Kiedy mgła wdziera się do głowy
Największą siłą „Błędnych łąk” jest atmosfera. Gęsta jak mgła na polanie otoczonej kamiennymi wałami. Autor nie straszy tanimi chwytami. On buduje napięcie powoli, konsekwentnie, z wyczuciem. Każde niedopowiedzenie działa mocniej niż najbardziej krwawy opis. Każda cisza mówi więcej niż krzyk. I nawet teraz, gdy kreślę tę recenzję, moje emocje pulsują na wspomnienie tej czytelniczej przygody, do której zaprosił mnie autor. Bo to nie jest książka, którą się tylko czyta. To książka, którą się przeżywa.
Bywają historie, które po prostu umilają wieczór. Takie, które pozwalają na chwilę oderwać się od codzienności, ale gdy zamykamy okładkę, zostają za nami jak mijany krajobraz za oknem pociągu. Są też opowieści mocniejsze – wciągające, intensywne, budzące szybsze bicie serca. Jednak raz na jakiś czas trafia się książka, która robi coś więcej. Nie tylko angażuje. Ona przejmuje kontrolę. Wślizguje się do głowy niepostrzeżenie, rozpycha w myślach, uruchamia wyobraźnię w najmniej oczekiwanych momentach. Sprawia, że cisza w mieszkaniu zaczyna brzmieć podejrzanie, a zwykły trzask za oknem wywołuje nieproszony dreszcz.
Tak właśnie działa książka Jarosława Szczyżowskiego. „Błędne łąki” to nie jest lektura, którą odkłada się obojętnie na półkę. To historia, która zostaje – pod skórą, w oddechu, w napięciu mięśni. I nawet gdy próbujesz zająć myśli czymś innym, ona wraca. Mgłą. Echem kroków. Poczuciem, że coś czai się tuż obok, choć nie potrafisz tego nazwać.
Już od pierwszych stron czuć, że nie będzie to spokojna wycieczka po górskich szlakach. Głuchy trzask. Wołanie o pomoc. Cisza, która aż dzwoni w uszach. Autor nie bawi się w rozwlekłe wstępy – wrzuca nas w sam środek mgły, która spowija Izery, i każe iść naprzód, choć każdy instynkt podpowiada, by zawrócić. To napięcie nie jest chwilowe. Ono narasta, pulsuje, przykleja się do czytelnika jak wilgoć do górskiego powietrza.
Dwoje studentów etnologii znika w tajemniczych okolicznościach. Rok później dziennikarz Aleks Lipski próbuje rozwikłać zagadkę, której nie udźwignęła policja. Na miejscu spotyka Kaśkę – detektywkę amatorkę i youtuberkę, która swoją dociekliwością potrafi doprowadzić do szału, ale też zbliżyć się do prawdy bardziej niż niejeden zawodowiec. Brzmi jak klasyczny punkt wyjścia dla kryminału? Owszem. Ale to tylko pozory.
Szczyżowski bawi się konwencją. Z jednej strony mamy dosadny, momentami surowy kryminał. Z drugiej – gęsty, niepokojący klimat horroru, który sączy się między wierszami. Autor kapitalnie wykorzystuje lokalne wierzenia, ludowe podania i aurę Gór Izerskich. Tu naprawdę nikomu nie można ufać. Nawet własnemu umysłowi. I właśnie to jest w tej historii najbardziej przerażające – moment, w którym zaczynamy wątpić nie tylko w bohaterów, ale i w swoje własne interpretacje.
Kreatywność autora w budowaniu tej opowieści zasługuje na ogromne uznanie. Każdy rozdział jest jak kolejny krok na szlaku. Niby idziemy naprzód, niby zbliżamy się do celu, ale coraz bardziej czujemy, że wszystkie drogi prowadzą w to samo miejsce. I nie jest to miejsce, do którego chcielibyśmy dotrzeć po zmroku.
Największą siłą „Błędnych łąk” jest atmosfera. Gęsta jak mgła na polanie otoczonej kamiennymi wałami. Autor nie straszy tanimi chwytami. On buduje napięcie powoli, konsekwentnie, z wyczuciem. Każde niedopowiedzenie działa mocniej niż najbardziej krwawy opis. Każda cisza mówi więcej niż krzyk. I nawet teraz, gdy kreślę tę recenzję, moje emocje pulsują na wspomnienie tej czytelniczej przygody, do której zaprosił mnie autor. Bo to nie jest książka, którą się tylko czyta. To książka, którą się przeżywa.
Jeśli ktoś zna debiutanckie „Obserwatorium”, ten wie, że Szczyżowski już wtedy wysoko podniósł poprzeczkę. Pokazał, że potrafi stworzyć historię dopracowaną, mroczną i wciągającą. „Błędne łąki” udowadniają jednak, że można podnieść ją jeszcze wyżej. Widać tu większą pewność narracyjną, odwagę w prowadzeniu fabuły i jeszcze lepsze wyczucie rytmu. To autor, który nie stoi w miejscu – rozwija się, ryzykuje i wygrywa.
Warto również podkreślić wyjątkowość stylu pisarza. Naturalny, dynamiczny, bez zbędnego nadęcia. Narracja prowadzona jest w sposób, który sprawia, że strony znikają w zastraszającym tempie. Dialogi brzmią wiarygodnie, bohaterowie nie są papierowi, a ich decyzje – nawet te najbardziej irracjonalne – mają swoje uzasadnienie w emocjach i sytuacji. To sprawia, że łatwo się z nimi utożsamić, a jeszcze łatwiej – bać się o ich los.
Każdy miłośnik horroru i dosadnego kryminału znajdzie tu to wszystko, czego szukał. Jest tajemnica. Jest mrok. Jest napięcie, które nie odpuszcza aż do ostatniej strony. Jest też coś więcej – refleksja nad tym, jak cienka jest granica między racjonalnością a wiarą w to, czego nie potrafimy wyjaśnić.
Zatem możecie zaprzestać poszukiwań. Oto książka, która doskonale wkomponuje się w Wasze czytelnicze wymagania. Taka, która nie tylko zajmie należne miejsce w Waszej domowej biblioteczce, ale wyląduje na półce NIK – Najlepszych Interesujących. Bo „Błędne łąki” to nie jest kolejna historia o zaginięciu w górach. To opowieść o lęku, który rodzi się w ciszy. O prawdzie, która bywa bardziej przerażająca niż legenda. I o tym, że są szlaki, z których naprawdę lepiej zawrócić. Ale czy na pewno każdy z nas potrafi to zrobić?
Książka „Błędne łąki” ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Literanova