Recenzje

Rycerska opowieść z Westeros

Pragnę nadmienić, że lektura „Rycerza Siedmiu Królestw” była dla mnie doświadczeniem niemal intymnym. To było jak powrót do domu, ale domu sprzed burzy. Każda strona budziła we mnie to szczególne wzruszenie, które pojawia się wtedy, gdy autor prowadzi czytelnika po dobrze znanym świecie, ale pokazuje go z zupełnie nowej perspektywy. Czułem autentyczną radość z drobnych detali, z nazwisk rodów, z aluzji do przyszłych wydarzeń, z poczucia, że obcuję z żywą historią tego świata, a nie jedynie z dodatkiem do głównego cyklu.

„Rycerz Siedmiu Królestw” George’a R.R. Martina to książka, która wzbogaca czyt-NIKOwą biblioteczkę tytułem godnym miana NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Otwierając się na jej lekturę powracamy do Westeros w czasie, gdy legenda „Gry o tron” dopiero się rodziła, a świat nie był jeszcze zdominowany  politycznymi niuansami. Niemal sto lat przed wydarzeniami, jakie rozegrały się w głównych częściach cyklu honor miał większą wartość aniżeli ogień smoków.

„Rycerz Siedmiu Królestw” to trzy niezwykłe opowieści o losach Duncana Wysokiego, zwanego Dunkiem. Po śmierci swojego pana, rodzi się w nim ambicja, aby zostać rycerzem. Niestety jego nazwisko nie jest znaczące w świecie, on sam nie pochodzi z wpływowego rodu, co znacznie zmniejsza szanse powodzenia w realizacji jego planów. Dunk to postać wywodząca się z ludu, więc tymbardziej trudno wyłuskać z niego rycerskie cechy czy postawy. To, czego nie można odmówić Martinowi, to niezwykła umiejętność mistrzowskiego pobudzenia czytelniczej wyobraźni, która otrzymuje solidną dawkę wrażeń. Gdy tylko wkroczymy do Westeros nic innego nie ma znaczenia. Liczy się tylko czas spędzony na lekturze książki pt. „Rycerz Siedmiu Królestw”.

Zdecydowanie największym atutem tej książki jest aspekt pozostaje rycerskości. Dunk wielokrotnie staje przed wyborem: postąpić zgodnie z kodeksem honorowym czy ulec silniejszej pokusie. Po której stronie stanie? Przekonajcie się sami i już dziś sięgnijcie po książkę George’a R.R. Martina. Pragnę w tej recenzji podkreślić, że „Rycerz Siedmiu Królestw” zachwyca kreatywnością pisarza oraz stylem, w jakim rozpisał ją na kartach swego dzieła. Dlatego też nie dziwi mnie fakt, że książka doczekała się ekranizacji, na HBO ukazał się serial oparty na „Rycerzu Siedmiu Królestw”, co tylko potwierdza siłę i popularność tej historii. To opowieść idealna do przeniesienia na ekran. Zatem bierzcie czytajcie i oglądajcie.

Pragnę nadmienić, że lektura „Rycerza Siedmiu Królestw” była dla mnie doświadczeniem niemal intymnym. To było jak powrót do domu, ale domu sprzed burzy. Każda strona budziła we mnie to szczególne wzruszenie, które pojawia się wtedy, gdy autor prowadzi czytelnika po dobrze znanym świecie, ale pokazuje go z zupełnie nowej perspektywy. Czułem autentyczną radość z drobnych detali, z nazwisk rodów, z aluzji do przyszłych wydarzeń, z poczucia, że obcuję z żywą historią tego świata, a nie jedynie z dodatkiem do głównego cyklu.

Ta książka obudziła we mnie także nostalgię – przypomniała, dlaczego zakochałem się w twórczości Martina. „Rycerz Siedmiu Królestw” nie tylko poszerza uniwersum – on przypomina, dlaczego to uniwersum tak głęboko zapada w serce i dlaczego wciąż chce się do niego wracać.

Książka pt. „Rycerz Siedmiu Królestw” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…