To książka o władzy. Ale też o strachu. Bo w „Neronie” praktycznie każdy się boi. Jedni utraty pozycji. Inni śmierci. Jeszcze inni zdrady. Autor świetnie pokazuje, że imperium budowane na terrorze wcześniej czy później zaczyna pożerać samo siebie. I właśnie dlatego ta historia, mimo że osadzona dwa tysiące lat temu, wydaje się momentami zaskakująco aktualna.
Historia potrafi być fascynująca, ale równie często bywa podana w sposób, który odbiera jej całe życie. Daty mieszają się z nazwiskami, polityczne układy zaczynają przypominać labirynt, a czytelnik momentami bardziej analizuje tekst, niż naprawdę wchodzi w opowieść. Conn Iggulden robi coś zupełnie odwrotnego. Bierze starożytny Rzym i zamienia go w miejsce duszne, brutalne, pełne napięcia oraz walki o władzę, w której nikt nie może czuć się bezpiecznie. Tak właśnie zaczyna się „Neron” — pierwszy tom trylogii poświęconej jednemu
z najbardziej mrocznych i fascynujących tyranów w dziejach świata. I już po kilkunastu stronach wiedziałem jedno — to nie będzie grzeczna opowieść o cesarstwie. To będzie literacka walka o przetrwanie.
Conn Iggulden od lat udowadnia, że potrafi pisać o historii tak, by czytelnik czuł kurz bitew, zapach krwi i ciężar politycznych decyzji. Tym razem bierze na warsztat Rzym. Ale nie ten marmurowy, majestatyczny i pocztówkowy. Tu Rzym jest duszny, brutalny, przeżarty strachem i żądzą władzy. To miejsce, gdzie jeden fałszywy krok może skończyć się śmiercią, a lojalność kosztuje więcej niż złoto. I właśnie w takim świecie poznajemy Agrypinę. To ona jest prawdziwym sercem tej historii. Kobieta inteligentna, niebezpieczna, zdeterminowana i świadoma tego, że w cesarskiej rodzinie uczucia są luksusem, na który mało kto może sobie pozwolić. Iggulden pokazuje ją fenomenalnie — nie jako papierową postać z podręcznika, ale jako matkę gotową zrobić absolutnie wszystko, by ochronić swojego syna. Nawet jeśli oznacza to wejście w świat manipulacji, zdrad i politycznych gier.
A tym synem jest oczywiście Neron. I właśnie tutaj autor wykonuje kawał kapitalnej roboty. Bo „Neron” nie opowiada jeszcze o potworze, którego znamy z historii. Nie dostajemy od razu szalonego tyrana rozkazującego podpalić Rzym. Dostajemy dziecko. Chłopca wychowującego się w atmosferze strachu, przemocy i obsesji władzy. Dzięki temu ta historia staje się jeszcze bardziej niepokojąca. Czytelnik cały czas ma z tyłu głowy świadomość, kim ten chłopiec się stanie. I właśnie dlatego każda scena nabiera dodatkowego ciężaru. To trochę jak obserwowanie nadciągającej katastrofy.
Conn Iggulden genialnie buduje napięcie. Nie potrzebuje ciągłych bitew ani tanich zwrotów akcji. Tutaj najbardziej przerażające są rozmowy prowadzone szeptem, spojrzenia przy stole czy decyzje podejmowane za zamkniętymi drzwiami. Autor doskonale rozumie, że największą bronią w cesarskim Rzymie nie był miecz, lecz wpływy.
Ogromnym atutem tej książki jest klimat. Naprawdę czuć, że człowiek zanurza się w starożytnym świecie. Ulice Rzymu są brudne i niebezpieczne, pałace pełne intryg, a ludzie żyją w ciągłym napięciu. Tutaj nikt nie może czuć się bezpiecznie. Nawet ci stojący najwyżej. I właśnie dlatego tę książkę czyta się momentami jak rasowy thriller polityczny.
Nie ma tu miejsca na nudę. Nawet jeśli akcja na chwilę zwalnia, to czytelnik ma świadomość, że pod powierzchnią cały czas coś się gotuje. Że ktoś planuje zdradę. Że ktoś za chwilę zniknie. Że jeden rozkaz może zmienić wszystko. Bardzo podoba mi się też to, że autor nie robi z historii suchego wykładu. Nie zasypuje czytelnika datami ani encyklopedyczną wiedzą. Wszystko podane jest naturalnie, lekko i bardzo filmowo. Człowiek nie ma wrażenia, że „uczy się historii”. On ją przeżywa. A to ogromna różnica.
Conn Iggulden ma niezwykły talent do tworzenia scen, które zostają w głowie. Nie chodzi nawet o wielkie wydarzenia, ale o emocje. O napięcie między bohaterami. O momenty, w których wiadomo, że ktoś właśnie przekroczył granicę, zza której nie będzie już powrotu.
To książka o władzy. Ale też o strachu. Bo w „Neronie” praktycznie każdy się boi. Jedni utraty pozycji. Inni śmierci. Jeszcze inni zdrady. Autor świetnie pokazuje, że imperium budowane na terrorze wcześniej czy później zaczyna pożerać samo siebie. I właśnie dlatego ta historia, mimo że osadzona dwa tysiące lat temu, wydaje się momentami zaskakująco aktualna. Nie da się też nie wspomnieć o samym stylu autora. Iggulden pisze dynamicznie, obrazowo i bardzo przystępnie. Nie komplikuje na siłę. Nie próbuje udowadniać czytelnikowi, jak bardzo jest erudycyjny. On po prostu opowiada historię. I robi to tak dobrze, że człowiek nagle orientuje się, iż minęła północ, a on nadal mówi sobie: „jeszcze jeden rozdział”. Właśnie takie książki uwielbiam najbardziej.
Takie, które wciągają bez reszty. Które sprawiają, że człowiek zaczyna googlować historyczne postacie, szukać informacji i jeszcze długo po skończonej lekturze myśli o bohaterach. „Neron” dokładnie taki jest.
Co ważne, to dopiero początek trylogii. I już teraz widać, że Conn Iggulden buduje coś naprawdę wielkiego. Fundament pod historię o narodzinach tyrana został położony znakomicie. Jest napięcie, są emocje, są świetnie napisani bohaterowie i ten charakterystyczny mrok wiszący nad całą opowieścią. Aż chce się natychmiast sięgnąć po kolejny tom.
Nie mam też wątpliwości, że książka przypadnie do gustu nawet osobom, które na co dzień nie sięgają po powieści historyczne. Bo to nie jest historia zamknięta w muzealnej gablocie. To żywa, brutalna i niezwykle emocjonująca opowieść o ludziach gotowych zrobić wszystko dla przetrwania i władzy.
Conn Iggulden po raz kolejny pokazuje klasę. Udowadnia, że jest jednym z najciekawszych autorów powieści historycznych współczesnego rynku i doskonale wie, jak połączyć fakty historyczne z literackim rozmachem.
„Neron” nie jest tylko książką o cesarstwie rzymskim. To historia o ambicji, manipulacji, rodzinnych toksynach i świecie, w którym człowiek albo uczy się walczyć, albo ginie. Ta powieść zdobywa moje pełne czytelnicze uznanie. I bez najmniejszych wątpliwości znajduje swoje należne miejsce na półce NIK — Najlepszych Interesujących Książek. Bo to właśnie jedna z tych historii, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną. One zostają z człowiekiem na długo.
Książka pt. "Neron" ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

