Recenzje

Kiedy fikcja zaczyna oddychać

To, co szczególnie mnie zachwyca, to sposób, w jaki Horowitz zamienia literaturę w pole śledztwa. Zabójca ma być ukryty w tekście powstającej powieści. Nie w dowodach, nie w aktach, ale w słowach, zdaniach, niedopowiedzeniach. To ukłon w stronę czytelników, którzy kochają czytać uważnie, czujnie, z ołówkiem w głowie. Akcja przenosi nas częściowo do południowej. Horowitz nie epatuje brutalnością, nie idzie na skróty. On dawkuje napięcie z zegarmistrzowską precyzją.

Zdarza się, że otwieram książkę z czystej ciekawości, a po kilku stronach orientuję się, że nie mam już nad nią kontroli. To ona przejęła kontrolę nade mną. A raczej historia zapisana na jej kartach. Myśli zaczynają krążyć wokół fabuły, napięcie wpełza niepostrzeżenie pod skórę, a kolejne rozdziały czytam z narastającym niepokojem, jakbym przeczuwał, że ta historia nie pozwoli odejść bez emocjonalnego rachunku. Dokładnie takie doświadczenie przyniosły mi „Morderstwa w Marble Hall” Anthony’ego Horowitza – lektura intensywna, wciągająca i niepokojąco inteligentna.

To moje trzecie spotkanie z twórczością Horowitza i po raz trzeci mam poczucie obcowania z autorem, który doskonale wie, jak manipulować napięciem, jak prowadzić czytelnika po cienkiej linii między ciekawością a niepokojem, między przyjemnością lektury a wewnętrznym przymusem poznania prawdy. Horowitz pisze precyzyjnie, bez zbędnych ozdobników, a jednocześnie z ogromną świadomością emocji, jakie wywołuje każde kolejne zdanie. To rzemiosło literackie najwyższej próby – przemyślane, konsekwentne i boleśnie skuteczne w swoim oddziaływaniu.

Już od pierwszych stron czuć, że to nie będzie zwykły kryminał do „odhaczenia”. To opowieść, która powoli zaciska pętlę, wciąga w grę pozorów i sekretów, a czytelnika stawia w roli nie tylko obserwatora, ale niemal współuczestnika tej misternie skonstruowanej intrygi. Anthony Horowitz znów robi to, co potrafi najlepiej: buduje historię wielopiętrową, gdzie fikcja przenika się z rzeczywistością, a książka w książce staje się nie tylko zabiegiem formalnym, ale pełnoprawnym narzędziem napięcia.

Wracamy do Susan Ryeland – redaktorki, która już dwukrotnie przekonała się, że praca przy kryminałach o Atticusie Pündzie może być śmiertelnie niebezpieczna. I choć rozsądek podpowiadałby: uciekaj, Susan po raz trzeci wchodzi do tej samej rzeki. A my – czytelnicy – wchodzimy razem z nią, świadomi, że znów nic nie będzie bezpieczne. Punktem zapalnym jest Eliot Crace i jego przekonanie, że śmierć jego babki – Miriam Crace – nie była wcale przypadkowa.

To, co szczególnie mnie zachwyca, to sposób, w jaki Horowitz zamienia literaturę w pole śledztwa. Zabójca ma być ukryty w tekście powstającej powieści. Nie w dowodach, nie w aktach, ale w słowach, zdaniach, niedopowiedzeniach. To ukłon w stronę czytelników, którzy kochają czytać uważnie, czujnie, z ołówkiem w głowie. Akcja przenosi nas częściowo do południowej. Horowitz nie epatuje brutalnością, nie idzie na skróty. On dawkuje napięcie z zegarmistrzowską precyzją. Każdy rozdział coś obiecuje. Każdy kolejny sprawia, że czytasz szybciej, ale jednocześnie boisz się dotrzeć do końca.

To, co uderza mnie za każdym razem przy lekturze Anthony’ego Horowitza, to jego szacunek do inteligencji czytelnika. Nic nie jest podane wprost. Trop prowadzi do kolejnego tropu, a rozwiązania nigdy nie są oczywiste. Permanentne napięcie, o którym trzeba tu powiedzieć wprost, nie znika wraz z ostatnią stroną. Ono zostaje. W myślach. W pytaniach „co by było, gdyby…”. W niepokoju, który jeszcze długo po lekturze nie daje spokoju.

Nie mogę pominąć jednej rzeczy: radości z obcowania z tak dobrze napisaną historią. Z książką, która nie tylko wciąga fabułą, ale też pokazuje, jak ogromną siłę ma sam akt pisania. Horowitz pisze o pisaniu, o redagowaniu, o odpowiedzialności za słowo – i robi to w sposób fascynujący, absolutnie nienużący.

„Morderstwa w Marble Hall” to kryminał, sensacja i thriller w jednym, ale przede wszystkim to literacka gra z czytelnikiem, w której nie ma miejsca na nieuwagę. To książka dopracowana do perfekcji, dlatego też zdecydowanie dodaje wartości czyt-NIKowej półce NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I robi to bez wysiłku, naturalnie, jakby od początku wiedziała, że właśnie tam jest jej miejsce.

Jeśli to Wasze pierwsze spotkanie z Horowitzem – zazdroszczę. Jeśli kolejne – wiecie, czego się spodziewać, a i tak będziecie zaskoczeni. Ja po trzeciej lekturze mogę powiedzieć jedno: ten autor wciąż mnie zachwyca. I wciąż potrafi sprawić, że książka staje się czymś więcej niż tylko historią. Staje się doświadczeniem.

Książka pt. „Morderstwa w Marble Hall” ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…