Recenzje,  Wywiady

Wywiad z KRZYSZTOFEM DROZDOWSKIM

Czyt-NIK: Na początek: kim dziś czuje się Pan bardziej — pisarzem, historykiem czy wydawcą? A może te role są już dla Pana nierozerwalne?

Krzysztof Drozdowski: Każda tych ról wiąże się z książkami, a więc jestem każdym po trochu. Oczywiście największym marzeniem było pisanie książek i to jest dla mnie najważniejsze. Jednakże dzięki temu, że wspólnie z przyjacielem założyliśmy swoje wydawnictwo lepiej rozumiem wszystkie mechanizmy tzw. rynku książki. Będąc tylko autorem denerwowałem się kiedy wydawca nie odpowiadał natychmiast na wiadomość, ze trzeba było czekać ileś tam czasu na premierę, zamiast działać tu i teraz. Teraz doskonale wiem, jak to wszystko działa. 

Czyt-NIK: Co było impulsem do pisania książek historycznych — fascynacja konkretną epoką, potrzeba porządkowania faktów, czy może sprzeciw wobec uproszczeń w narracji historycznej, a może potrzeba, aby nie zamieść trudnej i bolesnej historii pod dywan?

Krzysztof Drozdowski: Przede wszystkim ciekawość. Na początku zajmowałem się tylko tematami, których nikt nie opisał. Myślałem sobie, ze fajnie jakby powstała książka na jakiś temat. A potem po prostu zabierałem się za prace nad nią. Teraz po napisaniu ponad 40 książek coraz trudniej o tematy których nikt nigdy nie podjął. Dlatego drążę, szukam nieścisłości, badam archiwa, szukam okruszków, które wzbogacą wydawałoby się znane już historie. 

Czyt-NIK: Jak wybiera Pan tematy swoich książek: czy to wynik  badań archiwalnych, czy raczej nagłe „olśnienie” historyczne?

Krzysztof Drozdowski: Często przy pisaniu jakiejś książki odkrywam wątki poboczne, które wydają mi się niezmiernie ciekawe do zbadania. W ten sposób przy pisaniu jednej książki rodzą mi się pomysły na kolejne. Nie wszystkie realizuję. Niektóre odkładam na alta, aż wywiercą mi w głowie odpowiednio dużo miejsca i wówczas nagle muszę się nimi zająć. Najtrudniej jest, kiedy mam obłożony kalendarz terminami na oddanie kolejnych tekstów, a jeden nie daje mi spać i cały czas wracam do niego myślami. Wtedy trzeba to napisać, szkoda tylko ze doba jest tak krótka.

Czyt-NIK: Na ile w Pana pisarstwie ważna jest przystępność dla czytelnika nienaukowego, a na ile wierność akademickiemu warsztatowi?

Krzysztof Drozdowski: Warsztatowi jestem wierny od zawsze. Tu nie ma drogi na skróty. Natomiast staram się pisać tak, by nawet najtrudniejsze tematy pokazać w taki sposób by z jednej strony zaciekawiły a z drugiej spowodowały, że nawet osoba nie znająca w pełni historii może poczuć się dobrze przy lekturze mojej książki. Czytelnicy i recenzenci podkreślaj, że mam tzw. lekkie pióro. To też wynik mojego przeobrażenia i warsztatu. Początkowo pisałem bardziej technicznym językiem. Ale teraz wiem, że w taki sposób nie da się trafić do tysięcy czytelników. 

Czyt-NIK: Czy zdarzyło się, że podczas pracy historyka odkrył Pan fakty, które całkowicie zmieniły pierwotny zamysł książki?

Krzysztof Drozdowski: Może nie tyle co odkryłem, co wykształciło się to jakoś samoistnie. Miałem tak ostatnio, gdy dla wyd. Skarpa Warszawska miałem napisać książkę o procesie brzeskim a skończyło się biografią Wacława Kostek-Biernackiego.

Czyt-NIK: Jak dziś wygląda Pana codzienna praca badawcza — czy archiwa wciąż są sercem tej działalności, czy coraz większą rolę odgrywają źródła cyfrowe?

