Wrocław spowity Cieniem. Debiut, który rozgrzewa krew
Edyta M. Matejko świetnie operuje napięciem. Akcja nie pędzi na oślep, ale też ani przez moment nie zwalnia do poziomu nudy. Każda scena ma swoje uzasadnienie, każdy wątek prowadzi do czegoś większego. Czytelnik nie dostaje wszystkiego na tacy. Musi czytać uważnie, wyciągać wnioski, podejrzewać i wątpić. A to w urban fantasy cenię najbardziej. Styl autorki zasługuje na uznanie. Narracja jest płynna, obrazowa, momentami wręcz filmowa.
Niektóre książki zaczynają się niewinnie – od spokojnego zdania, zwyczajnej sceny, bohaterki, która jeszcze nie przeczuwa, że jej świat za chwilę pęknie jak lustro. A potem przychodzi moment, w którym wszystko przyspiesza. Napięcie zagęszcza się jak mgła nad Odrą, serce bije szybciej, a czytelnik orientuje się, że właśnie przekroczył granicę między codziennością a mrokiem. „Krew pogromców” Edyty M. Matejko działa dokładnie w ten sposób. Nie pyta, czy jesteś gotowy. Nie daje czasu na bezpieczny dystans. Chwyta za wyobraźnię i prowadzi wprost do świata, w którym krew ma moc, cienie strzegą tajemnic, a miłość bywa równie niebezpieczna jak pradawna przepowiednia.
To moje pierwsze spotkanie z autorką – i już teraz wiem, że nie jest to znajomość na jeden wieczór. Ta historia nie rozpływa się wraz z ostatnią stroną, nie znika jak sen o świcie. Zostaje. Pulsuje gdzieś pod skórą, wraca myślami do konkretnych scen, do emocji, do wyborów bohaterów. Jest jak magiczne wspomnienie po intensywnie przeżytej przygodzie – dowód na to, że literatura wciąż potrafi poruszyć, zaskoczyć i rozgrzać czytelnicze emocje do czerwoności. Asa, młoda dziennikarka, przypadkiem odkrywa świat, który do tej pory funkcjonował tuż obok, ale w cieniu. Świat wampirów, zakonów, tajemniczych ksiąg i przepowiedni o wybrańcu. Brzmi znajomo? Być może. Ale sposób, w jaki Matejko konstruuje swoją historię, sprawia, że to, co mogłoby być schematem, staje się świeże, intensywne i emocjonalnie angażujące.
Autorka nie idzie na skróty. Buduje napięcie konsekwentnie, dokłada kolejne warstwy tajemnicy i pozwala czytelnikowi stopniowo odkrywać zasady rządzące mrocznym uniwersum. Największą siłą tej powieści jest kreatywność w konstruowaniu świata przedstawionego. Wrocław – miasto mostów, zaułków i historii – zyskuje tu nowe, mroczne oblicze. Czuć, że to nie jest przypadkowa sceneria. Dolny Śląsk, Praga, szwajcarskie Sankt Gallen – te miejsca żyją, oddychają i budują klimat. Urban fantasy w wydaniu Matejko nie jest tylko dekoracją z neonu i krwi. To przemyślana przestrzeń, w której magia przenika codzienność, a granica między światem ludzi i nieśmiertelnych jest cienka jak ostrze noża.
Edyta M. Matejko świetnie operuje napięciem. Akcja nie pędzi na oślep, ale też ani przez moment nie zwalnia do poziomu nudy. Każda scena ma swoje uzasadnienie, każdy wątek prowadzi do czegoś większego. Czytelnik nie dostaje wszystkiego na tacy. Musi czytać uważnie, wyciągać wnioski, podejrzewać i wątpić. A to w urban fantasy cenię najbardziej. Styl autorki zasługuje na uznanie. Narracja jest płynna, obrazowa, momentami wręcz filmowa. Sceny akcji są dynamiczne, dialogi naturalne, a opisy nie przytłaczają, lecz budują atmosferę. Widać, że autorka ma wyczucie rytmu opowieści. Wie, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić, kiedy pozwolić bohaterom mówić, a kiedy oddać głos ciszy i napięciu.
To rzadkie w debiucie – a „Krew pogromców” jest przecież dopiero pierwszą częścią cyklu „Cienie”. I właśnie jako debiut ta powieść robi ogromne wrażenie. To udany start, który wróży pomyślną przyszłość dla twórczości Edyty M. Matejko. Jeśli kolejne tomy utrzymają ten poziom emocji, konsekwencji i wyobraźni, miłośnicy urban fantasy będą mieli powód do zachwytu. Bo tu jest wszystko, czego potrzeba: mrok, tajemnica, uczucie, moralne dylematy i świat, do którego chce się wracać.
„Krew pogromców” to nie tylko opowieść o wampirach. To historia o poznawaniu siebie, o wyborach, które mają swoją cenę, o miłości, która potrafi być zarówno siłą, jak i słabością. To książka o tym, że czasem największe bitwy toczą się nie w ciemnych zaułkach miasta, lecz w ludzkim sercu. Dla mnie to spotkanie z autorką okazało się czymś więcej niż jednorazową przygodą. To historia, która zostawiła ślad – emocjonalny, wyraźny, nie do zatarcia. I właśnie dlatego „Krew pogromców” zdobywa miejsce na mojej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek.
Książka pt. „Krew pogromców” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka