Moje pierwsze spotkanie z Robertem Lwem. Niezapomniane przeżycie!
M.M. Perr tym kryminałem ponownie zaserwowała mi niezapomniane emocje, które buzują we mnie jeszcze długo po odłożeniu tej książki na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Jestem niezmiernie zadowolony, że na mej czytelniczej mapie odnalazłem twórczość M.M. Perr, a w notesie bohaterów, którzy zapisują się w moim czytelniczym sercu, mogę zanotować podkomisarza Roberta Lwa.
Gdy tylko na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek odłożyłem najnowszą powieść M.M. Perr, wiedziałem, że muszę sięgnąć po wcześniejsze tytuły autorki. Musiałem, ponieważ chciałem przeżyć wyjątkowe, niezapomniane emocje. Pisarka zaserwowała mi je podczas lektury książki „Szpital św. Judy”. Byłem ciekaw czy tak samo będzie podczas odkrywania historii zapisanej na kartach pierwszej części z podkomisarzem Robertem Lwem.
I przyznam szczerze, że „629 kości” dowodzi temu, że M.M. Perr posiada niebywały talent do tworzenia intrygujących historii, które scalają czytelnika z poznawaną historią. Co więcej, czytelnik nie jest tylko obserwatorem, lecz dzięki niepowtarzalnemu stylowi autorki jest „udziałowcem” tychże wydarzeń, które zapisane są na kartach książki. Wiecie o co chodzi? Jeśli czytaliście tę książkę, to tak. Jeśli nie wiecie, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł i na własnej skórze poczujcie te emocje. Emocje, które przesiąkną do Waszych czytelniczych kości. To jest ta moc, którą posiada M.M. Perr i nie waha się użyć jej w swej twórczości. I bardzo dobrze!!!
Podkomisarz Robert Lew to mój nowy, dobry znajomy. To moje pierwsze spotkanie z tym bohaterem. I choć autorka napisała już pięć książek z jego udziałem, czuję, że powstaną kolejne, gdyż takie kryminały, to prawdziwy skarb ubogacający polską literaturę. A z tego, co wiem z mini-wywiadu 3 Szoty z M.M. Perr, „w przyszłym roku na pewno pojawi się kolejna część z serii z podkomisarzem Robertem Lwem” – to słowa samej autorki.
„629 kości” to zaproszenie w Bieszczady. Zaproszenie, które zelektryzuje nasze czytelnicze emocje. A to za sprawą wyprawy górskiej, w której uczestniczyć będziemy wraz z grupą maturzystów. Niestety w wyniku śnieżnej zamieci gubimy szlak. Chcemy ukryć się w pobliskiej chacie, gdzieś na uboczu. Niestety nie był to zbyt dobry pomysł. Jak się okazało, dokonaliśmy makabrycznego odkrycia. Otwarcie trzydziestu drewnianych skrzynek wstrzymało nasz oddech, sprawiło, że zamarliśmy w bezruchu, lecz ekscytacja i chęć rozwikłania tej morderczej zagadki wzięły górę. Zatem czym prędzej kontynuowałem lekturę, chcąc jak najszybciej dotrzeć do finałowej odsłony tej historii.
Gdy sprawie przyjrzy się Robert Lew, możemy być pewni, że mimo ogromnej tajemniczości, zostanie ona rozwiązania. Jednak jaką drogę będzie musiał przejść podkomisarz, aby dotrzeć do prawdy? Kim są ofiary psychopatycznego mordercy? Ile jest ofiar? Trzydzieści skrzyń wypełnionych kośćmi, świadczy o ogromnej skali morderczej działalności psychopaty! Warto odkryć jej tajemnice. A to możliwe jest tylko wtedy, gdy sięgniecie po „629 kości” – naprawdę warto!
M.M. Perr tym kryminałem ponownie zaserwowała mi niezapomniane emocje, które buzują we mnie jeszcze długo po odłożeniu tej książki na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Jestem niezmiernie zadowolony, że na mej czytelniczej mapie odnalazłem twórczość M.M. Perr, a w notesie bohaterów, którzy zapisują się w moim czytelniczym sercu, mogę zanotować podkomisarza Roberta Lwa. A już teraz zasiadam do lektury drugiej części z jego udziałem pt. „Gdy nikt nie patrzy”.
Książka „629 kości” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prozami
