Wakacje, które pachną magią i zostają na zawsze
„Obóz harcersko-magiczny na Wydrze. Duch na bunkrach” to książka napisana z sercem, ale i z warsztatową świadomością. Taka, którą można polecić młodszym czytelnikom bez obaw, że dostaną coś banalnego. I taka, którą dorośli mogą czytać bez poczucia, że to lektura „nie dla nich”. Dlatego bez wahania przyznaję jej miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo to właśnie takie historie budują w nas czytelników na lata. Takie, które zaczynają się na mazurskiej polanie, a kończą… gdzieś głęboko w naszej pamięci.
Są takie historie, które kończą się wraz z ostatnią stroną. Zamykasz książkę, odkładasz ją na półkę i po kilku dniach zostaje po niej tylko mgliste wspomnienie. A są też takie, które wchodzą pod skórę, rozsiadają się wygodnie w pamięci i ani myślą z niej wychodzić. „Obóz harcersko-magiczny na Wydrze. Duch na bunkrach” Aleksandry Radko należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To opowieść, która nie ulatuje – ona zostaje. I to na długo. Już sam pomysł na fabułę zasługuje na uznanie. Mazurskie lasy, polana Wydra, harcerski obóz z elementami magii przyrody, słowiańskie demony, bunkry z przeszłością i duch, który wcale nie jest tylko straszakiem na dobranoc. Brzmi jak przepis na wakacyjną przygodę? Owszem. Ale Aleksandra Radko robi z tego coś więcej niż tylko lekką, sezonową historię. Buduje świat, który jest jednocześnie swojski i tajemniczy, bliski i niepokojący.
Autorka wykazała się ogromną kreatywnością w konstruowaniu tej opowieści. To nie jest historia zszyta z gotowych schematów. Tu każdy element ma swoje miejsce: magia nie jest dodatkiem, lecz integralną częścią rzeczywistości bohaterów. Słowiańskie motywy nie są ozdobą, ale fundamentem klimatu. Duch w bunkrach nie służy wyłącznie do podkręcania napięcia – jest częścią większej układanki, która stopniowo odsłania swoje znaczenia. Narracja prowadzona jest sprawnie, dynamicznie, ale bez pośpiechu.
Aleksandra Radko pozwala czytelnikowi poczuć zapach ogniska, chłód mazurskiego poranka i ten specyficzny dreszcz, gdy w ciemności słyszysz coś, czego nie potrafisz wyjaśnić. Styl jest przystępny, naturalny, momentami lekki, a kiedy trzeba – gęstnieje i nabiera mroku. Widać, że autorka ma wyczucie rytmu opowieści. Wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy zatrzymać się na chwilę, by pozwolić emocjom wybrzmieć. Choć mamy do czynienia z literaturą młodzieżową, to nie jest to książka „tylko dla młodzieży”. I piszę to jako ktoś, kto do nastolatków już dawno się nie zalicza. Nawet tak starszy jegomość jak ja może z czystą przyjemnością zanurzyć się w tej historii. Bo dobra opowieść nie zna metryki. Jeśli ma w sobie prawdę emocji, wiarygodnych bohaterów i autentyczne napięcie – broni się sama.
Bohaterowie tej historii nie są papierowi. Harcerze mają swoje lęki, wątpliwości, ale też odwagę i determinację. Kadra obozu nie jest tylko tłem – reaguje, działa, podejmuje decyzje. Pojawienie się Baśki, szamanki i znawczyni rytuałów, wprowadza do historii dodatkowy wymiar. Jej obecność nie jest efekciarskim zabiegiem, lecz logicznym rozwinięciem fabuły. To właśnie w takich momentach widać, że autorka przemyślała konstrukcję całej opowieści. Szczególne uznanie należy się sposobowi budowania napięcia. Zaczyna się niewinnie – dziwne odgłosy, lodowaty powiew wiatru, poczucie bycia obserwowanym. A potem historia stopniowo nabiera tempa. Duch nie jest tylko cieniem w tle. Staje się realnym zagrożeniem, a stawka rośnie z każdą stroną.
Zdecydowanie autorka nie epatuje grozą, nie próbuje na siłę straszyć. Zamiast tego buduje atmosferę, która działa subtelnie, ale skutecznie. Co ważne, pod warstwą przygodowo-magiczną kryje się coś jeszcze – opowieść o wspólnocie, odpowiedzialności i dojrzewaniu. O tym, że odwaga nie polega na braku strachu, lecz na działaniu mimo niego. O tym, że czasem trzeba zmierzyć się z przeszłością, by móc ruszyć dalej. I właśnie dlatego ta książka nie ulatuje. Bo oprócz emocji daje też refleksję.
Jak na debiut – to rzecz naprawdę imponująca. „Obóz harcersko-magiczny na Wydrze. Duch na bunkrach” to udany start literackiej drogi Aleksandry Radko. Jeśli tak wygląda jej pierwsze słowo, to przyszłość zapowiada się bardzo obiecująco. Widać tu potencjał, wyobraźnię i umiejętność prowadzenia czytelnika przez historię tak, by nie chciał z niej wychodzić. Styl, narracja oraz sposób budowania świata i napięcia zasługują na uznanie.
„Obóz harcersko-magiczny na Wydrze. Duch na bunkrach” to książka napisana z sercem, ale i z warsztatową świadomością. Taka, którą można polecić młodszym czytelnikom bez obaw, że dostaną coś banalnego. I taka, którą dorośli mogą czytać bez poczucia, że to lektura „nie dla nich”. Dlatego bez wahania przyznaję jej miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo to właśnie takie historie budują w nas czytelników na lata. Takie, które zaczynają się na mazurskiej polanie, a kończą… gdzieś głęboko w naszej pamięci.
Książka pt. „Obóz harcersko-magiczny na Wydrze. Duch na bunkrach” ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res