Recenzje

Gra, w której stawką jest życie

Wojciech Kulawski genialnie splata wątki polityczne, kryminalne i obyczajowe. Nie ma tu miejsca na przypadek. Każda scena ma znaczenie. Każdy dialog coś buduje. Każde niedopowiedzenie jest jak tykająca bomba. Autor nie prowadzi czytelnika za rękę. On go wciąga w środek wydarzeń i każe samemu szukać odpowiedzi. A kiedy już wydaje się, że wiemy, kto rozdaje karty – następuje zwrot, który przewraca stolik.

Bywają historie, które nie czekają cierpliwie na swoją kolej na półce. One wchodzą do życia czytelnika bez pukania, rozgaszczają się w fotelu i od pierwszej strony przejmują kontrolę nad wieczorem. Nie interesuje ich, czy masz napięty grafik, czy planowałeś „tylko jeden rozdział”. Wciągają w swój świat z bezczelną pewnością siebie i rzucają wyzwanie: „Zobaczmy, jak długo wytrzymasz, zanim zarwiesz noc”. I właśnie tak działa powieść „Lista sześciu” autorstwa Wojciecha Kulawskiego. Książka, która otwiera cykl z prokuratorem Marianem Suskim w roli głównej.

To nie jest powieść, którą się czyta. To książka, którą się przeżywa. Już od pierwszych stron czuć, że autor doskonale wie, jak złapać czytelnika za gardło i nie pozwolić mu odetchnąć aż do finału. Kryminał? Oczywiście. Sensacja? Jak najbardziej. Thriller? Bez najmniejszych wątpliwości. Ale to tylko etykiety. W rzeczywistości mamy do czynienia z misternie skonstruowaną historią, która narasta powoli, niemal niewinnie, by w odpowiednim momencie eksplodować z siłą, po której trudno dojść do siebie. To literacka bomba z opóźnionym zapłonem – a kiedy już wybuchnie, jej echo długo jeszcze dudni w głowie.

To moje czwarte spotkanie z twórczością Wojciecha Kulawskiego i jedno wiem na pewno – to nie jest relacja na jedną noc. To literacki związek z rozsądku i namiętności jednocześnie. Autor po raz kolejny udowadnia, że potrafi skonstruować historię tak, by rozgrzać czytelnicze emocje do czerwoności. I robi to z precyzją zegarmistrza oraz fantazją rasowego bajarza.

Zaczyna się mocno. Stołeczni policjanci odnajdują ciało prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Niby samobójstwo. Niby wszystko się zgadza. A jednak coś uwiera. Coś nie pasuje. I kiedy wydaje się, że to jednostkowa tragedia człowieka przygniecionego ciężarem funkcji, pojawiają się kolejne zgony ważnych osobistości świata polityki. Warszawska prokuratura rozkłada ręce. Sprawy się mnożą, pytań przybywa, odpowiedzi brak.

W tym chaosie pojawia się Adam Zaręba – człowiek z walizką pełną nadziei i marzeń o lepszym życiu w stolicy. Ot, zwykły facet, który chce zacząć od nowa. Spotyka dawnego kolegę z liceum, poznaje smak warszawskiego życia i… wpada w sam środek rozgrywki, w której pionki znikają z planszy szybciej, niż ktokolwiek zdąży powiedzieć „szach”. A nad tym wszystkim unosi się cień bezwzględnego Mateusza Mańkowskiego – człowieka, który zrobi wszystko, by prawda nigdy nie wyszła na jaw.

Wojciech Kulawski genialnie splata wątki polityczne, kryminalne i obyczajowe. Nie ma tu miejsca na przypadek. Każda scena ma znaczenie. Każdy dialog coś buduje. Każde niedopowiedzenie jest jak tykająca bomba. Autor nie prowadzi czytelnika za rękę. On go wciąga w środek wydarzeń i każe samemu szukać odpowiedzi. A kiedy już wydaje się, że wiemy, kto rozdaje karty – następuje zwrot, który przewraca stolik.

Prokurator Marian Suski to bohater z krwi i kości. Nie jest papierowy, nie jest przerysowany. To człowiek uwikłany w system, próbujący zachować resztki przyzwoitości w świecie, gdzie moralność bywa towarem deficytowym. Jego determinacja, wątpliwości, chwile zwątpienia – wszystko to sprawia, że wierzymy w niego bez zastrzeżeń. A to w kryminale podstawa.

Największą siłą „Listy sześciu” jest jednak konstrukcja fabuły. Kulawski buduje napięcie warstwa po warstwie. To nie jest sprint – to maraton, w którym każdy kilometr podnosi tętno. Autor umiejętnie dawkuje informacje, podsuwa tropy, myli ścieżki. Czytelnik staje się uczestnikiem śledztwa, analizuje, podejrzewa, kombinuje. I właśnie ta kreatywność w konstruowaniu historii sprawia, że trudno się od tej książki oderwać.

Styl? Dynamiczny, konkretny, bez zbędnego nadęcia. Narracja płynie wartko, dialogi są naturalne, a opisy na tyle sugestywne, by zobaczyć Warszawę nie tylko jako tło, ale jako pełnoprawnego bohatera tej opowieści.

Nie ma tu miejsca na przypadkowe rozwiązania. Finał jest przemyślany, mocny i zostawia czytelnika z głodem kolejnej części. A przecież to dopiero początek cyklu! Jeśli tak wygląda otwarcie serii, to strach pomyśleć, co będzie dalej.

To moje czwarte spotkanie z twórczością Wojciecha Kulawskiego i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć: na pewno nie ostatnie. Obcowanie z takim geniuszem pisarskim jest doskonałym, niezapomnianym literackim przeżyciem. Styl, kreatywność, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na najwyższe czytelnicze noty. I właśnie dlatego bez wahania umieszczam „Listę sześciu” na zaszczytnej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek.

Jeśli szukacie kryminału, który nie tylko intryguje, ale i wciąga bez reszty, jeśli lubicie historie, w których polityka miesza się z brutalną rzeczywistością przestępczego świata, a stawka rośnie z każdą stroną – sięgnijcie po tę powieść. Ostrzegam jednak: zarwana noc jest więcej niż prawdopodobna.

Książka pt. „Lista sześciu” ukazała się nakładem Wydawnictwa CM

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…