Odzyskana Sylvia. Prawda, która bolała zbyt mocno
Bez wątpienia „Kochając Sylvię Plath”to książka, która wzbudziła we mnie ogromne zainteresowanie i emocjonalne zaangażowanie. Czytałem wolno, odkładałem ją, wracałem, podkreślałem fragmenty. Czułem, że obcuję z czymś ważnym – nie tylko dla fanów Plath, ale dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć, jak powstają literackie mity i kto na nich zyskuje. To także książka o pamięci.
Po niektóre tytuły sięga się z wewnętrznym niepokojem. Już przed otwarciem pierwszej strony wiadomo, że to nie będzie bezpieczna, i tylko „ładna” lektura na jeden wieczór. To książki, które wchodzą głęboko, naruszają spokój, uruchamiają emocje, których nie da się zamknąć wraz z ostatnim zdaniem. Zostają pod powiekami, wracają w myślach, domagają się ciszy i uwagi długo po tym, gdy książka trafia na honorową półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek.
„Kochając Sylvię Plath” Emily van Duyne właśnie taka jest – intensywna i poruszająca do samego rdzenia. Piszę to jako czytelnik, który od lat interesuje się biografią i twórczością Sylvii Plath. Znam jej wiersze, wracałem do „Szklanego klosza”, zaglądałem do listów i dzienników, próbując zrozumieć jej głos i wrażliwość. Wydawało mi się, że mam solidne podstawy, by twierdzić, że historia Plath jest mi w jakimś sensie oswojona.
Ta książka szybko wyprowadziła mnie z błędu. Każda kolejna strona uświadamiała mi, jak wiele było przemilczeń, uproszczeń i wygodnych narracji. I jak bardzo się myliłem, sądząc, że wiem wystarczająco dużo. Ta biografia nie próbuje być „obiektywna” w chłodnym, akademickim sensie. Ona jest uczciwa. A uczciwość bywa niewygodna, bolesna i niewygodnie drażniąca.
Van Duyne robi coś, na co przez lata brakowało odwagi: zdejmuje Sylvię Plath z piedestału tragicznej poetki i oddaje jej głos jako kobiecie, twórczyni, partnerce, ofierze manipulacji. I robi to bez taniej sensacji, za to z ogromną uważnością. Przyznam otwarcie, że czytając tę książkę, czułem narastający gniew. Bo historia Sylvii i Teda Hughesa to nie jest romantyczny mit o dwojgu poetach spalających się w twórczym ogniu.
To opowieść o nierównej relacji, o pracy niewidzialnej, o kobiecie, która została sprowadzona do roli zaplecza geniuszu mężczyzny. Sylvia redagowała teksty Hughesa, negocjowała umowy, dbała o finanse, była jego agentką, sekretarką, menedżerką. Bez niej jego kariera wyglądałaby zupełnie inaczej. Najbardziej wstrząsające fragmenty dotyczą przemocy – tej fizycznej i tej symbolicznej. Utrata ciąży po pobiciu. Zdrada, gdy Sylvia walczyła o życie. Fakt, że Ted Hughes systematycznie kontrolował narrację po jej śmierci, cenzurował teksty, usuwał niewygodne fragmenty, budował legendę „poetki zmierzającej ku samobójstwu”, bo tak było mu wygodniej.
Czytałem tę książkę z ciężarem w klatce piersiowej. Bo to nie jest tylko historia sprzed dekad. To opowieść o tym, jak łatwo odebrać komuś głos – nawet po śmierci. Zdecydowanie ogromną siłą tej książki jest sposób, w jakim Emily van Duyne czyta Plath na nowo – przez jej własne teksty. Wiersze, listy, zapiski przestają być jedynie literackim świadectwem cierpienia, a stają się zapisem świadomości, buntu, wściekłości, potrzeby prawdy. Autorka nie narzuca interpretacji, ale prowadzi czytelnika za rękę, pokazując, jak bardzo Sylvia była świadoma tego, co ją spotyka. Jak bardzo nie pasuje do obrazu bezradnej, kruchej kobiety.
Bez wątpienia „Kochając Sylvię Plath”to książka, która wzbudziła we mnie ogromne zainteresowanie i emocjonalne zaangażowanie. Czytałem wolno, odkładałem ją, wracałem, podkreślałem fragmenty. Czułem, że obcuję z czymś ważnym – nie tylko dla fanów Plath, ale dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć, jak powstają literackie mity i kto na nich zyskuje. To także książka o pamięci.
Przyznam szczerze, że ta książka mnie poruszyła, zezłościła, zafascynowała i zmusiła do przewartościowania wielu rzeczy, które wydawały się oczywiste. To nie jest sucha analiza ani naukowy wykład. To żywa, pulsująca opowieść o Sylvii Plath, jakiej nie znaliśmy – albo jakiej nie chciano nam pokazać. Dlatego bez wahania przyznaję „Kochając Sylvię Plath” tytuł NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Za odwagę. Za rzetelność. Za empatię. Za to, że oddaje Sylvii to, co jej odebrano: prawdę i podmiotowość.
Książka pt. „Kochając Sylvię Plath” ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak Literanova