Kiedy sen przestaje straszyć, a zaczyna mówić prawdę
To, co warto przyznać, to fakt, że „Koszmary senne” świetnie balansują między nauką a codziennym doświadczeniem. Jest tu psychologia, neurobiologia, konkretne badania – ale podane w sposób przystępny, ludzki, momentami wręcz ciepły. Nie czułem się jak student na wykładzie. Raczej jak ktoś, kto siedzi przy stole z kimś, kto naprawdę wie, o czym mówi, i potrafi to wytłumaczyć bez zadęcia. Szczególnie ciekawy okazał się wątek świadomego śnienia. Bez obiecywania cudów, bez „kursów kontroli snów w trzy dni”. Zamiast tego – spokojne pokazanie, że świadomość snu to narzędzie. Nie dla każdego, nie na wszystko, ale dla wielu może być realnym wsparciem w pracy z lękiem, z koszmarami.
Nie każdą lekturę da się czytać w pośpiechu. Jedne pochłania się jednym tchem, inne wymagają ciszy, skupienia i tej szczególnej przestrzeni między snem a jawą. „Koszmary senne” Michelle Carr zdecydowanie należą do tej drugiej grupy. To książka, której nie da się po prostu zamknąć i odłożyć na półkę. Ona zostaje. W głowie. W notatniku przy łóżku. W snach następnej nocy. Od lat interesuję się snami. Zapisuję je, analizuję, szukam powtarzających się motywów i zależności między tym, co dzieje się w moim życiu, a tym, co nocą wyświetla mi podświadomość. Traktuję sen jak drogowskaz – czasem niewygodny, czasem niepokojący, ale zawsze uczciwy. Dlatego po „Koszmary senne” sięgnąłem z autentyczną ciekawością, ale i z ostrożnością. Bo książek, które obiecują „wyjaśnić sny”, jest wiele. Tych, które robią to mądrze jest znacznie mniej. Ta o której traktuję w tej recenzji zdecydowanie zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki.
Michelle Carr zaskoczyła mnie już na starcie. Nie straszy, nie udaje wszechwiedzącej wyroczni. Zamiast tego zaprasza czytelnika do rozmowy o snach – takiej, która opiera się na nauce, badaniach, doświadczeniu, ale nie gubi po drodze człowieka. Bo ta książka nie jest tylko o koszmarach. Jest o nas. O stresie, lękach, przeżyciach, które zamiatamy pod dywan w ciągu dnia, a które nocą wracają ze zdwojoną siłą. Najbardziej poruszyło mnie to, jak autorka tłumaczy sens złych snów. Nie jako wadliwych produktów mózgu, nie jako nocnych sabotażystów dobrego samopoczucia, ale jako mechanizm obronny. Koszmar nie jest wrogiem. Jest sygnałem. Reakcją organizmu na przeciążenie, traumę, napięcie. To my nie chcemy go słuchać, bo łatwiej zapomnieć niż zrozumieć.
Przyznam szczerze, że czytając kolejne rozdziały, wielokrotnie łapałem się na tym, że wracam myślami do własnych snów. Do tych powtarzających się obrazów, do motywów, które pojawiały się dokładnie wtedy, gdy w życiu działo się coś trudnego. Carr daje język do opisywania tych doświadczeń. Porządkuje chaos, ale nie odbiera snom ich tajemniczości. To ogromny plus.
To, co warto przyznać, to fakt, że „Koszmary senne” świetnie balansują między nauką a codziennym doświadczeniem. Jest tu psychologia, neurobiologia, konkretne badania – ale podane w sposób przystępny, ludzki, momentami wręcz ciepły. Nie czułem się jak student na wykładzie. Raczej jak ktoś, kto siedzi przy stole z kimś, kto naprawdę wie, o czym mówi, i potrafi to wytłumaczyć bez zadęcia. Szczególnie ciekawy okazał się wątek świadomego śnienia. Bez obiecywania cudów, bez „kursów kontroli snów w trzy dni”. Zamiast tego – spokojne pokazanie, że świadomość snu to narzędzie. Nie dla każdego, nie na wszystko, ale dla wielu może być realnym wsparciem w pracy z lękiem, z koszmarami.
„Koszmary senne” to zdecydowanie książka, która uczy uważności na własne wnętrze. Która zachęca, by nie uciekać od trudnych snów, ale je zapisywać, analizować, traktować poważnie. Dla kogoś takiego jak ja – kto od dawna prowadzi senny dziennik – była to lektura potwierdzająca intuicję, że sny naprawdę mają znaczenie. Dla innych może być pierwszym krokiem do spojrzenia na nocne obrazy z zupełnie innej perspektywy.
Pragnę zaznaczyć, że „Koszmary senne” to książka, która daje nam narzędzia, wiedzę i odwagę, by zadawać sobie właściwe pytania. A to w psychologii – i w życiu – bywa cenniejsze niż szybkie rozwiązania. To lektura, która poszerza świadomość, uspokaja, ale też zmusza do refleksji. Która pokazuje, że noc nie musi być wrogiem, a koszmar – przekleństwem. Jeśli kochasz książki, które zostają z Tobą na dłużej. Jeśli interesują cię sny, psychologia człowieka i nauka, która nie odbiera magii codziennym doświadczeniom – ta książka jest dla Ciebie. A jeśli po jej lekturze obudzisz się w nocy i sięgniesz po notes, by zapisać sen… to znak, że trafiła dokładnie tam, gdzie powinna.
Książka pt. „Koszmary senne” ukazała się nakładem Wydawnictwa Copernicus Center Press