Największą siłą „Tyrana” jest jednak nie sama akcja, ale sposób, w jaki autor pokazuje narodziny potwora. Bo przecież każdy zna imię Neron. Wiadomo, z czym się kojarzy. Szaleństwo. Okrucieństwo. Władza absolutna. Problem polega na tym, że historia często pokazuje gotowego tyrana, a Iggulden robi coś znacznie ciekawszego — pokazuje proces. Powolne dojrzewanie chłopca do roli człowieka, którego świat zapamięta jako symbol zepsucia i terroru.
Historia potrafi być podana tak, że człowiek po kilku stronach zaczyna walczyć z sennością i mimowolnie odpływa myślami gdzieś daleko od książki. Na szczęście Conn Iggulden robi coś zupełnie odwrotnego. Bierze przeszłość, wrzuca ją w sam środek ognia i sprawia, że czytelnik czuje zapach spalonego Rzymu, słyszy szczęk ostrzy i niemal siedzi przy stole pełnym politycznych intryg. „Tyran”, drugi tom trylogii „Neron”, to dokładnie taka książka. Nie czyta się jej dla samej historii. Czyta się ją dla emocji. Dla napięcia. Dla tego niepokojącego uczucia, że w starożytnym Rzymie każdy uśmiech może oznaczać wyrok śmierci.
Już od pierwszych stron Iggulden pokazuje, że nie zamierza nikogo oszczędzać. Nie ma tu miejsca na spokojne wprowadzenie czy delikatne budowanie atmosfery. Rzym żyje brutalnością. Ktoś umiera, ktoś knuje, ktoś zdradza, ktoś właśnie przygotowuje truciznę albo ostrzy nóż. I właśnie dlatego tak trudno się od tej książki oderwać.
Największą siłą „Tyrana” jest jednak nie sama akcja, ale sposób, w jaki autor pokazuje narodziny potwora. Bo przecież każdy zna imię Neron. Wiadomo, z czym się kojarzy. Szaleństwo. Okrucieństwo. Władza absolutna. Problem polega na tym, że historia często pokazuje gotowego tyrana, a Iggulden robi coś znacznie ciekawszego — pokazuje proces. Powolne dojrzewanie chłopca do roli człowieka, którego świat zapamięta jako symbol zepsucia i terroru.
To właśnie ten młody Neron jest tutaj najbardziej fascynujący. Jeszcze niepewny. Jeszcze chwilami zagubiony. Jeszcze próbujący odnaleźć siebie pomiędzy naukami Seneki, oczekiwaniami matki a brutalnymi realiami cesarskiego dworu. Autor świetnie oddaje moment, w którym niewinność zaczyna przegrywać z ambicją. I robi to tak naturalnie, że człowiek momentami łapie się na tym, iż naprawdę współczuje przyszłemu tyranowi.
Ale prawdziwą królową tej książki jest Agrypina. To kobieta, która mogłaby uczyć manipulacji największych polityków świata. Bezwzględna, inteligentna, zimna i niebezpieczna. Każde jej wejście do fabuły powoduje napięcie. Nigdy nie wiadomo, co planuje, komu właśnie podpisuje wyrok i ile warstw ukrywa kolejny uśmiech. Iggulden fenomenalnie buduje jej postać. To nie papierowa antagonistka, ale kobieta napędzana obsesją władzy. Kobieta, która zrobi absolutnie wszystko, by jej syn zasiadł na tronie. I właśnie relacja Nerona z Agrypiną jest jednym z najmocniejszych elementów tej powieści. To toksyczna więź pełna manipulacji, kontroli i politycznej gry. Miłość miesza się tutaj ze strachem, a rodzinne relacje bardziej przypominają pole bitwy niż dom. Autor pokazuje, że w świecie cesarskiego Rzymu nawet najbliżsi potrafili być śmiertelnym zagrożeniem.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie również klimat książki. Iggulden nie tworzy sterylnej historycznej makiety. Jego Rzym żyje. Jest brudny, duszny, brutalny i niebezpieczny. Człowiek podczas lektury niemal czuje kurz ulic, smród kanałów i napięcie wiszące nad pałacem cesarskim. To właśnie ten realizm sprawia, że historia wciąga tak mocno.
Autor ma też ogromny talent do pisania scen politycznych. I to takich, które naprawdę ekscytują. Normalnie rozmowy o wpływach, układach czy sukcesji tronu mogłyby usypiać po kilku stronach. Tutaj działają jak thriller. Każda decyzja ma konsekwencje. Każde słowo może kogoś zabić. Każde spotkanie jest jak partia szachów rozgrywana ostrzem miecza. Nie zabrakło również scen batalistycznych i przemocy, ale Iggulden nie epatuje nimi bez sensu. Brutalność ma tutaj znaczenie. Pokazuje świat, w którym życie ludzkie często było jedynie pionkiem w wielkiej grze o władzę. Dzięki temu „Tyran” nie jest tanią sensacją przebraną w historyczny kostium, ale naprawdę mocną opowieścią o tym, jak rodzi się tyrania.
Bardzo podoba mi się również tempo tej książki. Ponad pięćset stron mija błyskawicznie. Autor doskonale wyczuwa momenty, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy pozwolić czytelnikowi zanurzyć się w rozmowach i politycznych intrygach. Nie ma tu dłużyzn. Nie ma poczucia, że coś napisano tylko po to, by zwiększyć objętość powieści. Wszystko ma swoje miejsce.
Warto też docenić styl Igguldena. Jest lekki, dynamiczny i bardzo filmowy. Autor nie sili się na sztuczny, napompowany język mający udawać „wielką literaturę historyczną”. Dzięki temu książkę czyta się znakomicie. Dialogi są żywe, bohaterowie wyraziści, a sceny pełne emocji. To jedna z tych powieści, przy których człowiek mówi sobie: „Jeszcze tylko jeden rozdział”, po czym nagle okazuje się, że jest druga w nocy. I właśnie za to cenię Conn’a Igguldena najbardziej. On nie pisze historii zamkniętej w muzealnej gablocie. On sprawia, że przeszłość oddycha. Że starożytny Rzym przestaje być zbiorem dat i nazwisk, a staje się miejscem pełnym ludzi owładniętych żądzą władzy, strachem i ambicją.
„Tyran” to także świetny przykład tego, że powieść historyczna może być jednocześnie inteligentna i piekielnie wciągająca. Nie trzeba wybierać między literacką jakością a emocjami. Iggulden udowadnia, że można połączyć jedno z drugim.
Po skończeniu lektury zostało mi jedno mocne odczucie: ogromna chęć sięgnięcia po kolejny tom. I to chyba najlepsza rekomendacja, jaką można wystawić książce. Bo „Tyran” nie jest tylko opowieścią o Neronie. To historia o władzy, która pożera ludzi. O ambicji silniejszej niż moralność. O świecie, w którym przetrwają wyłącznie ci, którzy potrafią być bardziej bezwzględni od innych.
Conn Iggulden po raz kolejny udowadnia, że należy do absolutnej czołówki autorów powieści historycznych. Jeśli ktoś szuka książki pełnej emocji, zdrad, politycznych gierek i bohaterów balansujących pomiędzy człowieczeństwem a potwornością — „Tyran” będzie strzałem idealnym.
Ta książka zdobywa moje pełne czytelnicze uznanie i bezapelacyjnie znajduje należne miejsce na półce NIK — Najlepszych Interesujących Książek. Bo właśnie takie historie zostają z człowiekiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Książka pt. "Tyran" ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

