Recenzje

Dynastia bez skazy? Mroczna farsa o władzy, krwi i rodzinnych sekretach

Zdecydowanie na szczególną uwagę zasługuje ton książki. Czarny humor nie jest tu dodatkiem, lecz integralnym elementem narracji. Marcin Łoziński z premedytacją zestawia brutalność z groteską, co momentami wywołuje śmiech podszyty dyskomfortem. To śmiech, który szybko grzęźnie w gardle, bo za ironią kryje się gorzka diagnoza współczesnego świata: rzeczywistości zdominowanej przez wizerunek, lajki i medialne narracje, w których prawda nie ma większego znaczenia, dopóki nie staje się widowiskiem. Warto dodać, że debiutujący pisarz zaimponował mi stylem, w jakim rozpisał tę historię na kartach swej książki.

Debiutancka powieść Marcina Łozińskiego „Dynastia krwi” to propozycja, która zaskakuje już na poziomie samego pomysłu. Sensacyjny thriller kryminalny spleciony z czarną komedią, w którym głównymi bohaterami są… seryjni mordercy, a do tego bracia, funkcjonujący w przestrzeni publicznej jako celebryci bez najmniejszej rysy. Łoziński odważnie sięga po groteskę, ironię i brutalność, tworząc historię o świecie, w którym medialny blask skutecznie maskuje najciemniejsze instynkty.

Bracia King to ucieleśnienie współczesnego mitu sukcesu. Są bogaci, wpływowi, doskonale rozpoznawalni i uwielbiani przez opinię publiczną. Każdy z nich pełni inną rolę w tej medialnej układance, ale wszyscy funkcjonują w przekonaniu, że ich reputacja jest nienaruszalna. To właśnie ta fasada – perfekcyjnie wykreowana, gładka i pozbawiona pęknięć – staje się jednym z najważniejszych tematów powieści.

Autor z wyczuciem pokazuje, jak łatwo społeczeństwo daje się uwieść obrazom sukcesu, nie zadając pytań o to, co kryje się za kulisami. Najbardziej przewrotnym elementem fabuły jest fakt, że każdy z braci prowadzi podwójne życie jako seryjny morderca… nie mając pojęcia, że pozostali robią dokładnie to samo. Ten zabieg narracyjny nadaje książce tempo i charakter, który balansuje między thrillerem a czarną farsą. Czytelnik obserwuje, jak kolejne elementy tej misternie utkanej konstrukcji zaczynają się chwiać, a drobne nieścisłości przeradzają się w realne zagrożenie dla całej „dynastii”.

Istotną przeciwwagą dla świata Kingów jest postać Jasmine Turner – młodej kobiety pogrążonej w żałobie, która nie godzi się na oficjalne wersje tragicznych wydarzeń ze swojego życia. Jej prywatne śledztwo staje się osią narracyjną, wokół której stopniowo zagęszcza się atmosfera niepokoju. Jasmine nie jest klasyczną bohaterką sensacyjną – nie dysponuje wpływami ani zasobami, ale ma coś znacznie groźniejszego dla systemu: determinację i uważność. To właśnie dzięki niej historia nabiera wymiaru moralnego, a pytanie o granicę między ofiarą a oprawcą przestaje być oczywista.

To, co warto podkreślić to niezaprzeczalny fakt, że Marcin Łoziński sprawnie prowadzi kilka wątków jednocześnie, nie gubiąc przy tym czytelnika. Z jednej strony mamy dynamicznie rozwijającą się intrygę kryminalną, z drugiej – narastające napięcia między braćmi, których lojalność okazuje się krucha i warunkowa. Gdy FBI zaczyna zbliżać się do prawdy, a braterska solidarność pęka, powieść wchodzi na poziom psychologicznej gry, w której każdy ruch może okazać się zdradą.

Zdecydowanie na szczególną uwagę zasługuje ton książki. Czarny humor nie jest tu dodatkiem, lecz integralnym elementem narracji. Marcin Łoziński z premedytacją zestawia brutalność z groteską, co momentami wywołuje śmiech podszyty dyskomfortem. To śmiech, który szybko grzęźnie w gardle, bo za ironią kryje się gorzka diagnoza współczesnego świata: rzeczywistości zdominowanej przez wizerunek, lajki i medialne narracje, w których prawda nie ma większego znaczenia, dopóki nie staje się widowiskiem. Warto dodać, że debiutujący pisarz zaimponował mi stylem, w jakim rozpisał tę historię na kartach swej książki.

Język „Dynastii krwi” jest dynamiczny, momentami ostry, pozbawiony zbędnych ozdobników. Widać, że Łoziński ma świadomość gatunku, po który sięga, i potrafi się nim bawić, nie tracąc kontroli nad opowieścią. Debiut zawsze niesie ze sobą ryzyko – zarówno formalne, jak i fabularne. W przypadku „Dynastii krwi” to ryzyko zostało jednak przekute w atut. Książka nie próbuje przypodobać się wszystkim, nie idzie utartymi ścieżkami klasycznego kryminału. Zamiast tego oferuje historię niepokojącą, przewrotną i zaskakująco aktualną, która zmusza do refleksji nad tym, komu i dlaczego ufamy.

„Dynastia krwi” to udany, wyrazisty debiut, który pokazuje, że Marcin Łoziński potrafi nie tylko opowiadać wciągające historie, ale także zadawać niewygodne pytania. To powieść dla czytelników szukających czegoś więcej niż prostego thrillera – dla tych, którzy lubią, gdy rozrywka idzie w parze z ironią, a śmiech sąsiaduje z grozą. Jeśli tak ma wyglądać początek literackiej drogi autora, warto uważnie śledzić jej dalszy ciąg.

Książka pt. „Dynastia krwi” dostępna jest na stronie autora

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…