3 Szoty z Margotą Kott
…Mieszkam w Toruniu, skąd już tylko pół godzinki drogi do Ciechocinka. Jeżdżę tam bardzo często, zwłaszcza w sezonie, gdy kurort dosłownie tonie w kwiatach, pachnie solanką i rozbrzmiewa wesołą muzyką. Właśnie podczas jednego z takich wypadów doznałam olśnienia: „Umieszczę zbrodnię w sanatorium, a z kuracjuszy zrobię prywatnych detektywów!”. Ciechocinek niejedno ma imię. Każdy znajdzie tu rozrywkę dla siebie…
Czyt-NIK: Zbrodnia w sanatorium? Tak, to możliwe! Przyznam szczerze, że koncepcja „stworzenia zbrodni” w sanatorium to intrygująca propozycja dla miłośników kryminałów. Proszę zdradzić skąd pomysł, aby to właśnie w sanatorium doszło do morderstwa? Co było iskrą zapalająca taki pomysł na fabułę kryminału?
Margota Kott: Mówi się, że w kryminałach „wszystko już było”. Pewnie tak. Są miejsca zbrodni mocno już wyeksploatowane. Czas więc na coś zupełnie innego. Zbrodnia w ciemnych zaułkach niebezpiecznych, brudnych miast nikogo nie zdziwi, jednak w sanatorium? I właśnie o to chodzi! Nieoczywistość miejsca sprawia, iż Czytelnicy mogą poczuć się zaskoczeni. Kontrasty – to jest to, co przyciąga uwagę, nęci i sprawia, że chce się zgłębić historię kryminalną, osadzoną w „pięknych okolicznościach przyrody”. Scenografia to rzecz ogromnie ważna. Sprawia, że książka staje się oryginalna, wyjątkowa, przełamująca schemat.
Czyt-NIK: „Śledztwo w sanatorium” to kryminał utrzymany w konwencji „zamkniętego pokoju”. W lekkim jakże intrygującym stylu kreśli Pani kryminalną zagadkę, która wyostrzy czytelnicze zmysły. Proszę zdradzić dlaczego warto wybrać się do Ciechocinka?
Margota Kott: Tu częściowo odpowiem jeszcze na pierwsze pytanie. Mieszkam w Toruniu, skąd już tylko pół godzinki drogi do Ciechocinka. Jeżdżę tam bardzo często, zwłaszcza w sezonie, gdy kurort dosłownie tonie w kwiatach, pachnie solanką i rozbrzmiewa wesołą muzyką. Właśnie podczas jednego z takich wypadów doznałam olśnienia: „Umieszczę zbrodnię w sanatorium, a z kuracjuszy zrobię prywatnych detektywów!”. Ciechocinek niejedno ma imię. Każdy znajdzie tu rozrywkę dla siebie. Moją domeną jest łączenie w powieściach miłości i śmierci. W „Śledztwie w sanatorium” nie zabraknie żadnego z tych wątków. Dodam jeszcze tylko, że moja powieść została objęta Honorowym Patronatem Burmistrza Ciechocinka. To dla mnie radość i zaszczyt!
Czyt-NIK: „Śledztwo w sanatorium” to pierwszy kryminał, który zaprasza nas do SANATORYJNEGO KLUBU MIŁOŚNIKÓW SENSACJI. Proszę zdradzić, kiedy ponownie będziemy mogli uczestniczyć w rozwiązywaniu kryminalnej zagadki?
Margota Kott: Czytelnicy często o to pytają. Jednak, niestety, nie umiem znaleźć ostatecznej odpowiedzi. Mogę tylko obiecać, że intensywnie myślę o napisaniu dalszego ciągu przygód Ewy i Sanatoryjnego Klubu Miłośników Sensacji.
Porwały mnie aktualnie inne tematy, rzecz jasna kryminalne. Przez rok pracowałam, wraz z tłumaczkami, nad tomikiem wierszy CRIME POETRY (książka jest dwujęzyczna, polsko-angielska). Teraz czekam na druk. To już dosłownie kwestia dni. Crime poetry czyli poezja kryminalna to gatunek poezji zupełnie nieznany na polskim gruncie. Jestem jego prekursorką w Polsce. To forma poezji, która zgłębia psychikę przestępczego umysłu i bada konsekwencje jego działań. Poezja kryminalna może stanowić potężne narzędzie służące podnoszeniu świadomości na temat przestępczości i konsekwencji z nią związanych, ale przede wszystkim oddaje sprawiedliwość i głos ofiarom przestępstw.
Autorką zdjęcia jest Ezo Oneir