3 Szoty z Renatą Wasilewską
…postanowiłam nie osadzać miasteczka w żadnym konkretnym państwie i pozostawić swobodę w decydowaniu o tym czytelnikowi. I dlatego mniej istotne jest to, gdzie Clover leży mapie, czy znajduje się „na końcu świata”, czy „tuż obok, niedaleko”. Liczy się to, kto w nim żyje i jakie zachodzą relacje między mieszkańcami, bo jego klimat tworzą przede wszystkim ludzie…
Czyt-NIK: Clover wydaje się miejscem „gdzieś na końcu świata”. Czy inspirowała się Pani realnym miasteczkiem, czy jest to przestrzeń całkowicie fikcyjna?
Renata Wasilewska: Clover jest fikcyjnym miasteczkiem. Starałam się jednak rzetelnie oddać małomiasteczkową atmosferę, z jej wszystkimi wadami oraz zaletami. Kiedy opowiadałam znajomym o czym będzie moja kolejna książka, okazało się, że każda z osób w swojej wyobraźni umiejscawia Clover gdzie inaczej. Jedni widzieli je w słonecznej Italii, inni w Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych czy górzystej Szwajcarii. To sprawiło, że postanowiłam nie osadzać miasteczka w żadnym konkretnym państwie i pozostawić swobodę w decydowaniu o tym czytelnikowi. I dlatego mniej istotne jest to, gdzie Clover leży mapie, czy znajduje się „na końcu świata”, czy „tuż obok, niedaleko”. Liczy się to, kto w nim żyje i jakie zachodzą relacje między mieszkańcami, bo jego klimat tworzą przede wszystkim ludzie.
Czyt-NIK: „Trzy miesiące w Clover” to Pani druga powieść. Czy proces twórczy różnił się od pracy nad debiutancką książką pt. „Złodziejka wspomnień”?
Renata Wasilewska: Nie.”Trzy miesiące w Clover” pisałam co prawda nieco dłużej niż „Złodziejkę wspomnień”, ale proces twórczy przy każdej mojej książce wygląda niemal identycznie. Najpierw jest pomysł, potem staram sie nadać mu jakiś realny kształt przyczynowo – skutkowy. To czas, gdy najbardziej błądzę w chmurach i wtedy lepiej nie powierzać mi ważnych zadań. Potrafię w lodówce szukać suszarki do włosów, zerwać się w środku nocy, by zrobić notatkę albo wysyłam do córki na komunikatorze luźne myśli, choć siedzimy w jednym pokoju. Ona już wie, że w tym czasie wiadomość o nagłym lądowaniu kosmitów w ogródku albo mordercy czającym się w kuchni, nie jest powodem do zawiadamiania odpowiednich służb. Kiedy okiełznam historię, układam sobie plan ze wstępnym podziałem na rozdziały, który jednak w czasie pisania ulega wielokrotnym modyfikacjom. A potem już tylko piszę, piszę i piszę…w każdej wolnej chwili.
Czyt-NIK: Czy Clover to miejsce, do którego jeszcze wrócimy w kolejnych książkach? Proszę zdradzić Pani pisarskie plany na przyszłość.
Renata Wasilewska: Gdy „Trzy miesiące w Clover” trafiło na rynek, zaraz po lekturze ostatniego rozdziału wiele osób pisało do mnie. Pytali właśnie o kontynuację. Trochę się nasłuchałam. Niektórzy nawet mi grozili (żarcik), szantażowali, że jeśli nie napiszę drugiej części to wykasują mój numer z książki telefonicznej. Nie wiem na ile mogę zdradzić plany wydawnictwa i moje pisarskie… Powiem tak, jeśli wiatry będą sprzyjające i wena mnie nie opuści, spotkamy się jeszcze w Clover. Może nawet w tym roku. 😉 Jeśli zaś chodzi o plany na przyszłość, to właśnie niedawno skończyłam pisać kolejną, szóstą książkę i mam oczywiście nadzieję, że wszystkie moje powieści w niedługim czasie trafią do rąk czytelników. 🙂