Krzysztof Drozdowski: Wyjazd do archiwum zawsze jest dla mnie czymś niezwykłym. To tam się odkrywa różne ciekawostki, zapomniane historie. Ale oczywiście coraz więcej archiwów, zwłaszcza zagranicznych digitalizuje swoje zbiory i  znacząco to ułatwia poszukiwania jak i obniża koszty prowadzenia poszukiwań. Jednak bez osobistej wizyty w archiwum nie ma prawdziwego badania historii. Ja zresztą lubię zawsze poczuć temat o którym piszę. Jak zajmuje się jakimś człowiekiem to jadę na jego grób, szukam jego śladów, jak pisze o obozach to jeżdżę i odwiedzam je. Muszę dotknąć historii, tylko wtedy powstają dobre książki.


Czyt-NIK: Czy ma Pan poczucie, że polska historiografia popularna przeżywa rozkwit, czy raczej zmaga się z kryzysem jakości i uproszczeń?

Krzysztof Drozdowski: Faktycznie książek ukazuje się coraz więcej, nie zawsze idzie za tym jakość, ale to od oceny już są czytelnicy.

Czyt-NIK:  Jakie są Pana najbliższe plany pisarskie i wydawnicze — czego czytelnicy mogą się spodziewać w najbliższym czasie?

Krzysztof Drozdowski: Już w marcu wyjdzie kolejna książka z serii true crime opowiadająca o Wampirze z  Osielska. A co potem to się zobaczy. Nie chcę i trochę też nie mogę zdradzać za szybko. Mogę się tylko jeszcze pochwalić, ze w tym roku ukaże się moja kolejna książka w angielskim wydawnictwie.

Czyt-NIK: Czy zdarzyło się Panu zmienić własne poglądy historyczne pod wpływem badań, które Pan prowadził?

Krzysztof Drozdowski: Oczywiście, zdarzyło się, że znałem jakaś historię, a po odnalezieniu dokumentów trzeba było ją mocno zrewidować. I to jest właśnie piękne w poszukiwaniach archiwalnych.

Czyt-NIK: Przejdźmy do działalności wydawniczej: dlaczego zdecydował się Pan stworzyć wydawnictwo Brda zamiast publikować wyłącznie u innych wydawców?

Krzysztof Drozdowski:
Nie ma w Polsce tylu wydawców, by za mną nadążyli 🙂 A tak serio to ja w sumie u siebie prawie nie drukuje. Na 40 książek wydanych przez moje wydawnictwo Brda tylko dwie są moje, które miały rozruszać wydawnictwo. W tym roku planuję jeszcze jedną książkę, ale większość to jednak zupełnie inni autorzy. Zakładając wydawnictwo spełniłem swoje kolejne wielkie marzenie. Niejako tez spłacam dług. Uznałem, że skoro kiedyś dostałem szansę, to teraz chcę dać taką szansę innym. Dlatego w Brdzie jest dużo debiutujących autorów. I tylko od nich już potem zależy jak pokierują swoją karierą. Z niektórymi autorami zostajemy na dłużej, z  innymi się żegnamy uznając, że zwyczajnie po ludzku okazali się ludźmi z którymi nie chcemy mieć nic do czynienia. I nie ma tu znaczenia jak dobrze się sprzedają ich książki. Na szczęście takich pomyłek mamy mało.

Czyt-NIK: Jaką misję stawia Pan przed wydawnictwem Brda — czym ma się ono różnić od innych oficyn na rynku? Jakie książki chciałby Pan szczególnie „ocalić” poprzez działalność wydawniczą — takie, które dziś mają najmniejsze szanse w dużych wydawnictwach?

Krzysztof Drozdowski:
Trafiają do mnie autorzy chcący zadebiutować na rynku wydawniczym, albo tacy którzy mieli bardzo złe doświadczenia w innych wydawnictwach. Potem mi piszą, że dzięki mnie  na powrót uwierzyli że mogą spełnić swoje marzenia o książce. To wielce budujące. Niestety rynek książki w Polsce jest patologiczny, są wydawnictwa, które zwyczajnie okradają debiutantów nie robiąc w zamian prawie nic. Ja na samym początku rozmawiając z potencjalnym autorem mówię mu jak wygląda sytuacja wydawnictwa. Na co możemy sobie pozwolić, o czym może tylko pomarzyć. Stawiam sprawę jasno i tego samego też oczekuję od ludzi z którymi podejmuję współpracę. 

Czyt-NIK: Czy prowadzenie własnego wydawnictwa zmieniło Pana spojrzenie na rynek książki i rolę autora w całym łańcuchu wydawniczym?

