3 Szoty z Katarzyną Szewioła-Nagel
…„Droga do Inverness” była swoistym eksperymentem, który miał mnie samej pokazać, czy „potrafię w obyczaje”. Poza tym jestem tym typem autora, który bardzo lubi się przemieszczać pomiędzy gatunkami. Na koncie mam fantasy, grozę, weard, horror a nawet bizarro. Teraz przyszedł czas na coś lekkiego i łatwiej strawnego dla szerszego grona odbiorów…
Czyt-NIK: „Droga do Inverness” ujmuje czytelnicze serca już od pierwszych stron. W swej najnowszej książce kreśli Pani historię kobiety, która pomimo życiowych ciosów, nie zawiesza białej flagi, lecz zamierza podjąć rękawicę i zmienić swoje życie. Początkiem zmiany jest podjęcie decyzji o wyjeździe do szkockiego miasta Inverness. Proszę zdradzić dlaczego warto wraz z Idą wybrać się w podróż do Szkocji?
Katarzyna Szewioła-Nagel: Dzień dobry. Przede wszystkim dziękuję za patronat nad moją książką! A co do tego, czy warto z Idą udać się w podróż życia, to muszę przyznać, trochę nieskromnie, że nawet trzeba. To książka plaster. Pisząc ją, myślałam o ludziach, którzy potrzebują pokrzepienia i spokoju. Sama musiałam poddać się terapii, walczyłam z depresją oraz nerwicą, i wiele z emocji, jakie towarzyszyły Idzie, są autentyczne. Chciałam pokazać, jak istotnym jest wyrwanie się z okowów strachu i spróbować zacząć żyć po swojemu oraz jak ważne jest wsparcie ludzi, którym na tobie zależy. Główna bohaterka ma dać nadzieję i wlać w serce trochę pozytywnych emocji. Mam nadzieję, że się udało.
Czyt-NIK: „Droga do Inverness” to moje pierwsze spotkanie z Pani twórczością. Wiem, że w Pani dorobku pisarskim znajdziemy powieści fantasty. Skąd pomysł na napisanie książki w innym klimacie i gatunku?
Katarzyna Szewioła-Nagel: „Droga do Inverness” była swoistym eksperymentem, który miał mnie samej pokazać, czy „potrafię w obyczaje”. Poza tym jestem tym typem autora, który bardzo lubi się przemieszczać pomiędzy gatunkami. Na koncie mam fantasy, grozę, weard, horror a nawet bizarro. Teraz przyszedł czas na coś lekkiego i łatwiej strawnego dla szerszego grona odbiorów. Nie ukrywam, brakowało mi w tym tekście ciskania ognistymi pociskami. Jednak i tak doskonale się bawiłam, szczególnie, kiedy akcja się zagęszczała. Teraz czas na czytelników, by osądzili, czy moja książka jest warta uwagi.
Czyt-NIK: Nie da się ukryć, że okładka Pani najnowszej książki przyciąga magią barw, drogą, która wiedzie ku nieznanemu. A to, co ukryte za tą okładką, wnika w nasze czytelnicze serca kawałek po kawałku, zapewniając nam poruszającą czytelniczą przygodę. Proszę nie ukrywać swoich pisarskich planów na przyszłość i zdradzić nam, kiedy ponownie będziemy mogli wybrać się w kolejną podróż z Pani następną książką?
Katarzyna Szewioła-Nagel: W głowie kiełkują mi dwa pomysły, oba wprowadzam w życie. Pierwszą jest książka post-apo, w którym zombie opanowują Polskę. I wiem, że ten pomysł już został wykorzystany m.in. przez Roberta Szmita oraz Cichowlasa z Radeckim, jednak „Ewakuacja” powstawała dla Białostockiego Klubu Fantastyki do fanzinu „Widok z Wysokiego Zamku” i chciałabym dalej ją ciągnąć. Pomyślałam więc, że fajnie by było z tego cyklu zrobić książkę, więc mam już plan i w wolnych chwilach coś tam sobie dłubię. Drugim zaś pomysłem jest dramat, który zaczęłam pisać w tym roku. Podobnie jak „Droga do Inveress” będzie rozgrywał się na moim podwórku, czyli na Śląsku, i będziemy się przemieszczać po Katowicach i Chorzowie. Kiedy to wszystko napiszę? Nie mam pojęcia. Praca kosztuje mnie bardzo dużo energii (redaktor i ilustrator), więc wszystko rozciąga się w czasie. Zatem proszę trzymać kciuki, by szło gładko.