3 Szoty Mariuszem Leszczyńskim
…Większym wyzwaniem było wiarygodne oddanie psychiki sprawcy. Sama zagadka kryminalna opiera się na logice i precyzyjnej konstrukcji, natomiast wejście w umysł mordercy wymaga dużej ostrożności i empatii, by nie popaść w uproszczenia…
Czyt-NIK: W kryminale pt. „Cienie w Bieszczadach” wyraźnie wybrzmiewa ciężar przeszłości, winy i nierozliczonych traum. Czy ten temat był punktem wyjścia do fabuły, czy pojawił się naturalnie w trakcie pisania?
Mariusz Leszczyński: Ten temat był punktem wyjścia do całej historii. Bieszczady same w sobie niosą pamięć, tajemnice i niedopowiedzenia, dlatego ciężar przeszłych win i traum naturalnie wpisał się w fabułę. W trakcie pisania ten motyw tylko się pogłębiał, prowadząc bohaterów w coraz mroczniejsze rejony. To właśnie przeszłość staje się tu jednym z najgroźniejszych antagonistów.
Czyt-NIK: W książce „Cienie w Bieszczadach” morderca prowadzi z policją intelektualną i psychologiczną grę. Co było dla Pana większym wyzwaniem: skonstruowanie zagadki kryminalnej czy wiarygodne oddanie psychiki sprawcy?
Mariusz Leszczyński: Większym wyzwaniem było wiarygodne oddanie psychiki sprawcy. Sama zagadka kryminalna opiera się na logice i precyzyjnej konstrukcji, natomiast wejście w umysł mordercy wymaga dużej ostrożności i empatii, by nie popaść w uproszczenia. Zależało mi, by motywacje bohatera były niepokojące, ale jednocześnie psychologicznie przekonujące.
Czyt-NIK: „Cienie w Bieszczadach” aż proszą się o ekranizację. Czy podczas pisania widział Pan tę historię w obrazach, niemal filmowo?
Mariusz Leszczyński: Tak, od początku widziałem tę historię bardzo obrazowo. Krajobraz Bieszczad, cisza, przestrzeń i narastające napięcie same układały się w filmowe kadry. To opowieść, która naturalnie operuje obrazem i atmosferą, dlatego dobrze odnalazłaby się na ekranie.