Zanim powstała królowa – Agatha Christie po drugiej stronie własnej historii
„Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału” zdobywa moje czytelnicze uznanie bez większych wahań. To opowieść, która przypomina, że nawet największe legendy zaczynają się od momentów zwątpienia, straty i chaosu. I że czasem trzeba się rozpaść, żeby móc stworzyć coś naprawdę trwałego. Dlatego z pełnym przekonaniem przyznaję tej książce miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Bo to właśnie jedna z tych pozycji, które nie tylko opowiadają historię, ale też pozwalają ją poczuć.
Ta książka nie potrzebuje literackich sztuczek, żeby zrobić wrażenie. Wystarczy jej bohaterka, którą większość czytelników zna bardzo dobrze. Susanne Lieder przenosi nas jednak o krok, a nawet kilka kroków wstecz, tam gdzie Agatha Christie nie jest jeszcze królową kryminału, tylko kobietą próbującą zrozumieć własne wybory, emocje i konsekwencje tego, co miało być „na zawsze”.
„Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału” to przede wszystkim zmiana perspektywy. Zamiast patrzeć na legendę przez pryzmat jej sukcesów, zaglądamy w momenty, które te sukcesy dopiero przygotowują – często bolesne, nieoczywiste i dalekie od literackiego blasku. I właśnie dlatego ta historia działa tak mocno: bo pokazuje, że zanim powstała ikona literatury, była przede wszystkim człowiekiem, który musiał nauczyć się zaczynać od nowa.
Od pierwszych stron widać, że nie jest to chłodna biografia ani sucha rekonstrukcja faktów. To raczej literacka podróż w głąb życia kobiety, która zanim stała się ikoną kryminału, musiała najpierw przejść przez własny życiowy labirynt bez mapy i bez pewności, że znajdzie wyjście. I właśnie ten moment – zanim pojawiły się słynne zagadki, detektywi i zamknięte pokoje – jest tutaj najważniejszy.
Susanne Lieder pozwala, żeby czytelnik był blisko emocji Agathy Christie. Widzimy jej zagubienie, momenty milczenia, decyzje podejmowane bardziej z konieczności niż z odwagi. I właśnie w tym tkwi największa siła tej książki: w pokazaniu, że przełomowe momenty życia nie zawsze wyglądają jak filmowe sceny. Czasem są ciche, niepewne i rozciągnięte w czasie.
Nie sposób nie zwrócić uwagi na samotność, która staje się jednym z głównych bohaterów tej opowieści. Agatha podróżuje, zbiera doświadczenia, próbuje pisać, ale tak naprawdę próbuje też poskładać siebie na nowo. I to nie jest łatwa, inspirująca podróż „ku spełnieniu marzeń”, tylko raczej powolne odzyskiwanie własnego głosu. Właśnie ten aspekt sprawia, że książka nie jest tylko opowieścią o przyszłej królowej kryminału, ale o kobiecie, która uczy się oddychać na nowo.
Susanne Lieder bardzo sprawnie buduje emocjonalne napięcie, nie przez sensację, ale przez codzienność. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji rodem z powieści detektywistycznych Christie, ale jest coś innego – obserwacja życia, które nagle przestaje być przewidywalne. I choć wiemy, jak ta historia się „skończy” – bo znamy późniejszą sławę autorki – to mimo wszystko czytamy dalej z zainteresowaniem, jakbyśmy odkrywali coś nowego.
Warto też docenić sposób, w jaki autorka pokazuje rodzenie się pisarki. Agatha Christie nie staje się geniuszem literatury w jednej chwili. To proces, który wynika z doświadczeń, podróży, obserwacji ludzi i przede wszystkim z potrzeby uporządkowania własnego chaosu. Pisanie nie jest tu zawodem, ale formą przetrwania. I to chyba jeden z najciekawszych wątków tej książki.
„Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału” zdobywa moje czytelnicze uznanie bez większych wahań. To opowieść, która przypomina, że nawet największe legendy zaczynają się od momentów zwątpienia, straty i chaosu. I że czasem trzeba się rozpaść, żeby móc stworzyć coś naprawdę trwałego. Dlatego z pełnym przekonaniem przyznaję tej książce miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Bo to właśnie jedna z tych pozycji, które nie tylko opowiadają historię, ale też pozwalają ją poczuć.
Książka pt. „Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy