Małgorzata Czyńska świetnie uchwyciła ten moment pomiędzy końcem a początkiem. Pomiędzy stratą a nadzieją. Pomiędzy odbudową a światem, który dopiero miał pokazać swoją prawdziwą twarz. To opowieść o kulturze, ale też o ludziach, którzy mimo zmęczenia i doświadczeń wojny chcieli nadal tworzyć. Pisać. Wystawiać spektakle. Kręcić filmy. Rozmawiać. Być razem.
Podróże bywają różne. Jedne prowadzą przez mapy i kilometry, inne przez wspomnienia, historie i miejsca zapisane w ludzkich losach. Z „Pisz do mnie na Łódź!” Małgorzaty Czyńskiej było właśnie tak. Już od pierwszych stron dałem się zaprosić do miasta wyjątkowego – pełnego rozmów, twórczej energii i ludzi, którzy próbowali układać świat od nowa. To opowieść, którą otwiera się z ciekawością, a zamyka z poczuciem, że właśnie odwiedziło się Łódź w jej niezwykłym, niepowtarzalnym momencie – takim, który trwał krótko, ale zostawił po sobie historię, która warto zapamiętać.
Powojenna Polska najczęściej kojarzy się z ruinami Warszawy i wielkim wysiłkiem odbudowy. I słusznie. Ale Małgorzata Czyńska kieruje wzrok czytelnika tam, gdzie przez kilka niezwykłych lat naprawdę biło kulturalne serce kraju – do Łodzi. Do miasta kominów, fabryk, kamienic i ulic, które nagle zaczęły tętnić literaturą, teatrem, filmem, radiem i sztuką. Miasta, które nieformalnie stało się centrum polskiej kultury.
Autorka robi to w sposób, który od razu przypadł mi do gustu. Nie tworzy suchego historycznego wykładu. Nie zasypuje datami i nie zamienia tej opowieści w podręcznik. Zamiast tego prowadzi nas przez Łódź jak świetna przewodniczka – z uważnością, z wyczuciem i z talentem do opowiadania. Czuć, że to nie tylko temat dobrze poznany, ale też naprawdę przeżyty.
To właśnie w tej książce najmocniej działa: atmosfera. Czyta się o Piotrkowskiej i Grand Hotelu, o mieszkaniach, redakcjach i miejscach spotkań, a po chwili ma się wrażenie, jakby siedziało się obok przy stoliku i słuchało rozmów ludzi, którzy właśnie próbują odbudować nie tylko kraj, ale też swoje zawodowe i osobiste życie. Julian Tuwim, Zofia Nałkowska, Jan Brzechwa, Leon Schiller, Władysław Broniewski i wielu innych nie są tu nazwiskami z encyklopedii. Stają się bohaterami tej opowieści – prawdziwymi, bliskimi, ze swoimi marzeniami, emocjami i codziennością.
Bardzo podobało mi się to, że Czyńska pokazuje Łódź pełną kontrastów. Z jednej strony energia tworzenia, entuzjazm, poczucie, że mimo tragedii można zacząć od nowa. Z drugiej – narastający cień polityki i propagandy, który z każdym kolejnym rokiem coraz wyraźniej zagląda do świata kultury. To napięcie zostało pokazane bardzo naturalnie. Bez przesady, bez ocen na siłę. Dzięki temu czytelnik może sam wejść w ten czas i poczuć jego złożoność.
I jeszcze jedno – język. Ta książka naprawdę dobrze brzmi. Jest w niej lekkość gawędy, ale też konkret i świetnie dobrane szczegóły. Autorka wie, kiedy zatrzymać się przy jakimś obrazie, kiedy przytoczyć historię, a kiedy zrobić miejsce dla bohaterów epoki. To sprawia, że czyta się z dużą przyjemnością. Strony mijają szybko, a jednocześnie człowiek co chwilę zatrzymuje się przy jakimś fragmencie i myśli: „No właśnie – o tym nigdy wcześniej nie słyszałem” albo „Jak dobrze, że ktoś o tym opowiedział”.
Dla mnie to również książka o chwilach przejściowych. O momentach, które miały być tylko tymczasowe, a zostawiły po sobie legendę. Ludzie przyjechali do Łodzi „na chwilę”, bo Warszawa była zniszczona. Nikt nie zakładał, że właśnie tam stworzy się coś tak intensywnego i ważnego. A jednak przez kilka lat wydarzyło się tam naprawdę wiele. I ta świadomość przemijania nadaje całej opowieści dodatkowej siły.
Małgorzata Czyńska świetnie uchwyciła ten moment pomiędzy końcem a początkiem. Pomiędzy stratą a nadzieją. Pomiędzy odbudową a światem, który dopiero miał pokazać swoją prawdziwą twarz. To opowieść o kulturze, ale też o ludziach, którzy mimo zmęczenia i doświadczeń wojny chcieli nadal tworzyć. Pisać. Wystawiać spektakle. Kręcić filmy. Rozmawiać. Być razem.
A ja bardzo lubię książki, które potrafią nie tylko opowiedzieć historię, ale też sprawić, że człowiek chce zajrzeć głębiej. Poszukać zdjęć dawnych ulic. Przypomnieć sobie nazwiska. Pomyśleć o mieście inaczej niż dotąd. „Pisz do mnie na Łódź!” właśnie to robi. Otwiera drzwi do miejsca, które było centrum wydarzeń, choć dziś nie zawsze się o tym pamięta. I dlatego z przyjemnością przyznaję tej książce miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To pozycja, która wnosi do czyt-NIKowej biblioteczki prawdziwą wartość – świetnie opowiedzianą historię, fascynujących bohaterów i klimat miasta, które przez chwilę było stolicą kultury. Książka mądra, ale bardzo przystępna. Pełna życia, szczegółów i emocji. Taka, którą czyta się z ciekawością, a potem jeszcze długo nosi w myślach.
Jeśli lubicie literaturę faktu z duszą, opowieści o ludziach kultury i książki, które przywracają pamięć o miejscach ważnych, ale czasem trochę zapomnianych – koniecznie wybierzcie się z Małgorzatą Czyńską do powojennej Łodzi. Naprawdę warto tam zajrzeć. I zostać na dłużej.
Książka pt. "Pisz do mnie na Łódź!” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

