3 Szoty z Joanną Gracjasz
…Rodzicom chciałam pokazać, że szkoła to nie jest „18 godzin tygodniowo”, wolne wakacje, ferie i święta, ale realna, codzienna praca emocjonalna, odpowiedzialność za dzieci, których nastroje, problemy i konflikty nie znikają po ostatnim dzwonku. To setki decyzji podejmowanych pod presją, ciągłe bycie „na widoku” i konieczność mierzenia się z oczekiwaniami, które często są wzajemnie sprzeczne…
Czyt-NIK: Skąd wziął się impuls do napisania „Tajemnicy zawodowej”? Czy była to potrzeba opowiedzenia konkretnych historii, czy raczej sprzeciw wobec milczenia wokół realiów pracy nauczycieli?
Joanna Gracjasz: Pracowałam w tym zawodzie ponad 20 lat i wydawało mi się, że jest w miarę dobrze i normalnie, a absurdy wcale nie są absurdalne, że to po prostu „część pracy”. Tak było do momentu, w którym mój organizm powiedział „dość”. Wpadłam w stany lękowe, wylądowałam na terapii i dopiero tam uświadomiłam sobie, jak bardzo niszczącym miejscem potrafi być szkoła, nie tylko dla uczniów, ale i dla nauczycieli.
Po terapii samo słowo „szkoła” nadal wywoływało we mnie tak silne napięcie, że nie byłam w stanie go zignorować ani zagłuszyć racjonalnymi argumentami. Zrozumiałam wtedy, że to, co przez lata uznawałam za normę, w rzeczywistości było systematycznym przekraczaniem granic. Pisanie stało się dla mnie sposobem na uporządkowanie emocji i nadanie sensu temu doświadczeniu. „Tajemnica zawodowa” nie jest zapisem jednego konkretnego zdarzenia, lecz próbą oddania wewnętrznych przeżyć bohaterów opartych na prawdziwych historiach – lęku, bezsilności, wstydu i milczenia. To także mój sprzeciw wobec bagatelizowania tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami szkolnych pokoi nauczycielskich. Chciałam, by te emocje w końcu zostały nazwane i usłyszane.
Czyt-NIK: Bohaterowie książki nie są ani jednoznacznie „dobrzy”, ani „źli”, lecz – jak Pani pokazuje – uwikłani. Czy zależało Pani na odejściu od moralnych ocen na rzecz zrozumienia mechanizmów szkoły od środka?
Joanna Gracjasz: Tak, bardzo mi na tym zależało. W życiu staram się nikogo nie oceniać, raczej rozumieć i doceniać, dlatego od początku wiedziałam, że nie chcę pisać książki, która wskazuje winnych albo rozdaje moralne wyroki. Interesowały mnie przede wszystkim przeżycia wewnętrzne bohaterów, ich emocje, napięcia i sposoby radzenia sobie w rzeczywistości, w której funkcjonują. Szkoła jest systemem, który dla jednych bywa neutralny albo nawet bezpieczny, a dla innych staje się przestrzenią destrukcyjną – czasem wręcz „zabijającą” psychicznie. Chciałam pokazać te mechanizmy od środka: jak wciągają, jak normalizują rzeczy trudne i jak uwikłanie w role, procedury i oczekiwania sprawia, że ludzie przestają być jednoznaczni. Zależało mi na zrozumieniu, nie na ocenie, bo dopiero wtedy można zobaczyć, co naprawdę dzieje się pod powierzchnią.
Czyt-NIK: Gdyby „Tajemnica zawodowa” miała stać się impulsem do jednej zmiany w myśleniu o szkole – u nauczycieli, dyrektorów lub rodziców – to co chciałaby Pani, aby po tej lekturze wybrzmiało najmocniej?
Joanna Gracjasz: Rodzicom chciałam pokazać, że szkoła to nie jest „18 godzin tygodniowo”, wolne wakacje, ferie i święta, ale realna, codzienna praca emocjonalna, odpowiedzialność za dzieci, których nastroje, problemy i konflikty nie znikają po ostatnim dzwonku. To setki decyzji podejmowanych pod presją, ciągłe bycie „na widoku” i konieczność mierzenia się z oczekiwaniami, które często są wzajemnie sprzeczne.
Mam poczucie, że dziś wielu rodziców ma abstrakcyjne pretensje, bez świadomości, jak wygląda ta praca od środka i jakie są jej realne granice. „Tajemnica zawodowa” miała być próbą zdjęcia tej zasłony- pokazania, że nauczyciel nie jest usługodawcą ani systemem do spełniania oczekiwań, ale człowiekiem funkcjonującym w sztywnych ramach, który nie zawsze ma wpływ na to, czego się od niego wymaga. Równocześnie chciałam pokazać mechanizmy funkcjonowania szkoły „od środka”. Dyrektorzy nie zawsze pełnią swoją rolę wspierająco, czasem wykorzystują władzę, podejmują absurdalne decyzje, narzucają reżim, tłumią kreatywność i samodzielne myślenie. Nauczyciele z kolei bywają uwikłani w plotki, obgadywanie, donoszenie, co dodatkowo komplikuje atmosferę i relacje. Wszystko to tworzy system, w którym trudno zachować autentyczność i wewnętrzny spokój. Gdyby „Tajemnica zawodowa” miała stać się impulsem do jednej zmiany w myśleniu o szkole, chciałabym, aby czytelnicy zobaczyli ją jako przestrzeń pełną ludzi z krwi i kości z ograniczeniami, lękami i ambicjami i zrozumieli, że prawdziwe zmiany mogą powstać tylko wtedy, gdy zamiast oceniać, zaczniemy dostrzegać mechanizmy i relacje, które wpływają na codzienną pracę wszystkich uczestników systemu.