Znaki życia, które zostają pod skórą
Widać tu literacką świadomość, pomysł na opowieść i – co najważniejsze – szacunek do czytelnika. To książka, która nie próbuje przypodobać się wszystkim, ale właśnie dzięki temu trafia bardzo celnie. Z pełnym przekonaniem mogę napisać, że to bardzo ciekawy debiut zasługujący na docenienie. I tak, z nieskrywaną chęcią sięgnę po drugi tom oraz kolejne książki Wioletty Milewskiej, bo ten literacki głos zdecydowanie warto śledzić.
Czasem trafia się lektura, po którą sięga się zupełnie bez presji i wielkich zapowiedzi, ot tak – z ciekawości albo z potrzeby chwili. A potem, gdzieś między kolejnymi rozdziałami, pojawia się to ciche zaskoczenie: coś zaczyna rezonować, emocje wchodzą głębiej, a historia przestaje być tylko opowieścią na papierze. Nagle okazuje się, że nie tyle ją czytasz, co w nią wchodzisz, pozwalasz jej działać i zostawać na dłużej. Dokładnie tak było w moim przypadku z pierwszym tomem powieści „Znaki życia” autorstwa Wioletty Milewskiej. To obyczajowy debiut, który nie udaje niczego, czym nie jest, a jednocześnie potrafi zaskoczyć dojrzałością, emocjonalną intensywnością i wyjątkowym wyczuciem czytelnika. I to wyczuciem bardzo ludzkim – bez zadęcia, bez moralizowania, bez literackiej pozy.
Mazurska wieś, trzy kobiety i poczucie samotności, które łączy mocniej niż jakiekolwiek rodzinne więzy. Brzmi znajomo? Być może. Ale Wioletta Milewska idzie o krok dalej i z tej pozornie prostej konstrukcji buduje historię, która zdobywa czytelnicze serca właśnie dzięki swojej autentyczności. Malwina, Sylwia i Wiktoria nie są figurami z tezy ani bohaterkami „pod czytelniczy gust”. To kobiety z krwi i kości, z lękami, słabościami, niespełnieniami i nadzieją, która czasem ledwo tli się pod popiołem codzienności. Malwina walczy z uzależnieniem i próbuje nie stracić związku, który dawno przestał być bezpieczną przystanią. Sylwia zmaga się z bólem – dosłownie i metaforycznie – z niepokojącymi objawami i tęsknotą za mężem, który częściej bywa w delegacjach niż w domu. Wiktoria dźwiga na barkach dom, gospodarstwo i relację, w której zawsze coś – lub ktoś – okazuje się ważniejszy niż ona. Każda z tych historii jest inna, ale wszystkie łączy jedno: ciche wołanie o zauważenie.
Ogromnym atutem „Znaków życia” jest kreatywność autorki w konstruowaniu fabuły. Milewska nie spieszy się, pozwala historii oddychać. Daje przestrzeń emocjom, codziennym gestom, drobnym pęknięciom, które z czasem zamieniają się w rysy na całym życiu. Styl jest płynny, obrazowy, ale nigdy przesadzony. Narracja prowadzi czytelnika pewną ręką, bez chaosu, a jednocześnie bez nudy. To proza, która nie krzyczy, a mimo to potrafi wywołać dreszcze emocji.
Na szczególne uznanie zasługuje odwaga w podejmowaniu tematów tabu. Uzależnienie, samotność w związku, choroba, duchowa pustka – wszystko to pojawia się tu bez lukru i bez taniej sensacji. Co więcej, autorka wplata w fabułę subtelne wątki mistyczne, które nie dominują historii, ale dodają jej niepokoju i głębi. To właśnie one sprawiają, że „Znaki życia” nie są jedynie realistycznym zapisem codzienności, lecz opowieścią z pogranicza tego, co namacalne i tego, co trudno nazwać.
Przyznam szczerze, że książkę czyta się bardzo dobrze – momentami wręcz jednym tchem. Są sceny, które zostają w głowie na dłużej, są dialogi, które brzmią jak podsłuchane rozmowy sąsiadów, i są fragmenty, przy których czytelnik na chwilę odkłada książkę, żeby zebrać myśli. To najlepszy dowód na to, że styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na najwyższe czytelnicze noty.
Jak na debiut, „Znaki życia” robią ogromne wrażenie. Widać tu literacką świadomość, pomysł na opowieść i – co najważniejsze – szacunek do czytelnika. To książka, która nie próbuje przypodobać się wszystkim, ale właśnie dzięki temu trafia bardzo celnie. Z pełnym przekonaniem mogę napisać, że to bardzo ciekawy debiut zasługujący na docenienie. I tak, z nieskrywaną chęcią sięgnę po drugi tom oraz kolejne książki Wioletty Milewskiej, bo ten literacki głos zdecydowanie warto śledzić.
Na koniec pieczątka, którą stawiam tylko wtedy, gdy naprawdę czuję, że książka na nią zapracowała: „Znaki życia” zasłużenie zdobywają miano NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Jeśli szukacie powieści obyczajowej, która porusza, zostawia ślad i nie boi się trudnych tematów – to jest bardzo dobry adres.
Książka pt. „Znaki życia. Tom 1” dostępna jest księgarni Kredens Literacki