Trzy dni, które nie dają spać
Pragnę podkreślić, że czytałem tę książkę z narastającym napięciem. To nie jest akcja pędząca na złamanie karku. To napięcie psychologiczne. Ciche. Lepkie. Takie, które siada na karku i trzyma w kleszczach permanentnego napięcia. Zdecydowanie największym punktem „Genu trzech” są pytania o granice nauki. O odpowiedzialność jednostki. Jarosław Karbowski nie podaje gotowych rozwiązań. On prowokuje. Zmusza do myślenia. I robi to w sposób, który bardzo cenię jako czytelnik – bez akademickiego nadęcia, za to z ogromnym szacunkiem do inteligencji odbiorcy.
„Gen trzech” Jarosława Karbowskiego to zdecydowanie książka, która czyta się sama. To również książka, która czyta każdego, kto po nią sięgnie, ona miesza w myślach, pozostawia po sobie niepokój, którego nie da się tak po prostu strząsnąć. Zaczyna się niewinnie…
Szpital psychiatryczny w Genewie. Pacjentka. Diagnoza do postawienia. Rutyna. A potem… wszystko się sypie. Bo Samantha twierdzi, że pochodzi z innej rzeczywistości. I w tej jednej chwili autor wrzuca czytelnika w przestrzeń, z której nie ma już odwrotu. Czy to choroba? Czy objaw zaburzeń? A może… coś znacznie bardziej przerażającego, bo prawdziwego? Te pytania towarzyszyły mi podczas lektury debiutanckiej książki Jarosława Karbowskiego. I tu – by pomóc w znalezieniu odpowiedzi na te pytania – wchodzi on – doktor Marcus Kin. Człowiek nauki. Bohater, z którym łatwo się utożsamić, bo przecież każdy z nas chciałby wierzyć, że świat jest logiczny, uporządkowany i przewidywalny.
Tylko że Karbowski robi coś sprytnego – krok po kroku podkopuje ten fundament, aż w pewnym momencie zaczynamy wierzyć Samancie razem z Marcusem. Historia, którą opowiada pacjentka, brzmi jak fantastyka naukowa, ale jest niepokojąco spójna. Światy Chaosu, Ładu i Nauki. Balans energii. Trzy dni. Jeden wybór. Jedna decyzja, która może zdecydować o losach całej ludzkości. Koniecznie wejdź do tej gry i już dziś sięgnij po „Gen trzech”.
Pragnę podkreślić, że czytałem tę książkę z narastającym napięciem. To nie jest akcja pędząca na złamanie karku. To napięcie psychologiczne. Ciche. Lepkie. Takie, które siada na karku i trzyma w kleszczach permanentnego napięcia. Zdecydowanie największym punktem „Genu trzech” są pytania o granice nauki. O odpowiedzialność jednostki. Jarosław Karbowski nie podaje gotowych rozwiązań. On prowokuje. Zmusza do myślenia. I robi to w sposób, który bardzo cenię jako czytelnik – bez akademickiego nadęcia, za to z ogromnym szacunkiem do inteligencji odbiorcy.
„Gen trzech” to bez wątpienia książka, która równie mocno działa na wyobraźnię, co na emocje. Książka, która balansuje na granicy thrillera psychologicznego, science fiction i filozoficznej przypowieści. I robi to zaskakująco sprawnie. Gdy zamknąłem ostatnią stronę, wiedziałem jedno, ta historia zostaje ze mną na zawsze. Dlatego też bez wahania ogłaszam, że „Gen trzech” zdobywa swoje miejsce na czyt-NIKowej półce NIK – Najlepszej Interesującej Książki.
Książka pt. „Gen trzech” ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res