O kawie, która smakuje nadzieją. O porankach, które przychodzą po najtrudniejszych nocach
Z wielkim zachwytem, radością i szczerym uznaniem wobec pisarskiego kunsztu Nataszy Sochy mogę napisać jedno: ta książka zdecydowanie zasługuje na miano NIK — Najlepszej Interesującej Książki. I z pełnym przekonaniem trafia na półkę czyt-NIKowej biblioteczki jako historia piękna, poruszająca i zostająca w sercu na długo. A kiedy zamkniecie ostatnią stronę… być może sami nabierzecie ochoty, by następnego poranka usiąść z kubkiem kawy i pomyśleć o tym, jak wiele w życiu potrafi zmienić czyjaś obecność.
Od pierwszych stron niektóre książki chwytają za serce delikatnie, niemal niepostrzeżenie. Inne robią to zdecydowanie mocniej — bez uprzedzenia, bez pytania o gotowość, po prostu siadają obok czytelnika i zaczynają opowiadać o tym, co w życiu najbardziej kruche, bolesne i prawdziwe. Taka właśnie okazała się dla mnie powieść Nataszy Sochy „Obiecaj, że będziesz pić kawę o poranku”.
To było moje kolejne spotkanie z twórczością autorki i po raz kolejny miałem poczucie, że wchodzę do świata stworzonego z niezwykłą uważnością. Świata pełnego emocji, prawdy i ludzi z krwi i kości. Natasza Socha ma wyjątkowy dar opowiadania o rzeczach trudnych w sposób, który nie przytłacza, ale pozwala przeżyć je naprawdę. Nie upraszcza. Nie osładza rzeczywistości. Nie próbuje na siłę pocieszać. A jednocześnie zostawia w sercu coś ciepłego. Coś, co zostaje długo po zamknięciu książki.
Punkt wyjścia tej historii nie należy do lekkich. Małgorzata i Adam poznają się w miejscu, w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Zakład opiekuńczo-leczniczy — przestrzeń zawieszona między codziennością a bólem, między zmęczeniem a nadzieją. Ona odwiedza męża po udarze. On czuwa przy żonie wyniszczanej przez chorobę. Oboje wierni swoim bliskim. Oboje zmęczeni walką, którą toczą każdego dnia. Oboje próbujący nie rozsypać się pod ciężarem tego, czego życie od nich wymaga.
Brzmi jak historia trudna? Tak. Ale Natasza Socha potrafi zbudować ją tak, że nie przygniata. Wręcz przeciwnie — wciąga od pierwszych stron i nie pozwala przestać czytać. Jest w tej książce ogromna kreatywność. I nie mam tu na myśli efektownych zwrotów akcji czy literackich fajerwerków. Chodzi o sposób, w jaki autorka konstruuje relacje i napięcie emocjonalne. Jak tworzy przestrzeń między bohaterami. Jak z ciszy, spojrzeń, rozmów przy gorzkiej kawie i zwykłych gestów buduje historię, która z każdą stroną coraz mocniej rozgrzewa czytelnicze emocje do czerwoności. Bo ta książka naprawdę pulsuje emocjami.
To opowieść o lojalności i o tym, że serce nie zawsze pyta o zgodę. O poczuciu obowiązku, które ściera się z potrzebą bliskości. O samotności odczuwanej nawet wtedy, gdy siedzi się tuż obok drugiego człowieka. O nadziei, która pojawia się w najmniej spodziewanym momencie. O uczuciach, których nie planujemy i których czasem wcale nie chcemy dopuścić do głosu.
Autorka świetnie pokazuje ten wewnętrzny konflikt. Bez oceniania. Bez stawiania łatwych odpowiedzi. Po prostu pozwala bohaterom być ludźmi. Zagubionymi, zmęczonymi, pełnymi sprzeczności, a przez to niezwykle prawdziwymi. I właśnie dlatego tak mocno im się kibicuje.
Małgorzata i Adam nie są papierowymi postaciami. Ich emocje brzmią autentycznie. Ich rozmowy mają ciężar doświadczenia. Ich milczenie mówi czasem więcej niż całe dialogi. To bohaterowie, których się rozumie. Których chce się słuchać. Przy których czytelnik przystaje na chwilę i zaczyna myśleć również o własnym życiu — o bliskości, wdzięczności, stracie i o tym, jak nieprzewidywalne bywają ludzkie drogi.
Bardzo cenię w tej książce również to, że mimo trudnego tematu nie brakuje w niej światła. Nie jest to historia pogrążona wyłącznie w smutku. Wręcz przeciwnie — pojawia się tu wiele momentów czułości, ciepła i zwyczajnej ludzkiej obecności. Takiej, która potrafi uratować dzień. Takiej, która daje oddech.
A kawa? Kawa w tej historii ma smak symboliczny. Poranek nie jest przecież tylko początkiem dnia. To także znak, że po najciemniejszej nocy nadal można otworzyć oczy. Nadal można spróbować jeszcze raz. Nadal można zaufać, że przed nami coś dobrego.
Natasza Socha pisze z ogromnym wyczuciem. Jej styl jest lekki tam, gdzie potrzeba oddechu, i mocny tam, gdzie emocje powinny wybrzmieć pełnią. Pięknie prowadzi narrację. Dba o rytm. Nie spieszy się z historią, ale też nie pozwala czytelnikowi się od niej oderwać. A to połączenie naprawdę robi wrażenie. Dla mnie było to prawdziwe czytelnicze święto.
Kolejne spotkanie z twórczością Nataszy Sochy okazało się ucztą, w której z przyjemnością zanurzyłem się bez reszty. I jestem przekonany, że powinni wziąć w niej udział wszyscy czytelnicy złaknieni porywów serca — takich prawdziwych, poruszających, nieoczywistych. Takich, które wywołują uśmiech, wzruszenie i refleksję jednocześnie.
„Obiecaj, że będziesz pić kawę o poranku” to opowieść, która przypomina, że nawet najbardziej połamane skrzydła można próbować skleić. Że człowiek potrafi odnaleźć siłę wtedy, kiedy wydaje się, że już jej nie ma. I że czasem jedno spotkanie potrafi odmienić więcej, niż jesteśmy w stanie przewidzieć.
Z wielkim zachwytem, radością i szczerym uznaniem wobec pisarskiego kunsztu Nataszy Sochy mogę napisać jedno: ta książka zdecydowanie zasługuje na miano NIK — Najlepszej Interesującej Książki. I z pełnym przekonaniem trafia na półkę czyt-NIKowej biblioteczki jako historia piękna, poruszająca i zostająca w sercu na długo. A kiedy zamkniecie ostatnią stronę… być może sami nabierzecie ochoty, by następnego poranka usiąść z kubkiem kawy i pomyśleć o tym, jak wiele w życiu potrafi zmienić czyjaś obecność.
Książka pt. „Obiecaj, że będziesz pić kawę o poranku” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło