3 Szoty z Angelą Santini
…To powieść o władzy słów. O manipulacji tak subtelnej, że zaczynasz się zastanawiać, które decyzje były naprawdę Twoje. O zderzeniu rozsądku z emocjami i o tym, jak łatwo granica między nimi zaczyna się zacierać…
Czyt-NIK: Lektura książki „Intuicja” gwarantuje czytelnikom eksplozję emocji niczym w hollywoodzkiej super produkcji. Myślę, że nie jestem odosobniony w opinii, że „Intuicja” to doskonała propozycja nie tylko dla czytelników, ale również producentów filmowych. Kogo widziałaby Pani w roli Charlotte i Ryana?
Angela Santini: Dziękuję. Hollywood, powiadasz? Brzmi jak plan na przyszły wtorek.
Ryan? Może Tom Hardy. Ma w sobie ten rodzaj intensywności, który albo Cię zaintryguje, albo przestraszy. Idealnie.
A Charlotte? Psycholog z głową pełną teorii, która potrafi rozłożyć człowieka na części pierwsze jednym spojrzeniem. I oddaje serce facetowi, który siedzi za kratami. Logika? Nie istnieje. Ale ekran by ją pokochał.
Czyt-NIK: Sensacja, która wzburzy czytelniczą krew. Napięcie, które będzie nabierało na sile, z każdym odkrywanym puzzlem, tej tajemniczej układanki. Układanki, którą wkomponowała Pani na kartach „Intuicji”. Co jeszcze czytelnik zyska sięgając po tę książkę?
Angela Santini: Czytelnik trafia do świata, gdzie granice między dobrem a złem są rozmyte, a moralność to kwestia interpretacji. „Intuicja” to historia kobiety, która miała diagnozować, a zaczyna sama się gubić. Ale więzienie to miejsce, które nie zna reguł a Ryan Baker nie jest zwykłym osadzonym.
To powieść o władzy słów. O manipulacji tak subtelnej, że zaczynasz się zastanawiać, które decyzje były naprawdę Twoje. O zderzeniu rozsądku z emocjami i o tym, jak łatwo granica między nimi zaczyna się zacierać.
Czyt-NIK: Nie ukrywam, że po lekturze książki „Intuicja” liczę na więcej. Zaspokoiła Pani mój czytelniczy apetyt. A nie od dziś wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie ukrywam, że ma chrapkę na kolejny tytuł z Pani pisarskiego dorobku. Proszę zdradzić nam swoje pisarskie plany?
Angela Santini: Zaczęłam od romansu z milionerem, potem był przemytnik narkotyków, a skończyłam… na mordercy swojej dziewczyny.
Ale przyznam, że romanse mi się trochę znudziły. Ile razy można pisać o facecie z przeszłością i kobiecie, która powinna wiedzieć lepiej? Teraz czas na coś zupełnie nowego. Coś, co będzie miało emocje, napięcie, zagadkę i… może pewien flirt z przyszłością.
Nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów, ale będzie to historia, w której serce ściera się z technologią, a to, co nazywamy „uczuciem”, zostanie postawione przed pytaniem: czy prawdziwa miłość naprawdę znika, gdy odchodzi ciało?