Krzysztof Drozdowski: Zdecydowanie tak. Jako autor byłem  niecierpliwy. Uważałem, że wszystko da się zrobić szybciej. Teraz wiem, że na niektóre rzeczy potrzeba czasu. Ale też osoby, które ze mną współpracują czasami są w szoku, ze jesteśmy w stanie wydać książkę w tak krótkim czasie. Staram się jednak być jako autor teraz bardziej wyrozumiały w stosunku do moich wydawców.

Czyt-NIK:  Jak ocenia Pan kondycję polskiego rynku książki w 2025/2026 roku — czy to już kryzys, czy raczej permanentny stan niepewności?

Krzysztof Drozdowski: Rynek książki jest jak rzeka. I to nasze wydawnictwo też nosi imię rzeki, która przepływa przez Bydgoszcz, gdzie mamy siedzibę. Wygląda to tak, że jedni upadają, drudzy powstają. Niestety czasami upadek jednych jak to jest w przypadku upadłości OSDW Azymut ma przełożenie na stan małych wydawnictw, które nie są w stanie się podnieść po takim ciosie. Nam też było ciężko, ale sobie poradziliśmy. Obecnie mamy stabilną sytuację finansową z czego jestem bardzo zadowolony. Niestety prowadzenie wydawnictwa to oprócz wielkiej pasji konkretny biznes, gdzie cyferki w  tabelkach muszą się zgadzać. Inaczej koniec. Ja do dziś mimo, ze jestem prezesem nie wypłacam sobie na złotówki z tego tytułu. Wszystkie środki inwestujemy w kolejne książki.

Czyt-NIK: Bankructwo Azymutu wstrząsnęło branżą — jak Pan, jako wydawca, odczuł skutki tej sytuacji?

Krzysztof Drozdowski: Jako wydawnictwo straciliśmy kilkadziesiąt tysięcy złotych. Część z tej kwoty możliwe, ze odzyskamy ale kiedy i ile to tego nikt nie wie. Jak się dowiedziałem o tym to zerknąłem na konto, gdzie wiało pustką. Dzięki kilku dobrym decyzjom szybko jednak stanęliśmy na nogi. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym z powodu pieniędzy musiał zrezygnować ze swojego marzenia. Teraz działamy, jest dobrze, choć oczywiście mogłoby być znacznie lepiej.

Czyt-NIK: Czy upadek tak dużego dystrybutora obnażył słabości całego systemu obrotu książką w Polsce?

Krzysztof Drozdowski: Myślę, ze nie. O tych słabościach cała branża wydawnicza wie od dawna i nie jest w stanie nic z tym zrobić. Są monopoliści na rynku, a po upadku Azymutu sytuacja tych, co pozostali jest jeszcze silniejsza. Stąd mali wydawcy, a mimo że wydaliśmy w dwa lata 40 książek nadal się za takich uważamy jest cały czas taka sama albo nawet gorsza. Jakoś trzeba sobie z tym radzić. Są oczywiście alternatywy. Ale umówmy się jak nie ma książki w największej sieci w Polsce to nie ma książki. I rzucanie zaklęć oraz pudrowanie obecnej sytuacji nic nie zmieni.

Czyt-NIK:  Jakie wnioski powinni z tej sytuacji wyciągnąć mali i średni wydawcy?

Krzysztof Drozdowski:
Po pierwsze nie polegać tylko na sprzedaży przez hurtownię. jak to się może skończyć, to widzieliśmy. Trzeba dywersyfikować sprzedaż i choćby dzięki temu udało nam się przetrwać. Chyba też dużo zależy od tego czy ktoś do wydawania książek podchodzi jedynie jak do biznesu czy też jest to jego powołanie. W tym drugim przypadku prawie nic nie stanie na przeszkodzie w dalszym działaniu. 

Czyt-NIK: Czy widzi Pan realną szansę na bardziej zrównoważony model dystrybucji książek w Polsce po doświadczeniach z Azymutem?

Krzysztof Drozdowski: Niestety nie. To smutna konstatacja, ale upadł jeden z hegemonów, czym jedynie wzmocnił pozostałych. Nic się w Polsce nie zmieni. Obserwuję dyskusję na temat choćby jednolitej ceny książki. Nie wiem do czego to doprowadzi. Nie wiem czy to dobre rozwiązanie. Na pewno dobre dla księgarni, ale z punktu widzenia wydawcy nie ma znaczenia w jaki sposób ktoś kupuje książkę. Ja wiem, ze to brutalne i niepopularne co powiem, ale dla mnie nie ma znaczenia czy książkę sprzeda księgarnia czy jakiś hurtownik czy też portal aukcyjny. Liczy się to, że sprzedałem ileś książek i zarobiłem ileś tam pieniędzy by zapłacić za kolejny projekty grafikom, redaktorom, składaczom, opłacić magazyn itd.

Czyt-NIK: Jaką rolę w przyszłości rynku książki mogą odegrać bezpośrednia sprzedaż, własne sklepy wydawców czy model subskrypcyjny?

Krzysztof Drozdowski: To wszystko musi działać równolegle. To jedyny sposób by nie upaść w przypadku porażki jednego ze sposobów sprzedaży. Jak stawiamy wszystko na jedną kartę to jest hazard, a w hazardzie rzadko się wygrywa.

Czyt-NIK:  Czy Pana zdaniem autorzy i wydawcy powinni dziś bardziej mówić jednym głosem w sprawach systemowych dla branży?

Krzysztof Drozdowski: I tak i nie. Bo duży wydawca nie ma obecnie pojęcia o problemach małego wydawnictwa. I na odwrót. Małe nie musi się martwić tym by opłacić całą gamę współpracowników na etacie. Każdy wiec na swoim poziomie rozwoju ma inne problemy. W pewnych kwestiach wydaje się, że wspólny głos jest ważny. Ale trzeba by go najpierw wypracować. Ja patrzę na rynek książki z perspektywy wydawcy ale też i autora. I wiem, że do porozumienia na 100% wszystkich ze wszystkimi nie dojdzie nigdy. 

Czyt-NIK: Jak bardzo realia rynkowe wpływają dziś na decyzje wydawnicze — czy książka historyczna może jeszcze „żyć” dłużej niż jeden sezon?

Krzysztof Drozdowski: Książka historyczna jako jedna z nielicznych ma tę przewagę, że jej żywotność jest praktycznie stała. Oczywiście w momencie premiery  i w pierwszym roku jest największe zainteresowanie. Ale patrząc na to z perspektywy autora, który wydaje od 2012 roku wiem, że i  dziś ludzie pytają o moje pierwsze ksiażki, choć oczywiście nie tak często jak niegdyś. Fakt jest taki, że jeśli nie odnajdzie się nowych dokumentów to dana historia cały czas jest tak samo ważna teraz jak i 10 lat temu.

Czyt-NIK: Czy państwo powinno silniej ingerować w rynek książki, czy raczej nie przeszkadzać mu w naturalnej ewolucji?

Krzysztof Drozdowski: I tu mam wielki dylemat. Dostrzegam plusy ingerencji państwa jak choćby stała cena przez pierwsze pół roku, ale dostrzegam też mankamenty. Natomiast z doświadczenia wiem, że jeśli za jakiś temat biorą się urzędnicy nie mający pojęcia o danej sprawie to więcej z tego złego niż dobrego. 

Czyt-NIK: Jakie mity o rynku wydawniczym chciałby Pan raz na zawsze obalić?

Krzysztof Drozdowski: Dobre pytanie. Największym mitem jest to, że dobra książka sama się obroni. Niestety ale dziś prawie każdą książkę można zrobić bestsellerem. Wystarczy mieć odpowiednio zasobne konto.

Czyt-NIK: Jaką jedną decyzję całej branży należałoby dziś podjąć natychmiast, by poprawić kondycję rynku książki?

Krzysztof Drozdowski: Szczerze, nie mam pojęcia. Nie traktuję siebie jako osoby, która zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Czasami wydaje mi się że coś wiem najlepiej, a potem po kilkunastu rozmowach uznaję że w sumie to nic nie wiem. Każdy ma inne spojrzenie na to zagadnienie. Myślę, ze gdyby było jedno takie które pozwala na rozwiązanie wszystkich problemów, to już by zostało wynalezione. System jest taki, że jedni utoną, drudzy wyjdą na powierzchnię. To będzie fluktuowało. Jak to się mówi w przyrodzie nic nie ginie, jedynie zmienia właściciela. 


Czyt-NIK: Na koniec: gdyby miał Pan wskazać jedną rzecz, która najbardziej zagraża dziś polskiej książce — co by to było?

Krzysztof Drozdowski: Gdybym ją znał to starałbym się ja wprowadzić. Niestety nie wiem i pomysł który dziś wydaje się dobry, jutro jest najgorszy. Wszystko zależy od celów jakie sobie stawiamy. Natomiast wydaje mi się, że próba centralizacji i upaństwowienia wszystkiego zawsze przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.

DZIĘKUJĘ ZA ROZMOWĘ

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…