Recenzje

„Bunt mas” jako ostrzeżenie, które wciąż brzmi głośno

To książka, która wymaga odwagi – bo łatwo poczuć się w niej niekomfortowo. Ortega nie oszczędza nikogo. Każdy z nas może odnaleźć w sobie rysy „człowieka masowego”. I może właśnie dlatego ta lektura jest tak potrzebna. Nie mam wątpliwości: „Bunt mas” zdobywa miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Nie dlatego, że jest klasykiem. Nie dlatego, że wypada ją znać. Ale dlatego, że wciąż mówi rzeczy ważne.

Niektóre lektury traktujemy jak intelektualny obowiązek – klasyka, którą warto znać, choćby po to, by móc odhaczyć ją na liście „ważnych dzieł XX wieku”. Inne z kolei zaskakują swoją świeżością i aktualnością, mimo że powstały w zupełnie innej epoce. Czytając je, trudno oprzeć się wrażeniu, że autor siedzi obok nas i komentuje współczesne wiadomości. „Bunt mas” José Ortegi y Gasseta to książka, która zamiast pokrywać się kurzem, zdaje się mówić coraz donośniej. Autor bierze na warsztat zjawisko mas – nie jako tłumu na ulicy, ale jako pewien typ mentalności. Najmocniejsze w tej książce jest to, że autor nie krzyczy, nie moralizuje w tani sposób. On analizuje. Pokazuje, jak doszło do sytuacji, w której człowiek masowy – zadowolony z siebie, przekonany o swojej nieomylności – zaczyna dominować przestrzeń publiczną. I nie chodzi tu o potępienie „zwykłych ludzi”. Chodzi o ostrzeżenie przed przeciętnością, która przestaje być punktem wyjścia, a staje się normą i ambicją.

„Bunt mas” to książka z pogranicza filozofii, socjologii i psychologii społecznej. Ale czyta się ją zaskakująco dobrze. Styl Ortegi ma w sobie coś hipnotyzującego. Jest klarowny, momentami ironiczny, a przede wszystkim – bezkompromisowy. Autor nie boi się stawiać odważnych tez. Zdecydowanie lektura ta wymaga skupienia. Czasem trzeba wrócić do akapitu, przeczytać go jeszcze raz, zastanowić się. Ale to ten dobry rodzaj wysiłku – taki, który zostawia ślad. „Bunt mas” nie daje gotowych odpowiedzi. Raczej prowokuje do pytań. Kim jestem – częścią masy czy kimś, kto próbuje wyjść poza przeciętność? Czy korzystam z dorobku kultury świadomie, czy tylko konsumuję go bezrefleksyjnie?

Cenię książki, które nie tylko dostarczają wiedzy, ale też uruchamiają wewnętrzny dialog. A dzieło Ortegi robi to bezbłędnie. To jedna z tych pozycji, po których trudno wrócić do bezmyślnego scrollowania świata. Zostaje w głowie. I uwiera – w najlepszym możliwym sensie. Warto też docenić, że mimo filozoficznego rodowodu, „Bunt mas” nie jest zamknięty w hermetycznym języku akademii. Owszem, czuć tu intelektualny ciężar, ale autor pisze z pasją i zaangażowaniem. Nie tworzy dla wąskiego grona specjalistów. Tworzy dla każdego, kto chce zrozumieć mechanizmy rządzące społeczeństwem.

To książka, która wymaga odwagi – bo łatwo poczuć się w niej niekomfortowo. Ortega nie oszczędza nikogo. Każdy z nas może odnaleźć w sobie rysy „człowieka masowego”. I może właśnie dlatego ta lektura jest tak potrzebna. Nie mam wątpliwości: „Bunt mas” zdobywa miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Nie dlatego, że jest klasykiem. Nie dlatego, że wypada ją znać. Ale dlatego, że wciąż mówi rzeczy ważne. I robi to z siłą, której nie osłabił czas. Jeśli szukacie książki, która nie pogłaszcze po głowie, lecz potrząśnie za ramiona – sięgnijcie po Ortegę. Może się okazać, że największy bunt, o jakim pisze, zaczyna się nie na ulicy, lecz w naszej własnej głowie.

Książka pt. „Bunt mas” ukazała się nakładem Wydawnictwa Replika

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…