3 Szoty z M.M.Perr
…Pisanie jest mi niemal tak samo bliskie jak picie kawy. Niby bez kawy można się obyć, ale co to by było za życie… bez smaku…
Czyt-NIK: „Szpital św. Judy” to Pani siódma książka. Przyznam szczerze, że to moje pierwsze spotkanie z Pani twórczością, które uważam za niezwykle udane. Proszę zdradzić, co było pierwszą iskrą zapalającą w Pani myśl o pisaniu książek?
M.M. Perr: Szczerze mówiąc, nie pamiętam tej pierwszej iskry… bo byłam za mała. Pierwsze moje opowiadania zapisywała moja babcia. Miałam wtedy może pięć, sześć lat i nie potrafiłam jeszcze samodzielnie pisać, ale już wtedy czułam głęboką potrzebę wymyślania historii. Tak jest do dziś. Ta potrzeba nigdy nie minęła. Pisanie jest mi niemal tak samo bliskie jak picie kawy. Niby bez kawy można się obyć, ale co to by było za życie… bez smaku.
Czyt-NIK: „Szpital św. Judy” to kryminał, którego akcja dzieje się w szpitalu psychiatrycznym. Można powiedzieć, że osadziła Pani akcję w tak zwanym „zamkniętym pokoju”. To jeszcze bardziej potęguje naszą ekscytację. Jaki jest Pani sprawdzony przepis na utrzymanie czytelnika w permanentnym napięciu i niepewności co do losów bohaterów?
M.M. Perr: Myślę, że tylko kryminały „wielopoziomowe” są w stanie przyciągnąć uwagę na dłużej. Nie może w nich chodzić tylko o jedną rzecz, jedną sprawę. Ważne, a może najważniejsze, są same postacie. Muszą mieć nie tylko „szkielet” stworzony przez autora, ale również psychologiczno-społeczno-kulturową tkankę, która sprawi, że staną się czytelnikowi bliskie. Bez tej bliskości nie byłoby przecież niepokoju o ich dalsze losy, a przecież to właśnie w kryminałach lubimy najbardziej.
Czyt-NIK: „Szpital św. Judy” to zapewne ostatnia Pani książka w tym roku. Proszę zdradzić swoje pisarskie plany na przyszły rok.
M.M. Perr: Mam kilka zupełnie nowych pomysłów, ale na razie mogę tylko zdradzić, że w przyszłym roku na pewno pojawi się kolejna część z serii z podkomisarzem Robertem Lwem.
