W pułapce mroku, czyli koszmar, z którego nie chcesz się obudzić
… A Thomas Arnold? Tu muszę się zatrzymać na chwilę, bo mój zachwyt nad jego kreatywnością jest ogromny. To nie jest pisarz, który idzie na skróty. On buduje napięcie jak architekt mrocznych snów. Bawi się symboliką, psychologią zła. Zdecydowanie lektury „Ciemnej dolinie” sprawia, że trudno złapać oddech. Może to klimat – lepki, duszny, pełen niedopowiedzeń. Może konstrukcja fabuły, która przypomina labirynt bez mapy. A może świadomość, że autor dokładnie wie, dokąd zmierza, i prowadzi nas tam pewną ręką.
„Ciemna dolina” Thomasa Arnolda to druga część cyklu z Jade Reflin w roli głównej pochłonęła mnie bez reszty. Otworzyłem ją „na chwilę”, a potem było już za późno: noc uciekła, herbata wystygła, a ja zostałem w lesie, w cieniu drzew, gdzie czai się coś złego. I bardzo, bardzo inteligentnego. Autor zaprosił mnie do świata, który już od pierwszej chwili przekroczenia jego bram, elektryzuje czytelnicze emocje, oszczędza czytelnika ani przez sekundę.
Cztery zaginięcia. Cztery ciała. Opuszczony dom, który aż krzyczy tajemnicą. I mężczyzna w zakrwawionym ubraniu, stojący w lesie jak wyrzut sumienia. Gdy policja wkracza do akcji, historia zamiast się prostować – gmatwa się jeszcze bardziej. Bo zatrzymany każe nazywać się imieniem anioła. Bo rezygnuje z obrońcy. Bo zamiast wyjaśnień chce… gry. A Ty Drogi Czytelniku wejdź do niej już dziś!!! Zdecydowanie polecam!!!
Bez wątpienia „Ciemna dolina” to historia z precyzyjnie zaprojektowaną pułapką, w którą wpadają nie tylko bohaterowie, ale i my – czytelnicy. Jade Reflin i jej partner ścigają się z czasem, który wycieka jak piasek przez palce. Każda godzina oddala ich od prawdy, a ja czułem to fizycznie – napięcie w karku, przyspieszony puls, to charakterystyczne „jeszcze jeden rozdział”. Jade Reflin w tej części jest jeszcze bardziej wyrazista. Twardsza, bardziej zmęczona, ale też piekielnie zdeterminowana. To bohaterka z krwi i kości – popełnia błędy, wątpi, czasem się boi, a mimo to idzie dalej. Lubię takie postacie. Wierzę im. Kibicuję im. I boję się o nie, gdy autor bezlitośnie podkręca śrubę…
… A Thomas Arnold? Tu muszę się zatrzymać na chwilę, bo mój zachwyt nad jego kreatywnością jest ogromny. To nie jest pisarz, który idzie na skróty. On buduje napięcie jak architekt mrocznych snów. Bawi się symboliką, psychologią zła. Zdecydowanie lektury „Ciemnej dolinie” sprawia, że trudno złapać oddech. Może to klimat – lepki, duszny, pełen niedopowiedzeń. Może konstrukcja fabuły, która przypomina labirynt bez mapy. A może świadomość, że autor dokładnie wie, dokąd zmierza, i prowadzi nas tam pewną ręką. Jedno jest pewne: z zapartym tchem śledzę jego twórczość i po tej książce wiem, że zrobię to dalej. Bez wahania. To thriller, który nie tylko straszy zbrodnią, ale wchodzi głęboko pod skórę. Zmusza do myślenia, zostawia z pytaniami długo po jej zamknięciu.
Nie mam wątpliwości – „Ciemna dolina” zdobywa swoje miejsce na czyt-NIKowej półce NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To wyróżnienie za emocje, za napięcie, za odwagę fabularną i za bohaterkę, którą chce się śledzić dalej, gdziekolwiek autor ją pośle. Nawet w najciemniejsze miejsca. Jeśli kochacie thrillery, które są czymś więcej niż tylko zagadką „kto zabił” – sięgnijcie po tę książkę. Ale ostrzegam: kiedy już wejdziecie do tej doliny, wyjście nie będzie proste. I wcale nie będziecie chcieli z niej uciec.
Książka pt. „Ciemna dolina” dostępna jest tutaj