Wywiady

3 Szoty z Waldemarem Cichoniem

…Ta książka dojrzewała we mnie od wielu lat, a ukazała się, bo uparła się na nią moja Żona – która jest nie tylko moją Żoną, ale też wydawcą, przyjacielem i jedyną osobą na świecie, która, jak w piosence Stanisława Staszewskiego, „wierzy w wielkość moich spraw”. Pisarzem dla dzieci zostałem zupełnie przypadkowo, pisarzem dla dorosłych – świadomie i proszę mnie nie pytać, co jest lepsze, bo nie mam zielonego pojęcia…

Czyt-NIK: Jest Pan znanym i uznanym autorem książek dla dzieci i młodzieży, czego dowodem jest fakt, że książka „Cukierku, Ty łobuzie!” znajduje się w kanonie lektur szkolnych. Jednak w swej najnowszej książce ukazuje Pan swoje kolejne pisarskie oblicze. Proszę zdradzić do jakiej grupy czytelników skierowana jest Pana książka „To jest ważne, ale nie ma znaczenia”?

Waldemar Cichoń: Jeśli już miałbym określać czytelniczą grupę docelową tej akurat książki (czego robić nie lubię, bo nie lubię myśleć i mówić  o literaturze w kategoriach analitycznych, psuje mi to wszelką przyjemność obcowania z literaturą, niech tym się zajmują literaturoznawcy), to chyba byłyby to osoby podobnie mnie samemu – w średnim wieku, z pewnym bagażem życiowych doświadczeń, kochające życie, ale sarkastycznie nastawione do otaczającej nas rzeczywistości, nie traktujące jej zbyt poważnie, ale czasami skłonne do głębszej refleksji niż ta, którą serwuje nam internet, mainstreamowe media i osobnicy pragnący uchodzić za autorytety. Osoby czytające dobre książki, oglądające klasyczne filmy, lubiące potrafiące śmiać się nie tylko z innych, ale przede wszystkim z siebie.

Czyt-NIK: „To jest ważne, ale nie ma znaczenia” to zbiór jedenastu opowiadań uświadamiający nam, że to, co kiedyś było ważne, dziś pod wpływem życiowych doświadczeń już niekoniecznie. Czy książkę tę napisał Pan pod wpływem chwili, impulsu, czy może jednak jest zbiorem kilkuletnich rozważań, spostrzeżeń, zapisków na temat życia?

Waldemar Cichoń: Ta książka dojrzewała we mnie od wielu lat, a ukazała się, bo uparła się na nią moja Żona – która jest nie tylko moją Żoną, ale też wydawcą, przyjacielem i jedyną osobą na świecie, która, jak w piosence Stanisława Staszewskiego, „wierzy w wielkość moich spraw”. Pisarzem dla dzieci zostałem zupełnie przypadkowo, pisarzem dla dorosłych – świadomie i proszę mnie nie pytać, co jest lepsze, bo nie mam zielonego pojęcia. Przez wiele lat, choć marzyłem by pisać dla dorosłych, unikałem jednak tego, bo mieszanie bytów pisarza dla dzieci i pisarza dla dorosłych wydawało mi się niedopuszczalne.  Dziś myślę, że wydanie tego zbioru opowiadań (ten gatunek literacki uważam za najtrudniejszy, ale równocześnie najbardziej interesujący i dający najwięcej satysfakcji), było po prostu realizacją niespełnionych marzeń. Nie mam żadnej misji, nie uważam, żeby pisarze mieli jakiś szczególny mandat to mówienia innym jak, i po co, mają żyć. To nie jest jakaś wielka literatura, nie spodziewajcie się czegoś w stylu Dostojewskiego, Steinbecka, Marqueza; tej pozycji patronują raczej Jaroslav Hašek, Bohumil Hrabal, Eduardo Mendoza i Robert Sheckley. Jeśli ktoś czytając „To jest ważne, ale nie ma znaczenia” odpocznie od rzeczywistości, rozerwie się, uśmiechnie, ale też odrobinę zastanowi, czy warto się szarpać o niektóre bzdury, jakie nas w życiu spotykają, będę szczęśliwy. I spełniony. Zatem, Drodzy Czytelnicy, nalejcie sobie kieliszek dobrego wina, otulcie się kocykiem i zacmokajcie na kota, żeby Wam się położył na kolanach, gdy będziecie czytać. Miłej lektury!

Czyt-NIK: Jeśli ktoś zapytałby mnie, które z jedenastu opowiadań tomiku „To jest ważne, ale nie ma znaczenia” trafiło do mnie najbardziej, to pozostawiłbym to pytanie bez odpowiedzi. Każde z nich ma w sobie wartość, którą zabieram do swego czytelniczego serca. A, które z opowiadań jest najbliższe Pana sercu?

Waldemar Cichoń: „A kogo bardziej kochasz – tatusia czy mamusię?”. Proszę wybaczyć, ale nie cierpię opowiadać o swoich książkach. To nie jest moja rola mieć ulubione własne utwory! Nikt nie powinien samodzielnie oceniać swojej pracy, bo albo się człowiek przecenia – co jest częstsze, albo nie docenia, co jest moim udziałem, i mówię to z całą odpowiedzialnością, bez cienia kokieterii. Jeśli już jednak miałbym przystawiony do głowy pistolet i musiałbym udzielić odpowiedzi, to największą estymą darzę trzy opowiadania – „Przy mnie stój”, „Mojżesza 2.0” oraz „Romans przelotny”. Choć „Raj, powiat Szczęście” też jest fajne. Proszę łaskawie samemu ustawić je sobie na podium. Ja nie potrafię.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…