Bez wątpienia styl Horowitza jest elegancki, precyzyjny, a jednocześnie niezwykle wciągający. Nie ma tu zbędnych fajerwerków językowych, jest za to świetne tempo i wyczucie rytmu. To książka, którą czyta się z rosnącym niepokojem, ale też z czystą czytelniczą przyjemnością. Taką, która sprawia, że mówisz sobie: jeszcze jeden rozdział – a potem orientujesz się, że jest druga w nocy.
Szczególnie doceniam sposób, w jaki autor pokazuje, że kryminał może być czymś więcej niż zagadką „kto zabił?”. Po zamknięciu „Morderstw w Somerset” zostałem z tym przyjemnym uczuciem lekkiego niedosytu. Nie dlatego, że czegoś zabrakło – wręcz przeciwnie. Dlatego, że chciałem jeszcze. Jeszcze jedną historię Horowitza. Jeszcze jedną grę z czytelnikiem. Jeszcze jeden dowód na to, że kryminał wciąż potrafi zaskakiwać. Dla mnie ta książka bezdyskusyjnie zdobywa swoje miejsce na półce NIK – Najlepszej Interesującej Książki.
To kryminał, sensacja i thriller w jednym, ale przede wszystkim – znakomicie opowiedziana historia, zapisana z ogromną świadomością literacką i szacunkiem do czytelnika. Jeśli kochasz książki, które czytają także ciebie, to zdecydowanie „Morderstwa w Somerset” są lekturą obowiązkową. A jeśli, tak jak ja, dopiero zaczynasz przygodę z Anthonym Horowitzem… przygotuj miejsce na półce. Będzie potrzebne.
Książka pt. „Morderstwa w Somerset” ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis