Wywiady

3 Szoty z Markiem Boszko-Rudnickim

…Świata nie zmienimy, choć tak nam się wydaje, gdy głosujemy w wyborach. Dlatego czasami warto sięgnąć po książki autorów próbujących przekazać, co jest pod zewnętrzną warstewką blichtru, któremu na imię „pokój”…

Czyt-NIK: „Vakho. Ucieczka do piekła” pokazuje wojnę, która formalnie się kończy, ale mentalnie trwa dalej. Co było dla Pana ważniejsze: opowiedzenie historii sensacyjnej czy pokazanie psychologicznych konsekwencji wojny?

Marek Boszko-Rudnicki: Nie zastanawiałem się nad tym. Po prostu tak wyszło, choć rzeczywiście, gdzieś w tle kryła się chęć pokazania iluzorycznego pokoju i wojny, która trwa nadal, choć zwykli zjadacze chleba nie mają o tym pojęcia. I – nie byłbym sobą, gdybym tego nie przypomniał – wspomnienie Kresów, ludzi tam żyjący, którzy zawsze najbardziej cierpieli w imię tzw. wyższych racji. A sensacja? Jeżeli utwór nie jest „Harlekinem”, a tych na rynku jest najwięcej, ani pseudo dramatem z pokręconą psychiką w fabule, a takie utwory są najczęściej nagradzane, przeważnie zawiera w sobie szczyptę tajemnic, zmagań, niepokoju i pustki, przez którą musi przejść główny bohater. Jakoś tak jest we wszystkich powieściach, które urodziły się za moją przyczyną. A poza tym, książka ma być dobrym „czytadłem”, a nie rozwalającym umysł wielokrotnym przetwarzaniem tych samych myśli zasugerowanych przez fabułę.

Czyt-NIK: W „Vakho. Ucieczka do piekła” cisza bywa groźniejsza niż otwarta przemoc. Skąd u Pana potrzeba opowiadania o „cichej wojnie” — tej prowadzonej w gabinetach, półsłówkach?

Marek Boszko-Rudnicki: Jako dziecko nasłuchałem się od dziadków opowieści, o których nie wolno było mówić. Co skutkowało później nie zawsze dobrze. Szczególnie w szkole, gdy „palnąłem” zaprzeczając nauczycielowi i miałem z tego powodu kłopoty, no, może nie ja, a moi rodzice. Już w życiu dorosłym jako dziennikarz miałem szczęście poznać wiele osób ze służb specjalnych, w tym wywiadu i mimowolnie w książkach stałem się pasem transmisyjnym ich poglądów i doznań. Płk. Henryk Piecuch, obecnie pisarz, w jednym ze swoich felietonów mówiąc o ludziach ze służb specjalnych stwierdził, że „wielu z nich ma cechy rasistów, seksistów, mizoginów bądź innych frustratów”. Nie zgadzam się. Dylematy, których doznawali podczas swoich działań, odbijały się często traumą na ich psychice, ale to twardzi ludzie, realnie patrzący na świat polityki, który niejednokrotnie próbował nimi rządzić. Stąd być może owa chęć pokazywania owej „cichej wojny”; nie „ku pokrzepieniu serc”, a zrozumienia i uznania dla osób „z cienia”.

Czyt-NIK: Po „Vakho. Ucieczka do piekła” zostaje poczucie niepokoju i myśl, że wojna nigdy naprawdę się nie kończy. Z jaką refleksją chciałby Pan się podzielić, aby czytelnik zamknął ostatnią stronę?

Marek Boszko-Rudnicki: Howard Gordon w książce „Obelisk” stwierdził: „Jeżeli nauczyliśmy czegoś od naszych wrogów, to tego, że na wojnie liczy się wyłącznie teatr”. To moim zdaniem kwintesencja nie tylko współczesnego świata, rozgrywek „za kotarą” i prawdziwych dążeń manipulantów na najwyższych stanowiskach, ale również naszego życia, nudnego trwania w codzienności, która składa się z pracy, zakupów i bezproduktywnego przyswajania wzorców płynących z telewizji czy portali. Świata nie zmienimy, choć tak nam się wydaje, gdy głosujemy w wyborach. Dlatego czasami warto sięgnąć po książki autorów próbujących przekazać, co jest pod zewnętrzną warstewką blichtru, któremu na imię „pokój”. To takie orzeźwiające wejście pod zimny prysznic, gdy za oknami spiekota i upał.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…